Wyrzeczenie

 

Mowa pochodzi z książki Roshiego "No beginning, no end".

 

W Shobogenzo Dogena-Zenji znajduje się historia Sogjanandai Daioshio, Siedemnastego Patriarchy w linii Zen. Mówi się, że Sogjanandai potrafił mówić niemal natychmiast po narodzinach. Z czasem dla wszystkich stało się jasne, że jest to dziecko nie tylko bardzo inteligentne, ale i posiadające szczególny dar. Otaczał je rodzaj promieniowania, które przenikało jego obecność - coś więcej niż charyzma (Jego Świątobliwość Dalajlama uczy, że charyzma nie jest charakterystyką duchowości, uważaj więc!). Z dziecka emanowało światło.

Kiedy Sogjanandai miał siedem lat, udał się do matki i ojca, króla i królowej, i powiedział im, że pragnie poddać się procesowi wyrzeczenia, czyli shukke, jak określa się to po japońsku? Ale oczywiście rodzice nie zgodzili się. Wyrzeczenie było jednak jednym, o czym myślał chłopiec. Rodzice przystali więc na negocjacje i ostatecznie postanowiono, że ktoś będzie uczył Sogjanandai Dharmy.

 

Przez dziewiętnaście kolejnych lat chłopiec pobierał nauki u nauczyciela, lecz ciągle nie był usatysfakcjonowany, a pragnienie wciąż w nim żyło. Pewnego wieczora Sogjanandai, wówczas już dwudziestosześcioletni, patrzył przez okno na zachód słońca, którego promienie rzucały ciepłe, różowozłote światło na pokrytą suchymi trawami ziemię, tak jak to się dzieje tu, na Górze Sonoma. Przyjrzawszy się Sogjanandai dostrzegł, że ta złota poświata pada też na rozciągającą się niedaleko długą, płaską drogę. Sogjanandai wybiegł z pałacu. Szedł przez wiele mil, aż zbliżył się do urwiska i wszedł do jaskini, usiadł i natychmiast wszedł w stan wielkiego spokoju - samadhi. To jest miejsce, w którym wykraczasz poza myśl, a koncentrujesz się na spokojnej, cichej i przestronnej naturze twego prawdziwego umysłu, która jest niezmienna. Sogjanandai siedział w jaskini pustki dziesięć lat, aż do czasu, gdy wielki nauczyciel Ragorata Daioshio odwiedził go i potwierdził jego urzeczywistnienie.

Takie były uwarunkowania tego młodego chłopca - który potem stał się naszym Siedemnastym Patriarchą - w chwili, gdy opuszczał dom. Miał umysł, który głęboko poszukiwał drogi, a także determinację i odwagę, by spełnić swe najszczersze pragnienie.

Poza tym, że chiński ideogram na shukke oznacza "opuścić dom", znaczy też "wyrzeczenie". Być może brzmi to dość ciężko. Co to znaczy dla ciebie? Czy znaczy "Nie mogę zrobić wszystkiego, co bym chciał"? Wbrew temu, co moglibyśmy myśleć, wyrzeczenie nie jest przeciw życiu, lecz odnosi się do sposobu życia, który daje życie. To jak sala do zazen, czy zendo - bardzo skromne. Ponieważ jest tak puste, możesz zapełnić je czymkolwiek. Właściwie rozumiane wyrzeczenie to samo - daje życie i wspiera życie, a nie zaprzecza mu. Dzięki wyrzeczeniu możemy docenić każdą rzecz, od najmniejszego ziarenka ryżu po największą z dharm.

 

Często, kiedy ludzie słyszą to słowo, przechodzi ich dreszcz i myślą "Nigdy nie zostawiłbym świata". Ale wyrzeczenie nie znaczy, że odwracasz się od świata. Oznacza, że odwracamy się od uwarunkowań, które powodują cierpienie - chciwości, gniewu i niewiedzy - i na nowo odkrywamy naszą naturalną pewność dzięki medytacji w pozycji siedzącej. Gdy odczuwamy w sobie i w innych pewność i miłość, nie musimy ranić nikogo, ani nadużywać naszych umysłów. To najłagodniejszy i najżyczliwszy sposób, by żyć w tym trudnym świecie. Ponieważ jesteśmy życzliwi i potrafimy doceniać, co stanowi wyraz naszej wrodzonej podstawowej dobroci, jesteśmy w stanie być czujni i widzieć wyraźnie. Oto prawdziwy sekret pełni życia. A skoro wiemy, jak żyć w pełni, wiemy, jak za życia umierać w umyśle odradzając się wciąż na nowo. To cud praktyki i cud naszego życia.

W starożytnym chińskim tekście Zennen Shingi - napisanym przez Chonglu Zongze - stanowiącym zasady codziennego prowadzenia się w klasztorach zen, napisano: "Wszyscy buddowie przeszłości, teraźniejszości i przyszłości poniechali świata i odnaleźli prawdziwą Drogę". To krótkie, ale głębokie stwierdzenie oznacza, że urzeczywistnienie i wyrzeczenie to synonimy. To prawda w przypadku każdego z nas - wszystkich Buddów i Bodhisatwów - nie tylko osób ordynowanych. Bardzo ważne jest, by pojąć związek między wyrzeczeniem a urzeczywistnieniem. Wyrzeczenie to istota Dharm, dlatego że dzięki wyrzeczeniu rezygnujemy z dualistycznych uwarunkowań i idei trwałego ja, które oddzielają nas od rzeczywistości. To właśnie to poddajemy.

