Listy z Pustki

 

Mowa Dharmy wygłoszona przez Roshiego Jakusho Kwonga w dniu 10 listopada 2002 roku.


To mowa z książki roshiego Suzukiego Not Always So (Nie zawsze tak). Korzystamy z niej w grupie studiowania tekstów, a ten rozdział nosi tytuł Listy z Pustki (Letters from Emptiness). To jeden z moich ulubionych tytułów. Listy z Pustki? Skąd niby mielibyśmy wziąć listy z pustki? Jak?
Rozdział rozpoczyna się zdaniem: „Shikantaza to praktyka pustki czy też jej urzeczywistnianie”. Wydaje mi się, że przez lata wyjaśniając znaczenie terminu shikantaza korzystałem z niewłaściwego słownika, a teraz trafiłem na pełniejszy i sprawdziłem słowo shi, o którym sądziłem, że znaczy prawdziwy. Ten drugi słownik mówi, że to znaczy wolny. Znak czy ideogram to pudełko, co oznacza usta, i dwie nogi, osoba. Czyli w zasadzie wolność: usta z dwiema bardzo silnymi nogami. Nogi stoją twardo na ziemi (uderza dłonią w podłogę), nie unoszą się nad nią, ale (znów uderza) twardo stoją. Znaczy to, że człowiek jest wolny.
Kan tłumaczyłem jako przewód, bo to rzeczywiście oznacza rurę. Ale słowo to wiąże się też z kierowaniem (ang. control), jak w przypadku zarządcy Świątyni Eiheiji, czyli głowy szkoły Zen Soto, którego określa się Kancho – Głowa Kierująca (ang. Controlling Head). Nie chodzi jednak o kierowanie w dualistycznym sensie, w jaki zwykliśmy o tym myśleć. To raczej kierowanie wolne od samego siebie, kiedy przejawiasz się w chwili obecnej. Jesteś w rzeczywistości, a nie od niej oddzielony.
Ta znaczy uderzyć (uderza w podłogę). Za – siedzieć. Czyli nie siedzimy po prostu jak kawał mięsa. Shikantaza oznacza też pustka. Manifestujemy pustkę. Wierzcie lub nie – odsłaniamy naszą prawdziwą naturę, a ona jest pusta! Shikantaza to urzeczywistnianie czy też wyrażanie naszej prawdziwej natury, która jest pusta.
Gdy przyjrzeć się terminowi taza, można dostrzec, że ta, oprócz uderzyć i siedzieć, znaczy też stać się jednym. Małe ja, niczym czapla biała, znika na śniegu. Małe ja znika w dużym ja, w wielkim wszechświecie: Ta-za. Z biegiem lat zdajesz sobie sprawę, że te wszystkie trudne słowa to po prostu kolejne opisy tej samej, dobrze znanej rzeczy. Naszej odwiecznej, nieśmiertelnej twarzy.
Czytam ten rozdział i myślę, że trochę będę parafrazował, więc to niedokładnie będą słowa Roshiego. Ale mam nadzieję, że uchwycę, co miał na myśli. „Choć dzięki myśleniu możesz jakoś teoretycznie rozumieć pustkę, powinieneś zrozumieć ją przez rzeczywiste doświadczenie”. Żywisz więc jakąś ideę, koncepcję, a potem przeżywasz rzeczywiste doświadczenie, czyli „list z pustki”. To właśnie jest bezpośrednie doświadczenie, które stanowi serce zen.
„Nie jesteś w stanie w pełni pojąć pustki przy pomocy koncepcji czy idei. Nawet nie przy pomocy uczuć. Dlatego praktykujemy zazen. Jest taki termin shosoku – uczucie, którego doświadczasz, gdy przychodzi do ciebie list z domu. Jesteś gdzieś daleko i ktoś do ciebie pisze. To tak jak kiedy wracam z Polski, jadę w górę Bennett Valley i widzę znak Sonoma Mountain Road (ulica Góry Sonoma) – dodaje mi to niezmiernie otuchy.
Czujecie, macie jakieś wrażenie pór roku: jesień w północnej Kalifornii, w Nowej Anglii, w Europie. Gdziekolwiek mieszkacie. Czujecie w jakiś sposób dom, ludzi, którzy mieszkają w miasteczku, w mieście, którzy robią zakupy w centrum handlowym bądź na ulicy. Można to jakoś poczuć, wyrobić sobie wrażenie – i to właśnie nazywamy shosoku.
