Jak długo możesz żyć

 

Roshi Kwong, Sonoma Mountain Zen Center, 2 grudnia 1995

 

Dzień dobry. Temat dzisiejszej mowy jest niezbyt przyjemny. W zeszłą sobotę przedstawiłem mowę Roshiego Maezumiego na temat życia i śmierci. Chyba najważniejsze, co musimy zrozumieć, to fakt, że gdy raz umrzemy fizycznie czy duchowo, nie umrzemy ponownie. Jest taki koan Dogena-zenji, zwany Koanem Genjo, w którym mówi się, że drewno może zamienić się w popiół, ale kiedy już nim się stanie, nie może wrócić do postaci drewna. Nie sądźcie, że żyjemy tylko po to, by umrzeć. Myślę, że większość z nas tak właśnie sądzi. Jak wydostać się z tej karuzeli? Jak zwolnić biegu? Jak zwolnić, i to tak, by dostrzegły to twoje dzieci? Na jesieni rozmawiamy o spadających liściach, inaczej niż w lecie. Na jesieni nie szukamy cienia. Zamiast tego zbieramy plony i gromadzimy zbiory. Można powiedzieć, że zbieramy żniwo. Co wydarzyło się w tym roku? Co wydarzyło się dziś?
Przyroda jest wielkim nauczycielem. Niektórzy może nie są z nią specjalnie związani, ale przyroda odzwierciedla coś bardzo intymnego w nas samych. Jesteśmy jej częścią. Więc potrzebny jest jakiś rodzaj praktyki, który sprawi, że liście będą spadały, ponieważ wszystkie nasze liście są jeszcze na gałęziach. Pewnie niektórzy z was próbowali kiedyś narkotyków albo starali się w określony sposób pojąć różne rzeczy. Może wam się wydawać, że gdy liście spadają, spadają wszystkie naraz. Skąd właściwie wiemy, że przyszła jesień? Czy chodzi o konkretną datę w kalendarzu? Pierwszy spadający liść? Czy może raczej o zmianę światła słonecznego i chłód w powietrzu? A może o wilgoć ziemi? Co pojawia się najpierw? Jesień jest jak przechodzenie dnia w noc. W tej chwili na niebie są gwiazdy, ale nie możemy ich zobaczyć. Gwiazdy są na niebie właśnie teraz. Chodzi mi o to, że właśnie teraz jesteście także w Krainie Buddy i że jesteście Buddami. To przesłanie. Ale ponieważ trudności, jakich doświadczamy, chciwość, gniew i niewiedza są tak wielkie, nie potrafimy w tym uczestniczyć. Mamy przed oczami zasłonę nie pozwalającą widzieć wyraźnie.
W tym roku, kiedy umarł roshi Maezumi, spotkałem Junpu, młodszego brata Roshiego. Roshi Junpu uznawał roshiego Maezumiego za nauczyciela. To było nasze pierwsze spotkanie. Po śmierci roshiego Maezumiego spotkaliśmy się w Ośrodku w Los Angeles przybywając do niego mniej więcej w tym samym czasie - my z Góry Sonoma, a roshi Junpu z Japonii. Wypiliśmy razem herbatę przy długim stole. Z Junpu siedział Tetsugen, starszy spadkobierca roshiego Maezumiego, a my na drugim końcu stołu. Oni rozmawiali ze sobą, a my ze sobą. Nagle Junpu wyciągnął się nad stołem i zapytał „Jak długo możesz żyć?". To dobre pytanie do zadania sobie. Jak długo możesz żyć? Choćby w dosłownym sensie -„Jak długo możesz żyć?". Nikt nie wie, ale to, że pytasz, ożywia twoje życie! Niemal nie usłyszałem, co do mnie powiedział. Jakby ktoś z drugiego końca pokoju wymruczał coś pod nosem. A jednocześnie na głębokim poziomie usłyszałem dokładnie, o co mu chodziło. Więc spytałem roshiego Junpu: „Pytałeś mnie 'Jak długo możesz żyć?'". Oczy mu się powiększyły. A potem po prostu patrzyliśmy na siebie przez dłuższą chwilę. Ponieważ piliśmy piwo, w końcu przechyliłem się przez stół i stuknęliśmy się szklankami. Nie wiem, jak rozumiecie tę historię i jaka byłaby wasza odpowiedź na „Jak długo możesz żyć?". Co byście powiedzieli, gdybym zapytał was, jak długo możecie żyć? Co można odpowiedzieć? Kiedyś ktoś zada ci to pytanie. Może tym kimś będzie sama śmierć. Co powiesz? Nie masz żadnej wymówki: „O, ale ja mam dziecko", czy „Mam męża lub żonę", albo „Jestem za stary", „Jestem za młody", „Muszę skończyć szkołę". To jest punkt końcowy. W praktyce zen mamy grafik medytacji i podążamy za nim codziennie. Nudzimy się nim. Mamy go dość. Kochamy go. Wchodzimy we wszelkiego rodzaju relacje z praktyką medytacyjną. Za wcześnie. Za późno. Nogi mnie bolą. Plecy mnie bolą. Ale krok po kroku zapoznajemy się z prawdziwą praktyką zen. Używam pojęcia „aktywne uczestnictwo w stracie". Odnosi się ono do sytuacji, gdy nachodzą cię wszystkie niechciane uczucia, wracają do ciebie, bo stajesz się na nie podatny. Nie kręcisz się. Nie odbierasz telefonów. I, mam nadzieję, nie myślisz za dużo. Więc to przychodzi. Te uczucia są wewnątrz i chcą się wydostać. Chcą być dostrzeżone i usłyszane. Chcą być uwolnione.
