Schody

 

Wchodzę schodami domu, w którym mieszkałem, w którym się urodziłem.


Pierwszy schodek i kilka wspomnień z przedszkola, upiornego przedszkola.


Drugi schodek, wracam z lekcji w podstawówce, z kluczem zawieszonym na sznurku, na szyi.


Trzeci schodek, a wokół mnie chłopaki na podwórku walczą o piłkę.


Czwarty schodek i czuję zapach włosów Irenki, amulet jaki od niej dostałem i zgubiłem. 


Piąty schodek, droga przez las do liceum, w zasadzie nie wiem kim byłem.


Szósty schodek, poranek z biciem dzwonów, wampirem w mundurze i okularach występującym w telewizji.


Siódmy schodek nieco euforyczny, ale szybko idę dalej.

 


Ósmy schodek widzę siebie wyraźniej, ale wciąż zamazany. Studia. Początek dobrego zapowiadania się.


Dziewiąty schodek. Wciąż się dobrze zapowiadam, choć wkoło zmiany i nie wiadomo do czego się zabrać.


Dziesiąty schodek i kilka kolejnych, to wir podróży i prób realizacji marzeń.


Jedenasty schodek, ciągłe zmiany. Mnóstwo sukcesów i porażek.


Dwunasty schodek pojęcia nie mam co. Na chwilę staję.


Patrzę za siebie, wszystkie schody zniknęły i nigdy nie wrócą.


Przede mną jeszcze kilka schodów, a potem jakieś drzwi.


Kim będę jak przejdę te drzwi? Kim byłem zanim wszedłem na schody?


Pójdę do supermarketu, może tam mi powiedzą.

 


KAI IN