Praca

 

Praca, przede mną ekran komputera. Piszę e-maile, odpowiadam na telefony. Jakaś umowa do podpisu, jakieś papiery do przeglądnięcia. Harmonogram do uzupełnienia.


A za oknem najlepszy czas dnia, słońce, dość nisko jeszcze, rzeźbi fakturę liści, kory drzew, tynku na domach.


Praca znowu. Ktoś coś chce, ktoś się z kimś nie dogadał. Trzeba negocjować. Jak odpowiedzieć na zapytanie ofertowe? Czy już im płacić?


Się poszłoby na plażę. Mewy na pewno kołyszą się stadem na w rytmie fal. Stada łabędzi z nadzieją podpływają do brzegu. Słońce i niebo odbijają się w wodzie. Pusto. Wszyscy w robocie w końcu siedzą.


W telefonie miła pani do czegoś namawia. Coś chce, żeby kupić, że jak kupię, to życie moje zmieni się na lepsze. Studenci proszą o dofinansowanie konferencji naukowej. bardzo to dla nich ważne, pospraszali notabli i nie mają na opłacenie hotelu i bankietu. Chociaż z tysiąc złotych.


A tam piasek i woda od zawsze w tym samym tańcu. Dziś duży wiatr więc malutkie bałwany przełamują fale tuż przed brzegiem. A chmury takie piękne, że aż wziąć aparat i zrobić temu wszystkiemu zdjęcia. Niebo, woda, piasek.


Głowa sama się skręca za okno. Biorę więc się za kark i przekręcam nad komputer. Chwilę przytrzymuję i sycząc przypominam o celu mojego siedzenia tutaj. Muszę jeszcze zablokować nogi, co same gdzieś chcą wyjść. Siedź tu! Robota do zrobienia jest.


I odkrywam delikatną muzykę stukania klawiszy, poszum głosów w telefonach, piękno ludzi co defilują przede mną. Cichaczem coś piszę, co kompletnie z robotą nic do rzeczy nie ma.

 

 

KAI IN