Wstęp do wydania polskiego

 

Cóż jeszcze można dodać do entuzjastycznych i poruszających recenzji napisanych przez ludzi takiego formatu jak roszi Glassman, Shokaku Okumura, Jack Kornfield, Thich Nhat Hanh czy autor wstępu do oryginalnego wydania tej książki - Peter Levitt?

Aby nie powtarzać tego samego, oświadczam, że z równym entuzjazmem podpisuję się pod wszystkim, co już powiedziano o książce "Bez początku, bez końca". Ale mimo że powiedziano już tak wiele, chciałbym coś jeszcze dodać. Wydarzyło się bowiem coś, na co od lat czekali wszyscy praktykujący zen i inne szkoły buddyzmu w Polsce. Dzięki Jakusho Kwongowi ujawnia się w sposób publiczny i dostępny to, o czym mówi podtytuł tej szczególnej książki - czyli prawdziwe serce zen.

 

Buddyści nieustannie doświadczają owego serca w bezpośrednich kontaktach ze swoimi nauczycielami, w trakcie prywatnych rozmów i grupowych odosobnień, lecz zwykły zainteresowany sprawą czytelnik mógł znaleźć na księgarskich półkach książki, które okazywały się na ogół zbyt wyznaniowe i hermetyczne.

 

W porównaniu z dotychczas tłumaczonymi na polski publikacjami o zen Bez początku, bez końca tchnie swobodą, naturalnością, prostotą i oczywistością. Trudno o bardziej wiarygodny słowny przekaz tego, że istotę przebudzenia stanowi naturalność i oczywistość.

Do dodatkowych zalet książki należą: jej współczesna forma i współczesny kontekst, odwoływanie się do bliskich ludziom sytuacji oraz bardzo osobisty, daleki od patosu i mentorstwa ton. Czuje się, że autor jest współczesnym człowiekiem, urodzonym w naszej kulturze, który nie musiał ruszać się z miejsca, w którym żył i na którym siedział, aby odnaleźć prawdę. Można powiedzieć, że dzięki rosziemu Kwongowi zen zstąpił z piedestału. Dotąd tajemniczą i wykwintną potrawę zen serwowano wyłącznie w trudno dostępnych, ekskluzywnych klubach. Ta książka wprowadza zen do jadłospisu mlecznego baru przy ruchliwej ulicy. Każdy może tu wpaść bez skrępowania i posilić się prawdziwą duchową strawą. Chwała za to Autorowi - i wielkie podziękowanie.

 

Wojciech Eichelberger

Warszawa, 12 lipca 2004