Miło

 

Ach, siedzę jak góra, bez ruchu, o niczym nie myślę. No, może coś tam myślę, że siedzę jak góra i nie myślę, to właśnie myślę. Aż miło tak o sobie myśleć, że w końcu się siedzi jak góra i prawie nic nie myśli. Się sadowić w tym siedzeniu. Bardzo miło i spokojnie się siedzi.


Tak miło, że aż strach, że zaraz może przestać być miło. Że jak za bardzo miło, to przecież zaraz coś się wymyśli, coś zaboli albo zaśpi się i przestanie być miło. Co robić, co robić?


Dobra, myślę, że wcale tak miło nie jest, że nie zależy mi, żeby było miło. I co z tego, że miło. Nieważne. Ważne żeby siedzieć.


Sprawdzam czy nadal miło. Ale tak po cichu, ukradkiem sprawdzam, żeby się nie domyślić, że mi zależy, żeby było miło. Jakby półgębkiem sprawdzam. Wciąż miło. Uff.


Ale znowu jakiś niepokój, że się domyślę, że mi zależy choć całym sobą udaje, że mi nie zależy. Wtedy będzie wpadka na całego i na pewno przestanie być miło. Więc myślę o czymś, żeby samego siebie w pole wywieść, że przecież normalnie siedzę, żadne tam „miło”.


Znowu miło.

 


Na szczęście dzwonek zadzwonił, bo była szansa, że mi odbije. Kinhin to zupełnie inna para kaloszy. To już nie będzie miłe. A może jednak? Ale cichoooo…

 

KAI IN