Nie wysiadaj z pociągu

 

Mowa dharmy wygłoszona przez Roshi Kwonga w dniu 1 lipca 1995 w czasie pobytu w Polsce.

 

W zeszłą sobotę mówiłem o względnym i absolutnym. Wydaje mi się, że używane przez nas słowa i zwroty mogą sprawić wrażenie abstrakcji. Sytuacja jest paradoksalna, gdyż mam wyjaśnić coś, czego wyjaśnić się nie da, a wy macie usłyszeć to, czego usłyszeć nie sposób. Możemy więc okazać sobie współczucie. Ja współczuje wam, że nie możecie tego usłyszeć, a wy mi, że nie mogę tego powiedzieć. Jednocześnie, BAM! (uderza o podłogę) To jest możliwe. Nie mogę tego wyjaśnić, ale mogę zademonstrować. Od was zależy, czy zrozumiecie. Na tym polega wasza frustracja i moja samotność. Jak więc się spotkać? Jak możecie urzeczywistnić siebie?

Kiedy śpiewamy "dla wszystkich czujących istot", to jest całkowicie abstrakcyjne. Musimy dowiedzieć się, kim jest ta czująca istota i z czego się składa. Wszystkie nasze uczucia, niezależnie od tego, czy są one dobre, czy złe, przypominają czującą istotę. W naszej praktyce medytacji staramy się nie odrzucać żadnego aspektu siebie.

W Polsce żyje pewna kobieta, jest trochę starsza niż ja, ma ponad 66 lat. Wracają do niej teraz wszystkie wspomnienia z okresu wojny. Po wojnie musiała je ukryć, ale teraz one wypływają na powierzchnię i co ona ma z tym zrobić? Jak każdy z nas ma pracować nad swoim własnym losem? To jest praktyka medytacji. Medytacja nie jest tym, czym myślisz, że jest, jednocześnie jest dokładnie tym pragnieniem i tymi aspiracjami, jakie z nią wiążemy. Jest początek, środek i koniec twojej podróży i wszystkie one są tym samym. Tak jest, jeżeli nie ulegamy lękowi i nie zaczynamy uciekać. Możesz się uśmiechać, ale to się zdarza każdego dnia. W tym tygodniu ktoś uciekł! Ale to nic nowego. To stara śpiewka i możesz uciekać tylko dopóki nie zdasz sobie sprawy, że już nie ma dokąd. I może właśnie dlatego ludzie zaczynają praktykować, a przynajmniej próbują.

Roshi Uchiyama mówi, że jest ziarno lub przyczyna, z którą się spotkałeś i że ona skłania cię do szukania z czegoś. To jedna z możliwych interpretacji dharmy, szukanie czegoś. Może w tym życiu brakuje jakiejś prawdy. Mój Boże, na pewno czegoś brakuje. Prawie 13 procent Amerykanów używa leków (uspokajających). To bardzo dużo. Żałoba, strata, zmiana w naszych związkach, brak poczucia bezpieczeństwa sprawiają, że zaczynamy szukać i zadawać pytania.

Roshi Suzuki zwykł mówić, że shikantaza jest naszym zazen. Shikantaza to pojęcie abstrakcyjne. Próbowałem wyjaśnić je, przedstawić na wiele różnych sposobów, ale to jest bardzo teoretyczne. Roshi Suzuki ujął to bardzo prosto. Tak naprawdę zen jest bardzo prosty. Tak prosty, że go nie zauważamy. Tak subtelny. W każdym z nas tkwi wielka głębia i jest ona nieskończenie subtelna. On powiedział po prostu być sobą. "Po prostu być sobą". Cztery słowa, ale jest to tak proste i tak głębokie, że nie dostrzegamy tego, dopóki nie zaczniemy zwalniać tępa. Mówił, że nasza praktyka jest jak śledzenie oddechu. Oczywiście śledzisz swój oddech, ale tak naprawdę znaczy to, że jesteś żywy. Oznacza to, że jesteś obecny w sposób niewidzialny. Żywy. Bez oczekiwań, bez metody, bez liczenia oddechów. Także bez zyskiwania, dlatego że zazwyczaj chcemy coś zyskać. Jesteś żywy z chwili na chwilę, jesteś w tej przestrzeni, która jest dokładnie w Tobie. Nie gdzie indziej, ale właśnie tutaj. To ta chwila. To bycie obecnym w tej chwili. Nawet nie chodzi o bycie obecnym, a bycie tą chwilą. A w zazen mamy chwilę po chwili. I oczywiście to jest właśnie przejaw lub urzeczywistnienie twojego pierwotnego oświecenia, twojego prawdziwego ja, które masz w sobie. To jest shikantaza.