„Mimo że tak naprawdę nie utrzymujemy żadnej pisanej łączności ze światem pustki (Roshi śmieje się i mówi: „Gdzie ten list?”), znajdujemy wskazówki czy podpowiedzi, co się w tym świecie dzieje. I to jest – można powiedzieć – oświecenie”.
To jest urzeczywistnienie świata pustki. To nasz list, przesyłka priorytetowa (śmiech). Zupełnie wyjątkowa. Zwłaszcza na początku – potem to już tylko zwykła poczta (śmieje się). Ale na początku – przesyłka priorytetowa.
W historii zen było wiele przykładów takiej wyjątkowej przesyłki – choćby opowieść o pewnym mnichu czy człowieku, który zobaczył kwitnącą śliwę. Pewnie padał śnieg, ciężki, zimny okres, a ten ktoś, on czy ona, dostrzegł kwitnące śliwy.
A ktoś inny „usłyszał”. Ten ktoś – on czy ona – szedł ścieżką wysypaną żwirem i przypadkiem kopnął kamień, który uderzył w bambus. Dźwięk bambusa. Dla tej osoby to właśnie był list z pustki. „To jest list z pustki. Poza światem, który możemy opisać, istnieje taki rodzaj świata, którego opisać nie potrafimy”. Więc jedyny świat, jaki znamy, w jakim rośliśmy, którego jesteśmy nauczeni i przez który zostaliśmy uwarunkowani, to świat obiektywny, który możemy zobaczyć, dotknąć, zobiektywizować, nazwać.
Nie przywiązujemy wagi do świata, którego zobaczyć nie możemy. Nawet za najmniejszą rzeczą leży świat, którego nie jesteśmy w stanie dostrzec ani dotknąć, świat bez nazwy, bez formy, o którym pewnie nawet nie da się rozmawiać, chociaż się staramy. Oto dlaczego tyle napisano o zen, o tradycji, o której nie można nic powiedzieć. Ale spójrzcie na te wszystkie słowa. Przepraszam, że dodaje jeszcze swoje.
„Mierząc rzeczy możesz dokonać analizy rzeczywistości na poszczególne byty, więc rzeczywistość ta stanie się duża albo mała. Ale gdy tylko dokonamy konceptualizacji, doświadczenie umiera”. Martwe doświadczenie. Nasze życie staje się coraz to bardziej martwe. Nie mamy już życia, ani radości. Ale dzięki praktyce możemy odkryć głęboką radość i pogłębiającą się satysfakcję. To właśnie znaczy nasycić się radością. Wiedzieć, że jest coś, na czym możesz polegać, coś poza tym, czego byliśmy nauczeni, coś, co nas nie zawiedzie.
„Opróżniamy więc z doświadczenia idee dużego i małego, dobrego i złego, ponieważ pomiary, którymi się posługujemy, odwołują się zwykle do małego ja”. Ja skupione na ja. „Kiedy mówisz dobry lub zły, ty jesteś miarą. Miara nie zawsze jest taka sama. Każdy człowiek przykłada inną. Nie mówię, że nigdy nie jest właściwa, ale że mamy tendencję do posługiwania się miarą skupioną na ja, kiedy analizujemy czy żywimy pogląd na jakiś temat”.
„Ta samolubna czy może skupiona na sobie część powinna być pusta. Opróżniamy ją praktykując zazen i przyzwyczajając się do przyjmowania rzeczy takimi, jakimi są, bez idei dużego czy małego, dobrego czy złego”. Roshi sprzedaje wodę nad rzeką. Sposób na to, by stać się pustym, to siedzieć zazen. To znaczy sprzedawać wodę nad brzegiem rzeki. Bo wszyscy razem jesteśmy w tej rzece.
„Artyści czy pisarze, by wyrazić bezpośrednie doświadczenie, mogą malować lub pisać. Jeśli jednak doświadczenie będzie bardzo silne i czyste, mogą poddać się w próbach jego opisu: ‘Ech…’.
Lubię zajmować się ogródkiem wokół domu” – roshi Suzuki stworzył taki miniaturowy ogród z kamieni i niewielkich roślin otaczający jego dom w Tassajara. Uwielbiał się nim zajmować.