Pamiętamy o tym w trakcie praktyki. Jak możemy być z tymi niechcianymi uczuciami? Są jak małe dziecko, które chce, by ktoś je usłyszał, szarpiące fartuch matki, gdy ta zmywa naczynia. Ale matka jest zajęta. Wykonujemy więc wysiłek próbując odpowiedzieć na te wszystkie odkładane na bok rzeczy. W ten sposób praktykujemy pewien rodzaj umierania. Puszczamy, pozwalamy temu odejść wraz z wydechem. Nie wolno zapomnieć o tym, bo jeśli nie potraficie umrzeć mentalnie, jakby tracąc liście, nie możecie tak naprawdę uczestniczyć w życiu. Jesteście duchami. Z kolei gdy umiecie w nim uczestniczyć, angażować się (uderza w podłogę kijkiem), potraficie też umrzeć. To jest nierozdzielne, jak dzień i noc. Czym bardziej się boimy, tym większe się to staje, więc musimy do tego wyjść, zaprosić, być z tym, praktykować to. Liście nie spadają wszystkie na raz. Praktykuj z tym. Życie i śmierć, to jest dno. Czy to zen, czy cokolwiek innego. Jak to robić - tym właśnie wszyscy się zajmujemy, niezależnie czy praktykujemy, czy nie i czy jesteśmy buddystami, czy nie. Ale przyjmując, że wszyscy jesteśmy ludźmi, jak na to odpowiadamy i jak w tym uczestniczymy, określa, czy nasze życie jest skomplikowane, czy proste i wypełnione radością.
Pisma poświęcone Koanowi Genjo - szczególnie część zajmująca się życiem i śmiercią - dotyczą tak naprawdę szczodrości albo podstawowego dziękczynienia. Życie jest pewnym okresem i śmierć jest pewnym okresem. Nie przechodzimy od jednego do drugiego. Są jak zima i wiosna. Nie myślimy, że zima staje się wiosną, ani wiosna latem. Życie nie staje się śmiercią. Śmierć nie staje się życiem. Oto jak żyjemy. Żyjemy tak, jakby życie stawało się śmiercią. Nie jesteśmy wolni. Słowo „szczodrość" jest bardzo ciekawe. W łacinie słowo szczodry pochodzi od szlachetny. Być szczodrym nie oznacza bycia nobilitowanym, ale szlachetnym (To be generous doesn't mean nobility, but noble). Oznacza wyniesienie. Jest dla wszystkich. Oznacza zajęcie poczytnego miejsca wśród ludzi. To szlachetne. Z klasą. Jest w tym godność. Wolność. To szczodrość. To daje. To bierze. Śmierć bierze. Życie daje. Musimy nauczyć się dawać i brać.
