Odklejony

 

Spotkanie ze znajomymi po latach. Stół zastawiony, tradycyjnie: barszcz i paszteciki; trochę innowacji: sałatki i dziwne wódki. Rozmowy. O dzieciach, zwierzętach, o tym, że drogie mieszkania, o pracy, o samochodach i głupich przepisach, które łatwo zmienić i będzie łatwiej. Dłuższa dyskusja o tym, że jak się jedzie wolno, a z tyłu ktoś popędza, a nie ma gdzie zjechać, bo jak jest gdzie zjechać, to się zjeżdża. I co kto robi w tej sytuacji, bo przecież komuś się może spieszyć, nawet nam się może spieszyć. A ten z tyłu świeci światłami, blisko podjeżdża, wyraźnie się niecierpliwi, a pobocza nie ma, drugiego pasa nie ma, a jechać szybciej się nie da, a ten z tyłu tak blisko. Duża energia w tej rozmowie. Wspólnota się tworzy. Jedni są za przyspieszaniem, inni radzą hamować i dać nauczkę. Inni zmieniają zdanie i myślą raz tak, raz owak. Dzięki Bogu dowcip ktoś mówi i już lżej się robi. Nawet sekunda ciszy zapada. Teraz wódka i toast. Za dzieci. Bo te dzieci nieznośne są. Zadzwońmy sprawdzić czy wszystko OK. Ja nie dzwonię, bo moje są samodzielne. Cieszą się, że starzy wyszli. A może jednak kontrolnie przedzwonić? Zadzwoń kochanie, proszę.

 

A tamci mają żółwia, który chodzi po całym mieszkaniu. To nic, ja mam ślimaka, ale chyba zdechł, bo się nie rusza od miesiąca, ale może zapadł w sen zimowy? A ci politycy, to już nie wiadomo co o nich sądzić. Fajne miejsce na narty znaleźliśmy we Włoszech. Miło było jeździć tam na nartach i ceny przystępne.

 

Po godzinie czuję się kompletnie odklejony i nie wiem kto zwariował oni czy ja?

 

KAI IN