Łuszczenie

 

Wczoraj o mało nie zabiłem 9 letniego chłopca. Jechałem samochodem, nie za szybko, a on wbiegł mi prawie pod koła. W ostatniej chwili minąłem go o parę centymetrów. W lusterku widziałem jak uciekł gdzieś między domy.

 

Po chwili zatrzymałem samochód; po chwili dotarło do mnie co się stało. Spotkałem śmierć, która łaskawie pogroziła tylko palcem, nie wydała jeszcze ostatecznego wyroku na chłopca i mnie.

W takich chwilach, w chwilach ostatecznych moje „Ja” łuszczy się. Kolejne pomysły na mnie odpadają jak stara farba. Spotkanie ze śmiercią całkowicie omija moje przekonania o sobie samym, moje opinie, poglądy, problemy, niemożności, radości, zasługi. Śmierć zadowala się tylko spotkaniem ze mną w stanie czystym. Czułem się jakbym był nago. Bez niczego, bez żadnego usprawiedliwienia, kompletnie bez „siebie”.

 

Naprawdę na tamten świat nic nie można zabrać. Co zatem pozostaje po śmierci? Kim jestem na co dzień?

 

Na razie nie muszę się tym martwić. Nie pójdę do więzienia. Chyba.

 


KAI IN