„Ale kiedy idę nad strumień” – który znajdował się tuż koło jego chatki – „i widzę wspaniałe kamienie i wodę, która wśród nich płynie, rwie – poddaję się. Nigdy nie uda mi się stworzyć ogrodu z kamieni”.
Wiecie, co zrobił Roshi? Kazał wszystkim uczniom wejść do potoku i układać kamienie w określonym porządku. Nie można było dostrzec różnicy. Nie powiedziałbyś, że roshi Suzuki mówił każdemu – „Przekręć ten tu kamień”. To natura ułożyła kamienie. Pusty umysł.
Powiedział więc, że zamiast budować czy tworzyć ogród z kamieni, pewnie lepiej będzie oczyścić wąwóz Tassajara Creek z wszelkich śmieci, papierów i połamanych gałęzi. Bo tworzyć efekty naturalne to zbyt trudne (śmiech).
„W samej naturze jest piękno, które wykracza poza piękno. Gdy dostrzegasz jego część, możesz myśleć: ‘Ten kamień należałoby przełożyć tu, a ten tam. W taki sposób ogród zostałby dokończony’. Ponieważ ograniczasz prawdziwą rzeczywistość posługując się miarą twego małego umysłu, istnieje zły i dobry ogród, a ty chcesz przekładać kamienie. Lecz gdy widzisz rzecz samą w sobie, taką, jaką jest” – to taka, jaką jest to pustka. Widzieć samą rzecz, wykonywać samo działanie to pustka. Bez skupionego na sobie umysłu. Tak, jak jest, shikantaza, rzecz sama w sobie, zazen, które siedzi zazen, dla samego siebie, sama rzecz – to wszystko formy pustki.
„Lecz gdy widzisz rzecz samą w sobie, taką, jaką jest, szerszym umysłem, nie ma potrzeby robić czegokolwiek. Sama ta rzecz to pustka. Ale ponieważ czegoś dokładasz, rujnujesz obecną rzeczywistość. Kiedy unikamy rujnowania rzeczy, opróżniamy je, czynimy je pustymi. Kiedy siedzimy w shikantaza, dźwięki nam nie przeszkadzają, bo nie posługujemy się myślącym umysłem”.
Wiemy, jak wyłączyć myślący umysł. Czy on w ogóle kiedyś się wyłącza? Bardzo ważne jest wiedzieć, jak go wyłączyć. Po prostu – jeżeli starasz się zatrzymać umysł, nie udaje ci się. Przenosisz punkt skupienia na sposób medytacji, oddech, postawę. Liczysz oddechy.
Nie możesz zatrzymać umysłu. Posługujesz się nim, ale nie dostarczasz mu rozrywki. Całe życie spędzamy na zabawianiu się (ang. entertaining ourselves). Myślący umysł odbierze ci życie. Zabawianie się to rujnowanie istniejącej rzeczywistości. Nie dostarczamy umysłowi rozrywki, gdy siedzimy. Oznacza to, że nie polegamy na organach zmysłów, na myślącym umyśle, ale po prostu dostajemy, wpuszczamy listy pustki. Po prostu je wpuść, czyli odpuść myślący umysł. A kiedy to robisz, pojawia się list z pustki. Nazywa się to shikantaza, jeśli w ogóle jakoś można to nazwać.
Dalej Roshi dodaje jeszcze coś na temat pustki. To nie to samo co zaprzeczanie. „Zwykle, kiedy czemuś przeczymy, chcielibyśmy zastąpić to czymś innym”. Jeśli przeczę użyciu tej szklanki, szklanki czworokątnej, może wolę szklankę okrągłą. „Kiedy spierasz się i odrzucasz czyjeś opinie, zmuszasz tę osobę do przyjęcia twoich. Zwykle tak właśnie robimy. Jednak nasza droga jest inna. Gdy sprawiamy, że dodatkowy element, jakim jest idea skupiona na ja, staje się pusty, wówczas oczyszczamy nasze obserwacje. Kiedy widzimy i przyjmujemy rzeczy takimi, jakimi są, nie musimy już zastępować jednej rzeczy inną. O to chodzi, kiedy mówimy o „opróżnianiu” rzeczy. Jeśli to robimy, pozwalając, by były, jakie są, będą spełniały swe zadanie”.
