Lustracja

 

To była smutna zima 1983 roku. W ceglanym gmaszysku Zespołu Szkół Metalowych odbywała się tzw. studniówka. Piliśmy wódkę, niektórzy tańczyli, ale głównie piliśmy. Belfry też. Pod stołami, z rąk do rąk, krążyły flaszki, rozmowy przekształcały się w bełkot, kolega narzygał do wazy z tradycyjną, majonezową sałatką.  Też mnie ruszyło. Kible były trzy piętra niżej, popędziłem. Przed parterem nadziałem się na dyrektora. Coś tam mówił, czegoś chciał, nie wytrzymałem – i tęgi paw obryzgał mu buty. Następnego dnia zaczęła się Afera. Dyro optował za wywaleniem mnie z budy, belfry – za „obniżeniem sprawowania”. Wszyscy naciskali, żebym  „się przyznał” i wskazał tego, kto mi polał alkohol. Doskonale pamiętam swój ówczesny stan umysłu: atakowany ze wszystkich stron – „poszedłem w zaparte”.
Z najpoważniejszą miną świata twierdziłem, że wcale nie byłem pijany. Źle się czułem, dokuczał żołądek, więc wypiłem maleńki kieliszek, a że toalety daleko... Każdemu się może zdarzyć. Nawet w to trochę wierzyłem.  

 

- „Kto dał Wojtkowi kieliszek?!” – równie poważnie dopytywała wychowawczyni. 
I co? Ano nic: obniżono mi „sprawowanie”. „Ciało pedagogiczne”, przez parę dni piętnując „czarną owcę”, poczuło się niepokalane. Uczniowie siedzieli cicho, żeby nie padło na nich.
Koniec? Niestety nie. Historia ta jawi mi się jako odwieczna. Zmieniają się tylko aktorzy, symbole czy preteksty, ale zawsze chodzi o jedno: chcemy się dobrze poczuć, uwolnić od „grzechu” czy moralnego kaca zwalając wszystko na grzbiet „ofiarnego koziołka”. 


  
x            x            x

 

Od pewnego czasu znów płoną  w Polsce ofiarne stosy, co rusz zapala się nowy. Oskarżane są jednostki, partie, instytucje, rządy, służby, grupy zawodowe, młodzież, kobiety, faceci, kapusie, bierni, aktywni, „czarni”, „czerwoni”,  wszyscy. Aliści, gdy piętnuje się konkretnego „ofiarnego koziołka” – reszta siedzi cicho, żeby nie padło na nich. 


A „koziołek”, broniąc się, „idzie w zaparte”.  I czasami chyba sam w to wierzy.
... na nikogo nie donosiłem, tylko rozmawiałem, nie pamiętam o czym, nie brałem łapówek, paliłem, ale się nie zaciągałem, jako dziennikarz chciałem poznać służby od środka, to była pomroczność jasna i ból kolana, nie ma grupy trzymającej władzę, zarzut korupcji to semantyczne nadużycie, to atak na Kościół,  godzenie w niekwestionowane autorytety, plucie na pomnik, szarganie świętości, mym jedynym celem jest dobro Polski...

Ta litania rozbudowuje się codziennie we wszystkich mediach. Zaśmieca nasze umysły za każdym razem, kiedy kłamiemy, uciekamy od odpowiedzialności, próbujemy obwiniać innych.

 x           x           x

 

Zdarzają się w Ewangelii mocne i jasne wskazówki.  „Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni”, np. Myślę sobie, że gdybyśmy przestali piętnować innych i zajęli się własnymi wykroczeniami – żaden „koziołek ofiarny” nie musiałby „iść w zaparte”. W atmosferze wolnej od moralnej obłudy -  znacznie łatwiej przyznać się do błędu, każdą sprawę można spokojnie, otwarcie przegadać. Cynicznym, politycznym graczom, trudno byłoby „dzielić i rządzić”, marnotrawić społeczną energię , wywoływać konflikty... Też mieliby szansę, by stuknąć się w czółko, wybuchnąć śmiechem i przestać świrować bażanta.


 

Zdarzają się też fajne z ewangelicznych wskazówek dowcipy. Np. ten: wyjąca tłuszcza otacza jawnogrzesznicę, Jezus ucisza tłum i mówi: „KTO Z WAS JEST BEZ GRZECHU – NIECH PIERWSZY RZUCI KAMIENIEM.”
Ludziska spuszczają głowy, zaczynają się wycofywać, nagle – łup! – kamlot trafia nieszczęsną kobietę.
- Mamo! – zirytował się Jezus. – Mówiłem, żebyś się nie wtrącała!

                                                                      

x        x         x


                                          
Spotykam od kilku lat faceta, który kiedyś do mnie wpadał. Nie-przyjacielsko, o szóstej rano, na czele grupy smutasów, w celu zrobienia rewizji. Parę razy oskarżał mnie przed tzw. kolegiami d\s wykroczeń. Był porucznikiem SB. Niedawno spotkałem go w pubie, przy piwku. Pozdrowiłem, > ja tam pana lubię < rzekłem spontanicznie. Podaliśmy sobie ręce. Coś pękło, rozpuściło się, po raz pierwszy zdarzyło się nam zwyczajnie, przez chwilkę pogadać. Ale z tego, że ćwierć wieku temu obrzygałem dyrektora, dziś jestem dumny: należało mu się. Wiem też, że nie ma głupoty, zła, wykroczenia,  którego w jakimś tam stopniu kiedyś bym nie popełnił .


Jak śpiewa Grechuta – to wszystko dzieje się „gdzieś w nas”. I dlatego, we własnym interesie, ogłaszam powszechną amnestię. Nawet dla tych, co „idą w zaparte”. Znam to z autopsji. „Idź i nie grzesz więcej”. Howgh!

 

BANKYO