Ponieważ nie umrzemy, skoro już umarliśmy, w Koanie Genjo mówi się, że jesteśmy nienarodzeni i nieśmiertelni. Przede wszystkim oznacza to, że nasze życie jest życiem nienarodzonym. I że jest to życie nieśmiertelne. Nie żyjemy odtąd do śmierci. Jedna sekunda zawiera siedem tysięcy momentów, w których przejawić się może życie i śmierć, radość i smutek, nienawiść i miłość. Siedem tysięcy chwil w sekundzie. Taki krótki czas, a taka wielka wolność. Czy to sprawia, że czujesz się lepiej albo gorzej? (śmieje się) Może sekunda to za dużo czasu. Nie możemy nad tym zapanować! W dwudziestu czterech godzinach jest sześć miliardów dziewięćset dziewięćdziesiąt dziewięć tysięcy chwil. Jakbyśmy byli błyszczącą gwiazdą na niebie. W bezkresnym istnieniu, lśnienie, lśnienie. Sześć miliardów dziewięćset dziewięćdziesiąt dziewięć tysięcy razy w ciągu 24 godzin. Astronomiczne liczby. Nie możemy ich śledzić, a to zaskakuje myślący, uwarunkowany umysł. Wstrząsa nim. Zanim pojawiły się wieże stereo, mieliśmy zwykłe radio. Czasem nie działało, a wtedy trzeba było silnie w nie walnąć i znów zaczynało odbierać. Tak właśnie powinniśmy być otwarci na ten bezkresny związek. Nienarodzone, nieśmiertelne.
Roshi Maezumi przytaczał w swojej mowie opowieść o Mistrzu Dogo. Wstąpił on do zakonu, kiedy był już bardzo stary. Był starszym bratem Ungana Dondzio, nauczyciela Tozana Ryokaia. Historia dotyczy Mistrza Dogo i Zengena, jego ucznia. Udali się na pogrzeb. Podeszli do trumny. W środku leżał nieboszczyk. Zengen zapukał w wieko - puk, puk, puk. „Czy to jest żywe, czy martwe?”
Blisko, nie? Zapukać ci w głowę. Jesteś żywy, czy martwy? Ale widzisz, że ja żyję! (chichocze) Siedzę tu, naprzeciw ciebie. Śmieję się. Ale czy ty jesteś tak naprawdę martwy, czy żywy?
Ich rozmowa była bardzo poważna. Miała miejsce koło 800 r. n.e. Zengen powiedział do Mistrza Dogo „Jeśli mi nie odpowiesz, pobiję cię". Wdajesz się w poważne rozmowy ze znajomymi i myślisz sobie: „Rany, ten człowiek jest naprawdę poważny". Ale ten gość naprawdę taki był. „Jeśli mi nie odpowiesz, pobiję cię" (śmiech). I rzeczywiście go pobił. Strasznie go stłukł. Mistrz dostawał raz po razie. To działanie zen. A potem, gdy już był cały posiniaczony, powiedział: „Nie powiem", bo naprawdę nie da się powiedzieć. Bycie bitym nie jest takie złe. To tylko twoje ego się zmniejsza albo terytorium zostaje naruszone. To było wzajemne oddziaływanie. Więc posiniaczony powiedział do Zengena: „Lepiej już idź, bo gdy uczniowie się dowiedzą, będą cię szukać". Czy rozumiecie ten związek? Nie ma tu mowy o zranionych uczuciach - „Ach, moje uczucia zostały zranione". Ten koleś naprawdę go pobił. A ten drugi po prostu był bity. To jest działanie zen.
To rzeczywiście dotyczy czegoś nienarodzonego, czy nie pobitego. Nienarodzone, tak jak nieśmiertelne, czy nie powstałe, czy nie wygaszone, czyli coś, co jest przeciwne pojęciom, do których przywykliśmy, do których jesteśmy uwarunkowani, do bycia narodzonym i śmiertelnym. Twoje życie staje się nienarodzonym. Właściwie twoje życie staje się życiem Buddy. Nie wiem, może niektórzy z was nie lubią słowa Budda, lecz twoje życie jest życiem Buddy. Może poczujecie się lepiej, gdy powiem, że wasze życie jest życiem dharmicznym. To jest życie nienarodzonego - ale o czyim właściwie życiu mówimy? Mówimy o naszym własnym życiu, właśnie tutaj, właśnie teraz. Właśnie ten ktoś, nikt inny. Wszystkie rzeczy w tym pokoju służą wspieraniu tego życia i śmierci w każdym z nas. Po to tu są, by przypominać nam o tym.
