Bo jak się tak dobrze zastanowić…

 


To „ja” nie istnieje, bo tak:


Może jestem moimi myślami? Ale jak pogrzebać, to przecież myśli się myślą przez coś lub kogoś. A co jest  tym, kim co myśli? To przecież nie myśli same się myślą. Więc co lub kto myśli te myśli? Nie wiem.


Może zatem emocje albo poglądy czy opinie, to ja? Ale znowu, to wszystko jest przeżywane przez coś wobec nich pierwotnego, skądś przecież musi to wszystko pochodzić. Zatem to te źródło czy jego owoce to ja? Bardziej źródło emocji, poglądów, postaw, opinii, chyba. Ale czym jest to źródło? Nie wiem.


Może jestem zbiorem nawyków, gestów i odruchów zebranych w ciągu życia? Może i tak, ale nadal ktoś czy coś to we mnie robi. Te nawyki, odruchy, to wszystko. Tylko kto to robi? Znowu ściana, znowu nie mam pojęcia?


A więc (choć zdania od „a więc” się nie rozpoczyna), to wszystko co zwykle za „ja, mnie” uznaję, to za mało. Jest coś jeszcze, ale co nie wiem. Może zatem nie ma nic?
Tylko jak „nic” może myśleć, mieć świadomość? Może nie ma nic poza świadomością, czystą i przejrzystą, poza pustką?

 


KAIIN