Nieustanne recenzje

 

Film, książka, polityka, jedzenie, pogoda, zwierzęta, dzieci - niemal w każdej sprawie chce się mieć jakieś zdanie. Chce się mieć rację. Najlepiej żeby to była racja nie ulegającą kwestii. Jak kwiat to ładny, albo brzydki. Jak film to interesujący albo nudny. Jak polityka to głupie albo mądre. Głowę napycham mnóstwem opinii, posiadaniem zdania, przekonaniami, zabieraniem głosu.

 

Najlepiej żeby te wszystkie opinie, przekonania i zdania były wyjątkowe, mądre, inspirujące. Najlepiej żebym jeszcze wypadł na kogoś niezwykłego, wychylił się nad przeciętność. Żeby inni się zgodzili ze mną albo polemizowali, ale jednak przeszli na moją stronę. A potem uznali za kogoś niezwykłego. Żeby nie było, że jestem przeciętny, że nie wyróżniam się z tłumu i taki mało kolorowy jestem, szary taki. Jak religia to nie byle jaka tylko z najwyższej półki: Zen.

 

Całe te śmiecie w głowie po co mi są? A może tylko patrzeć, tylko słuchać, tylko być? I absolutnie nie mieć zdania i opinii?

 

Kwiat otoczony jest ciszą, stałością, takością. Wokół kwiatka wszechświat zamiera w bezruchu. W ciszy. Nieco gorzej jest w śmierdzącym korku samochodowym, ale damy radę.