Właśnie umieściliśmy dziś nad wejściem do zendo proporzec. Zobaczycie go wychodząc po mowie. To tybetańska kaligrafia, wykonana przez Trungpę Rinpocze. Przedstawia symbol HUM (Roshi naśladuje ten dźwięk). To jakby jednosylabowa mantra. Przypomina nasz oddech - w miarę praktykowania medytacji twój oddech będzie coraz bardziej zmieniał się w ten dźwięk. Dzieli się na trzy części. Zaczynamy od grubej poziomej linii - to HA. Potem kolejna prosta linia - to U, a potem pętla. Gdzieś u góry ostatnia część przypominająca sierp księżyca - to M. HA, HA, HA. Powiedzcie - HA. Można to poczuć w płucach. HA. U uwalnia przez usta najbardziej irytujące myśli. Od płuc przez usta, a dalej - gdy wydostaje się z ust - przez nos. M oczyszcza pozostałe myśli przez nos. Więc - płuca, usta, nos. HUM, HUM, W miarę praktyki oddech będzie się pogłębiał bardziej i bardziej. Klatka piersiowa i tanden zaczną się naturalnie otwierać. Oddech przecina złudzenia. Złudzenia to chciwość, gniew i niewiedza. A gdy się przez nie przecinasz, dostrzegasz swą podstawową dobroć. To zen w pigułce. Jak pisze Trungpa: „To nie jest formuła magiczna, stosowana dla zdobycia mocy psychicznych służących celom osobistym, typu gromadzenie dóbr, władza i zniszczenie wrogów". HUM. To nie jest styl. Choćby tybetański, czy zen. To najintymniejsza rzecz, jaka może się z ciebie wydobyć. Myślę, że gdy ludzie to słyszeli w latach sześćdziesiątych, chodziło raczej o pewien styl, lecz jeśli to praktykować, staje się to najintymniejszą rzeczą, jaką da się wyrazić. Ta ekspresja prowadzi do twej podstawowej dobroci.
Trungpa zawsze powtarzał, że przekazać to można jedynie przez nauczyciela. Mówi o „świętej muzyce HUM". „Trzeba rozważyć związek nauczyciela i ucznia. Musi zaistnieć przekaz ustny". Jeśli pójdziesz do domu i tam spróbujesz to zrobić, nie zadziała. Po prostu stoisz naprzeciw lustra. HUM HUM. Po to jest tu nauczyciel. Nauczyciel krzesze iskrę. Krzesze ją głęboki związek nauczyciela i ucznia, uświęca, kieruje i daje temu życie. Tak jak w wielu ceremoniach, w których używa się figur lub budynków, nauczyciel ceremonii wznosi budynek gestami bądź mantrą. Ona lub on fizycznie przekazuje tej strukturze czy słowom energię życiową przez twoje własne doświadczenie (szybkim ruchem rozkłada kartkę na podłodze). To tylko słowa, ale musicie je wskrzesić i uczynić ceremonię częścią życia. To tylko słowa, a słowa powinny być martwe. Twoje słowa są żywe, czy martwe? Czy twoje życie jest martwe, czy jesteśmy żywi? Nie chodzi więc o to, jak się czujemy, czy co myślimy. To, co robimy, jest najważniejszą rzeczą. Co robimy. Czy raczej - czego nie robimy. To też robienie.
„Istnieje związek karmiczny między nauczycielem a uczniem. Powinno czerpać się inspirację z pewności zaufania i wiary. Niezależnie od tego, co przeżywają uczniowie i jakich wymaga to poświęceń, oddanie musi pozostać niezmienione aż do momentu, gdy można poddać ego". To pasuje do warunku, że HUM aktywuje się, ponieważ ego się poddało. Trungpa bardzo kochał swoich uczniów i miał zwyczaj powtarzać, że się nigdy nie poddają. Był z nich bardzo dumny. Powiedział to kiedyś członkom komisji obecnej przy tworzeniu przez Trungpę pierwszego uniwersytetu buddyjskiego. To jedyne, co do nich powiedział. „Moi uczniowie nigdy się nie poddają" (chichocze). Naprawdę uwielbiał to powiedzenie. Nie chodzi o to, że nie poddajesz się w stosunku do siebie, ale nie poddajesz się także w stosunku do innych, a także w stosunku do życia. Żeby potrafić się nie poddawać, musimy być fizycznie obecni. Nie możemy się zabić, w sensie dosłownym. Musimy przeżyć życie. Niech życie nas przeżyje. Przeżyjmy się sami. Pozwól temu wejść. Pozwól wejść życiu. Lękowi. Wszystkiemu. Więc HUM.
W ostatnim rozdziale artykułu Trungpy znajduje się cytat z Guru Padmasambhavy, tego, który wprowadził buddyzm do Tybetu. „Kiedy śpiewasz narastająco melodię HUM i pozwalasz odejść wszystkim myślom, echem tej muzyki są podstawowe doświadczenia medytacyjne". To tyle. „HUM uważa się za skupienie wszelkich błogosławieństw i energii życiowej". To słowo w sanskrycie oznacza gromadzenie. To zbiory. Dojrzałość. Jesień. Gromadzenie wszystkiego razem. „HUM nie jest zaklęciem magicznym służącym gromadzeniu potęgi ego. To skoncentrowana moc wolna od ego. Jak strzała przeszywająca serce. Przyjmuje formę i pamięć Dharmy. To przecinanie". To jedno z wyrażeń Trungpy - „przecinanie się przez". Przecinanie dokąd? Do nas, tutaj. To przeszywa serce. „Zatem HUM jest energią życia lub uniwersalnej siły, przekraczających ograniczenia ego, czy raczej przeszywających ścianę ego".
