Bajka o smoku

 

Zaczęło się jak zwykle. Opodal Grodu, w pieczarze osiedlił się straszny smok. Mieszkańcy grodu wpadli w panikę, wiadomo przecież, że smoki są okropnie uciążliwe i nieprzyjemne. Śmierdzą, tratują pola, zjadają dziewice i zabijają rycerzy. Jasne się stało, że należy smoka się pozbyć.

 

Pierwsi do akcji wkroczyli najodważniejsi rycerze. Wyruszyli okuci w zbroje, żeby walczyć ze smokiem, żeby smoka zgładzić, a przy okazji chwałą okryć własne imię. Pierwszy w lśniącej zbroi, na nieustraszonym koniu, z wielką kopią w ręku stanął naprzeciw wejścia do pieczary. Zaczął obelgami wyzywać smoka na pojedynek. Smok, owszem, wyszedł z pieczary, ale nie chciał wdawać się w bitkę. Pokrótce przedstawił swój punkt widzenia: nie che walczyć, ma zamiar oddać się medytacji i wieść życie w pokoju. Rycerz, czując szatański podstęp w słowach smoka, rzucił się do boju. Pędził z naszykowaną kopią w kierunku wielkiego cielska. W ostatniej chwili smok zrobił unik, rycerz wpadł na skałę, pokiereszował swoją piękną zbroję i niepyszny, ze skruszoną kopią, wycofał się z placu boju. Podobny los spotkał kolejnych śmiałków.

 

Sprawy się skomplikowały. Zwołana wieczorem Rada Grodu doszła do wniosku, że mamy do czynienia ze szczególnie wrednym osobnikiem. Zakłamanym i podstępnym. Że rycerze nie dadzą mu rady. Że trzeba wymyślić inne sposoby walki, a tymczasem dla niepoznaki wyśle mu się kilka dziewic, dla odwrócenia uwagi. Niech je pożre, a my będziemy w międzyczasie knuć. Ruszyły lektyki z dziewicami. Przerażone kobiety, poświęcały swe życie w imię dobra wspólnego. Lektyki postawiono przed wejściem do pieczary. Dziewice z wiankami na głowach, z zamkniętymi oczami czekały na okrutną śmierć. Jednak smok nawet nie wyszedł z pieczary.

 

O, tego było za wiele! Rada Grodu obradowała całą noc. Nic jednak nie wymyślono. W międzyczasie przyszedł list od smoka. Smok w liście twierdził, że nie che zabijać rycerzy, jeść dziewic, ani nawet zniszczyć upraw. Chce spokojnie siedzieć w pieczarze i roztrząsać zagadkę bytu smoczego. Proponuje także osobiste spotkanie celem omówienia przyszłej pokojowej (jak podkreślił) koegzystencji. Po przeczytaniu listu słuszny gniew wstrząsnął zebranymi. Co robić? Co robić?

 

Najmędrszy z wojów zaproponował, aby podstępem zgładzić smoka. Zaprosić go na ucztę do Grodu, niby akceptując propozycję spotkania, niby zamierzając się dogadać. A pod miejscem dla smoka urządzić zapadnię, a w dziurze naszykować naostrzone pale. Jak smok wjedzie, jak zacznie się powitanie, nasz Wódz pociągnie dźwignie, podłoga ustąpi pod ciężarem smoka, ten spadnie i nabije się na pale, a ukryci w krzakach rycerze dokończą dzieła. Propozycję przyjęto burzą oklasków. Potem do rana z radości pito wiele przednich trunków.

 

Jak uradzono tak zrobiono. Przyszykowano zasadzkę i wysłano umyślnego do smoka. Smok przyjął zaproszenie, wyczyścił pazury, przygładził łuski, oczyścił pancerz i poszedł na spotkanie niczego nie podejrzewając. Plan udał się znakomicie. Smok nabity na pale, przekłuty włóczniami stał się atrakcją turystyczną i chlubą Grodu.

 

Morały:

  1. Jak już masz takiego pecha, że jesteś smokiem, to może zjedz choć trochę dziewic. 
  2. Albo nie wiem co.


KAI IN