„Pierwotnie rzeczy są powiązane ze sobą i wszystko stanowi jedność. I jako jedna istota” – jedno ciało, jak cały wszechświat – „będzie się rozwijało”. Nie musisz tego zatrzymywać, nie jesteś przywiązany, to jest bezmierne. „Pierwotnie rzeczy są powiązane ze sobą i wszystkie rzeczy stanowią jedność. I jako jedna istota będą się rozwijały. Żeby to wpuścić, pozwolić na to, rozwinąć się – opróżniamy rzeczy. Przy takim nastawieniu nie żywiąc żadnej idei religii jesteśmy prawdziwą religią”.
„Jeśli w naszej praktyce brak idei czy rzeczywistości, stanie się ona niczym opium. Oczyścić czy opróżnić nasze doświadczenie, spostrzegać rzeczy takimi, jakimi są, to rozumieć świat pustki i pojmować, czemu Budda pozostawił tak wiele nauk. Zatem w praktyce shikantaza niczego nie szukamy”.
Trudno to sobie wyobrazić. Dokonujesz wysiłku, a potem ten wysiłek odpuszczasz. Wysil się, odpuść. Wysil się, odpuść. Odpuszczając przyjmujesz, że odpuszczasz cel, który, jak sądzisz, uda ci się uzyskać. I temu musisz pozwolić odejść. Bo kiedy do czegoś zmierzamy, mamy jakieś oczekiwania, więc kiedy coś się nie wydarza, doświadczamy rozczarowania.
Staramy się coś osiągnąć, by rozwijać ideę ja. Tak właśnie postępujesz, gdy dokonujesz wysiłku. Ale nasz wysiłek polega na tym, by skończyć z działaniami koncentrującymi się wokół ja. W ten oto sposób oczyszczamy doświadczenie”.
Roshi podaje przykład siebie i swojej żony. „Choćby kiedy czytasz, uczysz się bardzo poważnie, twoja żona albo twój mąż może spytać: ‘Chcesz może filiżankę kawy?’, ‘O nie, za dużo mam pracy. Nie przeszkadzaj mi’. Jeżeli czytasz w ten sposób, myślę, że powinieneś uważać. Bądź gotów powiedzieć: ‘Tak, byłoby cudownie. Proszę cię, zrób mi filiżankę kawy czy herbaty’. Potem przerywasz czytanie i pijesz herbatę. Jak już wypijesz, wracasz do lektury”.
„W przeciwnym razie twoje nastawienie to: ‘Strasznie jestem teraz zajęty!’. Nie za dobrze, bo tak naprawdę twój umysł nie pracuje w pełni” (śmiech). Myślimy, że pełne działanie to „Odejdź! To nie jest ważna rzecz”. Jednak twój umysł nie pracuje w pełni. Przeważa w którąś stronę. „Część umysłu pracuje ciężko, ale druga nie za bardzo (śmiech). Możesz jednak tracić równowagę, kiedy działasz. Jeśli czytasz, nic się nie stanie, lecz jeżeli tworzysz kaligrafię, a twój umysł nie jest w stanie pustki, praca powie ci: ‘Nie jestem w stanie pustki’. Nie jesteś w stanie pustki, powinieneś więc przerwać”.
„Jako uczeń zen powinieneś się wstydzić tworzenia takich kaligrafii. Tworzyć kaligrafię to praktykować zazen, więc kiedy nad nią pracujesz i ktoś mówi ‘Napiłbyś się herbaty?’, a ty odpowiadasz ‘Nie, tworzę kaligrafię!”, wówczas i kaligrafia powie ci ‘Nie, nie, nie!’”.
To ostatni akapit. „Chciałbym, żebyś wiedział, co robisz w ośrodku zen. Czasem dobrze praktykować zazen jako formę ćwiczenia czy treningu. Umacniać praktykę czy też wygładzać oddech i czynić go naturalniejszym. Twoja praktyka może i to obejmować. Ale gdy mówimy shikantaza, nie to mamy na myśli. Kiedy otrzymujemy list ze świata pustki, praktyka shikantaza działa. Dziękuję bardzo”.

 

tłumaczył Michał Czernuszczyk