Duchowa kaligrafia - recenzja

 

Duchowa kaligrafia - recenzja książki "Bez początku bez końca. Intymne serce Zen"


W ostatnich czasach ukazuje się w Polsce wiele literatury buddyjskiej, choć w naszym pięknym kraju buddystów jest tyle, co kot napłakał. Po tym krótkim wstępie przejdę do referowania książki, będącej prawdziwą jasną perłą na ciemnym firmamencie literatury duchowej w PL. Miałem przyjemność poznać autora, Kwonga Rosiego (Roshi, wym. rosi; to tradycyjny japoński tytuł nadawany mistrzom Zen) już w roku 1987r. Od tego czasu przyjeżdża on co roku z Kalifornii, gdzie na górze Sonoma ma swój Ośrodek Zen, żeby prowadzić długie (nawet kilku miesięczne) odosobnienia medytacyjne i szkolić uczniów Zen.
Kwong jest kalifornijskim Chińczykiem, zaczął swoją praktykę medytacji w latach pięćdziesiątych, w epoce bitników. Sam był awangardowym grafikiem, ale w końcu jego życie stało się życiem w Dharmie - nauce Buddów, został następcą słynnego japońskiego mistrza Zen w tradycji Soto, Shunryu Suzuki Roshiego, który jako jeden z pierwszych po II wojnie światowej przyjechał z Japonii do Stanów, żeby nauczać oryginalnego zenu.

Tłumacząc na żywo wykłady Kwonga w latach 80-tych mogłem stwierdzić doświadczalnie, iż ten człowiek emanuje jakimś tajemnym spokojem i radością, jak chłodny górski głaz pokryty zielonym mchem.

Kwong Roshi ma tylko dwie grupy uczniów poza Kalifornią, w Polsce i na Islandii, dokąd jeździ rok w rok. Przez ostatnich parę lat pracował pilnie nad redakcją zapisów swoich formalnych nauk, tzw. mów Dharmy, które wygłasza codziennie podczas intensywnych praktyk medytacji. Książka dzieli się na 3 rozdziały: Ożywanie, Skarb, Tak jak jest. Jeżeli ktoś ceni sobie paradoksy myślowe i słowne zenu, potrzebuje uwolnienia z tyranii myślenia konceptualnego, własnych nawyków życiowych i pseudo-kultury konsumpcyjnej, zen w wersji Kwonga wydaje się być znakomitym dla tej osoby środkiem do celu. Jego nauki są spontaniczne i żywe, jednocześnie pełne współczucia, mądrości i wielkiej erudycji.

Pojawiają się w nich przyjaciele: Ginsberg, Ojciec Jan Bereza OSB, Dalaj Lama, trener Los Angeles Lakers - uczeń Kwonga i wielu innych. Jest w nich taoistyczny, chiński sentyment do natury, wyczucie jej rytmu i cykli. Kwong mieszka na górze Sonoma w powiecie Santa Rosa - odwiedza go tam wielu ludzi, w tym Polaków. Znakiem firmowym, herbem czy logo jego Ośrodka Zen jest potrójny wir (trzy czasy, trzy trucizny, trzy ciała Buddy), czy też wirujący klejnot (ważny symbol buddyjski) ułożony z 3 liści paproci.

Kwong prowadzi czytelnika przez świat praktyki i historii zenu, przywołując czyny i słowa chińskich mistrzów z VII wieku, konfrontując je ze współczesną mapą świata pociętego reklamowymi bilbordami.

Przegapienie tej książki równać się może wyrzuceniu czterolistnej koniczynki. Oto duchowość wolna od religijnego sznytu, oto "religia wschodu" wolna od sekciarskiego zagrożenia.
Poza tym są w książce piękne kaligrafie zenistyczne, autorstwa Kwonga, łączące starożytny styl pisma tuszowego (Chiny, Japonia, Korea) ze współczesnymi treściami i formą językową (nie po chińsku lecz w języku angielskim...).

 

Maciej "Magura" Góralski

styczeń 2006 r.