 

Nie myślisz, że to dobry pomysł? Czy jesteś zadowolona czy zadowolony z tego, jaki jest twój umysł? Mój umysł niczym się nie różni od twojego, lecz ja jestem w stanie pojąć go w inny sposób. Dobrze jest wiedzieć, jak postępować z pojawiającymi się niechcianymi uczuciami i myślami, wiedzieć, jak z nimi być i ile czasu z nimi spędzić. Jeśli nie będziemy wystarczająco uważni, te niekończące się wytwory umysłu odbiorą nam życie. Wybór należy do nas. Mówi się: "Wszyscy buddowie [a to nikt inny, jak ty i ja] przeszłości, teraźniejszości i przyszłości poniechali świata i odnaleźli prawdziwą Drogę". To ścieżka urzeczywistnienia.

W tym samym rozdziale Shobogenzo Dogena, co historia Sogjanandai, jest też ustęp o Mahakaśapie, pierwszym spadkobiercy Buddy Śakjamuniego. To właśnie jemu Budda powierzył linię przekazu i swoje rozumienie tego, co określa się jako przekaz "Prawdziwego Oka Dharmy" z umysłu do umysłu. Mahakaśapa miał wówczas już ponad sto lat, ale mimo podeszłego wieku chciał dołączyć do sanghi i wyrzec się świata. Pewnego dnia Siakjamuni zwrócił się do kilku mnichów, a zwłaszcza do Mahakaśapy, bo ten był taki stary i bardzo mądry: "'O, mnisi, tak daleko zaszliście'. W tym momencie spadły im włosy z głów, a ich ciała okryły okesa [szaty Buddy]". To przykład tego, jak jesteśmy wydobywani czy oddzielani od złudzenia, kiedy angażujemy się w Buddadharmę. Coś nas po prostu budzi! Może to być dostrzeżone przez Sogjanandai ciepłe, złote światło padające na zakurzoną drogę, lecz równie dobrze spojrzenie na świeżo ogolone głowy w zendo czy dźwięk samochodu jadącego ulicą pod twoim domem.

 

Dogen mówi też, że Annutara samjak sambodhi, fraza pochodząca z Sutry Serca i odnosząca się do podstawowej świadomości czy najwyższego oświecenia, osiąga się w chwili, gdy naprawdę wyrzeka się świata i przyjmuje wskazania. Jego stanowisko w tej sprawie jest dość twarde, bo mówi on: "Nie ma innej drogi". Więc znów urzeczywistnienie lub Annutara samjak sambodhi, czy też wyrzeczenie się świata to synonimy. Dogen wyjaśnia, że "nie ma sprzeczności między naszym początkowym przebudzeniem umysłu, najwyższym oświeceniem a aktem wyrzeczenia się świata". Żadnej sprzeczności. Są jednym.

Cytuje potem fragment trzynastego rozdziału Mahapradżnia Paramitopadesa Sutry: "Raz, gdy Budda przebywał w Ogrodzie Jetavana, przyszedł do niego pijany Brahman i poprosił, by mógł stać się jego uczniem. Budda pouczył mnichów, by ogolili mu głowę i dali okesa. Nazajutrz Brahman obudził się z pijackiego otępienia i zdumiał się, że ma ogoloną głowę i dziwne ubranie. Zerwał się na równe nogi i uciekł. Niedługo później kilku mnichów podeszło do Buddy i spytało: 'Czemu pozwoliłeś temu pijanemu człowiekowi przyjąć wskazania? Nie ma po nim już śladu. Kto wie, co się z nim stanie?' Siakjamuni odparł: 'Wiedziałem, że nie kierował się zamiarem wyrzeczenia się świata i przyjęcia wskazań, i że zrobił tak jedynie dlatego, że był pijany. Mimo to skoro uczynił krok ku wyrzeczeniu się świata - choćby na chwilę - pewnego dnia stanie się prawdziwym mnichem. Musicie być świadomi, jak ścisły jest związek między wyrzeczeniem się świata a możliwością osiągnięcia Annutara samjak sambodhi'". Dogen podsumowuje: "Śakjamuniemu chodziło o to, że istota nauk zawiera się w akcie wyrzeczenia się świata".

 

Dlatego w chwili wyrzeczenia musisz umrzeć i poddać się. W pewnym sensie jest to ordynacja. Dla nikogo nie ma innej drogi. Musisz się wyrzec. Kiedy zaczynałem praktykować, nie byłem zainteresowany wyrzekaniem się. Chciałem stać się kimś silnym, usłyszeć wielką filozofię i mieć o czym rozmawiać. Nie przyszedłem po to, żeby się wyrzekać. Ale to o to chodzi. Dogen wyraźnie to podkreśla, gdy pisze, że kiedy różni ludzie poświęcali swoje życie Dharmie, podtrzymywali ją właśnie, co zawierało się w wyrzeczeniu się świata. I że wtedy przyjmowali wskazania. To się nie działo tylko w myślach, rozumiecie. Dogen mówi, że nauka Buddy naprawdę przeniknęła ich ciała i umysły. Dzięki ich oddaniu i praktyce blisko dwa tysiące sześćset lat później ludzie jak my mogą nosić okesa i przyjmować wskazania. Powinniśmy o tym wiedzieć i docenić to, od jak dawna trwa praktyka wyrzeczenia i jak długo trwać będzie po nas.

 

tłum. Michał Czernuszczyk