Chciałbym tym zakończyć. Jeśli macie pytania, postaram się odpowiedzieć.
UCZEŃ: Roshi, co to znaczy, że najważniejsze jest to, co robimy, a nie co myślimy czy czujemy?
ROSHI: Dokładnie to. Możemy różne rzeczy myśleć i czuć, ale nigdy ich nie robimy. Musimy zamienić je w działanie. Gdy mówię o dawaniu, muszę wiedzieć, jak dawać. Gdy nie wiem, mogę praktykować dawanie. Po troszeczku. Zanim zaczynał posiłek, Trungpa w myślach oddawał jedzenie, gdy śpiewano gathy posiłków. To jest praktyka. Dawanie można praktykować na wiele sposobów. Te najdrobniejsze zaczynają od zbierania i budowania. Wielu myśli i czuje, ale niewielu robi. Myślę, że o to chodzi. Musimy to zrobić - czy nam się to podoba, czy nie. Musimy nauczyć się, jak to robić.
UCZEŃ: Powiedziałeś, że ta historia o pobitym mistrzu zen opowiadała o działaniu zen. Czy mógłbyś powiedzieć więcej o działaniu zen? (śmiech) Ciekawy jestem, czy to, o czym pisze Trungpa jako o przecinaniu się przez duchowy materializm, to też działanie zen. Nie żebym chciał zajmować się biciem mistrza, (śmiech) Chociaż może czasem to niezły pomysł. (śmiech)
ROSHI: Właśnie to zrobiłeś, George. (śmiech) Takie działanie to nasze zwykłe pracowite życie, nikt nie rozumie tego działania. Gdy tylko ktoś narusza nasze granice, my robimy coś przeciwnego. Ten mistrz umierał wielokrotnie, a bycie bitym nie jest czymś szczególnie odmiennym, nie jest czymś złym. Zamiast się bronić, po prostu bądź bity. To sytuacja między nauczycielem a uczniem. Nie jesteśmy na ulicy. Choć może moglibyśmy tam być. To zależy od praktyki i od tego, co trzeba zrobić. Może dać się bić nie jest najlepszym rozwiązaniem. Zupełnie niedobrym. Nie powinieneś być bity. Musisz wiedzieć, gdzie jesteś w procesie własnej ewolucji. Niektórzy powinni być pobici, a inni zupełnie nie. Przynajmniej nie teraz. Może później. Ale mówię o tym głównie w kontekście wspólnoty praktyki.
UCZEŃ: Przychodzi mi do głowy fragment z Zapisków Błękitnej Skały. Cztery linie w drugim rozdziale mówią, że prawdziwa ścieżka pozbawiona jest trudności. Druga linia brzmi: „Po prostu unikaj wybierania i odrzucania. Po prostu nie kochaj, ani nie nienawidź, a będziesz miał jasność". Czy to pasuje do tej dyskusji?
ROSHI: Tak, bardzo, bo cały czas wybieramy i odrzucamy. Wybieramy to, co lubimy, a omijamy to, czego nie lubimy. W tym leży problem.
UCZEŃ: Myślałem, że chodzi o to, żeby nie czuć i nie myśleć. Nie pozwól pojawić się niczemu.
ROSHI: Czy wyglądam na kogoś takiego?
UCZEŃ: Nie. (śmiech) Mówisz, żebyśmy pozwolili rzeczom się pojawiać.
ROSHI: To tak jak z jedzeniem na talerzu. Kiedy jesteśmy dziećmi, wszystko nas interesuje, wszystkiego chcemy spróbować. Jesteśmy otwarci na wszystko. To cudowny umysł. W miarę, jak się starzejemy... za słone, za gorące, za zimne, a to za słodkie. Jakie będzie nasze życie? O, Boże. (chichocze).
Moje sobotnie mowy są więc zaproszeniem, żebyście sami sprawdzili. Mam nadzieję, że i wasze serca coś przeszyje, bo niezależnie od tego, czy praktykujecie tu, czy nie, musicie znaleźć jakiś rodzaj praktyki albo drogę, która pozwoli otworzyć się na to przemijające życie. Dziękuję.

 

Tłumaczył Michał Czernuszczyk