Samochody

 

Bardzo lubię samochody. Miałem ich pewno z piętnaście. Teraz siedzę obok mojego ostatniego auta i podziwiam widoki.

 

A wiele z moich aut miało ciekawe życie. Pierwsze auto to był rzecz jasna maluch. Sprzedałem go jak osiągnął pełnoletniość. Musiałem sprzedać, bo jak mu się śrubka zardzewiała zepsuła, nie mogłem jej wykręcić no i stał dłuższy czas na podwórku. Zarósł mchem, zamki się popsuły i dzieci się w nim bawiły, siedziały w środku i zjeżdżały po masce. Poszedł za milion złotych (na stare pieniądze).

 

Drugi to Renault 14, rzadko spotykany w Polsce. Miał zagraniczne numery, zagraniczne ubezpieczenie, a ja zagraniczne prawo jazdy. Byłem poza zasięgiem mandatów. Złoty okres. Temu też się zepsuła śrubka od akumulatora. Kiedy akumulator odmówił posłuszeństwa, samochód znowu stał czas jakiś na podwórku. Przed sprzedażą za 100 dolarów wymyłem go, wtedy okazało się, że ma lakier metalik. Ładnego był koloru.

 

Potem były: Renault 5 (z ciągle popsutymi zamkami i trzeba było wchodzić przez bagażnik), Renault 21 (ten nie miał wad), Fiat Marea (co zabił sarnę lusterkiem z powodu objazdu przez las wymuszonego blokadą drogi przez rolników), Ford Fokus (ten też bez wad). Przyszła wreszcie kolej na auta, których nie pamiętam. Następnie była czarna seria. Piękny Peugeot 406, szybki jak wicher, po sprzedaży uczestniczył w napadzie na stację benzynową. Nissan Primera został skradziony.

 

 

Teraz siedzę obok mojego ostatniego auta i podziwiam widoki.

 

Renault Laguna leży teraz obok mnie na boku po dachowaniu. Na drogę wyszedł jeżyk, a omijając biedaka, wpadłem kołem w dziurę, wpadłem w poślizg i dachowałem. Obok auto. Czekam na holowanie. Ze mną chyba wszystko OK. W końcu to bezpieczne auto.

 

A wokół piękny las, piękne zapachy, piękny krajobraz. I cisza przenikliwa. Jestem mu wdzięczny za to, że zawiódł mnie w tak urokliwe miejsce. Mam jeszcze ze dwie godziny napawania się zapachami, lekkim wietrzykiem, miłą temperaturą i ogólną urodą tego miejsca.

 

KAI IN