Harmonogram moich wizyt w Polsce w ciągu ostatnich dwóch tygodni był bardzo bogaty. Jurek i Mikołaj mogą to potwierdzić. W zeszłym roku, kiedy stałem w pociągu i patrzyłem na przesuwające się krajobrazy, zauważyłem, że mój oddech stał się nieco cięższy niż wcześniej i mogłem śledzić dźwięk mojego oddechu. To było wspaniałe, ponieważ zdałem sobie sprawę, że czas zniknął. Pół godziny, godzina. Nie wiem, jak długo jechaliśmy pociągiem, może dwie godziny. (Jurek: "trzy"). Trzy godziny stałem przy oknie śledząc przesuwające się krajobrazy i słuchałem dźwięku mojego oddechu. Wiele rzeczy można zobaczyć z pociągu: zniszczone środowisko, zdewastowane domy, śmietniki i piękne klasy. Tunel. A potem równina. Wszystko to przyjmujesz w miarę, jak się pojawia, a jednocześnie jesteś ze swoim oddechem. A gdy podróż się skończy, mimo iż cały czas stałeś, wysiadasz z pociągu i czujesz się całkowicie odświeżony.

Na wdechu bierzesz w siebie wszystko to, co widzisz. Nie udajesz, że tego nie widzisz. Musimy dużo udawać, aby ochronić siebie. Telewizja, gazety, miasto - możesz jednak to wszystko przyjąć, a potem na wydechu wypuszczasz to. Pozwalasz temu odejść, to jest oddech, shikantaza. To jak alchemiczna przemiana ołowiu w złoto. Takie zazen jest lepsze niż sen. Zdecydowałem się uczyć tego w ten sposób. Nigdy wcześniej nie robiłem kierowanej medytacji, Myślę, że to jest coś dobrego. W zen zazwyczaj nie robimy tego, ale myślę, że potrzebujemy coraz więcej instrukcji i szczegółów i wspólnego głośnego oddychania. Wypełnia się naszym żalem i gniewem, tak aby go dostrzec. Zabawne, że nie jesteśmy świadomi gniewu innych ludzi, ani nawet naszego własnego, ale cała praktyka medytacji sprowadza się do świadomości. Co możesz zrobić, czego nie możesz zrobić, co chcesz zrobić, co pragniesz zrobić - wszystko to dotyczy świadomości.

Praktyka polega na tym, byś jako człowiek rozwijał w sobie odwagę i wsparcie, by zaakceptować i poczuć te rzeczy. To tylko niewielka część nas. Przyjmij i poczuj te rzeczy, a potem pozwól im odejść, i nie przywiązuj się do nich. Jedziesz pociągiem. Wszyscy jedziemy pociągiem. Krajobrazy się zmieniają, ale nie możesz niczego uchwycić. Jeżeli się czegoś uchwycisz, już po tobie. Istnieje sposób, aby nie chwytać się niczego i iść dalej. To nie - unikanie. To mądrość i współczucie. Wiesz jak iść dalej i wiesz, jak każdego dnia przetwarzać tę energię, którą widzimy, oddychamy, słyszymy, wąchamy, smakujemy, dotykamy. A w trakcie tego procesu musisz postępować łagodnie.

 

tłumaczenie: Danuta Golec