Pustość mózgowa

 

Dziś jest dzień, że nic nie mam do powiedzenia. Absolutnie nic. Jestem kompletnie głupi i pusty. Żadnych przemyśleń, pomysłów, spostrzeżeń. Widzę różne rzeczy, zdarzenia, ludzi i nic, kompletnie nic mi się nie kojarzy. Mija życie, a ja nic kompletnie na ten temat nie sądzę. Pada deszcz i jest zimno – a ja nie mam zdania. Znaczy deszcz pada i jest zimno. I to wszystko.


Trochę mnie to przestraszyło. Bo tak kompletnie nic do powiedzenia nie mieć, to chyba nienormalne. Powinienem jednakowoż coś choćby i coś malutkiego jednak na temat deszczu i zimna mieć do powiedzenia. Że ponuro, albo, że fajnie, albo cokolwiek. No cokolwiek. A tu nic. A jak ktoś podejdzie i spyta: „Co słychać? Jak leci?” i tak nic nie odpowiedzieć? Bo kompletnie pusto w głowie, że tylko dudnienie od tej pustości mózgowej.


Trwa i trwa. Zaczynam się oswajać i nawet miło się robi. Nic nie muszę, nic nie trzeba, nic nie jest ważne, albo nieważne. Tylko sobie jest i jest. Nie wiem nawet kim jestem. Gdzieś, jakoś zniknąłem w tej pustości, w tym nie wiem czym. W tym braku.


Ale nie, pojawia się obawa, że zaraz się skończy, że za chwilę coś do głowy przyjdzie, że znowu będę miał poglądy. Napisałem i znowu zniknęło.

 

 

KAI IN