Nie- buddysta zwany Seniką

 

Mowa Roshiego Kwonga, Ango, Wilga, 11 lipca 2007 roku

 

Dzisiejsze nauczanie będzie trudne, takie, które wszyscy powinniśmy starać się więcej niż zrozumieć, ponieważ odnosi się do naszego życia, co obejmuje także naszą śmierć.

 

Będę mówił o nie-buddyście, którego Budda spotkał w swoim życiu. Był to Hindus o imieniu Senika. Było to 2500 lat temu. Jest też wielu Seników w tej sali, dokładnie w tej sali, ponieważ macie takie same przekonania jak nie-buddyści. Nie chcę żebyście się czuli winni, ja też mam takie same wyobrażenia, ale te wyobrażenia nie mają nic wspólnego z dharmą. To jest związane z herezją Seniki. Jest o tym mowa w rozdziale, który studiowaliśmy. Początek rozdziału „Soku Shin Ze Butsu” (Właśnie Umysł jest Buddą). Dzisiaj będzie dużo czytania. Mam tutaj Shobogenzo Dogena w tłumaczeniu Normana Waddella i Masao Abe.

 

To, co każdy z Buddów i patriarchów podtrzymywał i na czym się opierał bez wyjątków to „Właśnie Umysł jest Buddą”. Jednak wielu uczniów źle rozumiało lub wcale nie rozumiało tych słów „Umysł tu i teraz jest Buddą”. Sądzili, że po raz pierwszy usłyszano je w Chinach, ale tak naprawdę to zdanie pochodzi z Indii, a nawet z wcześniejszych czasów. W rezultacie, nie rozpoznają swojego błędu jako błędu. Ponieważ nie rozpoznają swojego błędu jako błędu, wielu z nich popada w nie-buddyzm. Gdy ignoranci słyszą słowa „Właśnie Umysł jest Buddą” interpretują je w sposób właściwy zwykłym istotom. Takim, które nigdy nie ustanowiły umysłu bodhi, i które sądzą, że postrzeganie zmysłowe jest buddą. To jest błąd. To się bierze z faktu braku spotkania prawdziwego nauczyciela. Powodem, dla którego mówię, że ludzie ci stają się nie-buddystami jest realna postać nie-buddysty zwanego Seniką żyjącego w Indiach.”

 

W mojej książce w wersji angielskiej, chyba na stronie 236, jest określenie podobne do poglądów Seniki. Wasz pogląd jest taki sam, jak na tamtej stronie. Źle się czułem z tym sformułowaniem, zdecydowałem więc, że w następnym wydaniu to zostanie poprawione. (komentarz Jurka: w polskim wydaniu to zostało poprawione).

 

Teraz będzie o poglądach Seniki. Brzmią one bardzo dobrze, ale gdy przyjrzymy im się bliżej, to nie jest dharma.

Wielka prawda istnieje w naszym ciele i można ją łatwo rozpoznać. Nazywamy to także duchową inteligencją. Rozróżnienie między bólem i przyjemnością, naturalne odczucie zimna i ciepła, rozpoznanie niewygody i rozdrażnienia.”

 

Używamy tych rozróżnień na co dzień, ale nie nazywamy ich duchową inteligencją. To nasza Prawdziwa Natura, Natura Buddy, a nie nasz mózg, który rozpoznaje czy jest ciepło czy zimno, czy kochamy czy nie.

 

„Duchowa inteligencja nie jest ograniczona przez niezliczone rzeczy, ani powiązana z okolicznościami. Jest to wielka rzecz bez początku i bez końca. Rzeczy przychodzą i odchodzą, sytuacje pojawiają się i znikają, ale duchowa inteligencja zawsze pozostaje.”

 

To jest dosyć bliskie jak na razie do tego, co my mamy na myśli.

 

„Ta duchowa inteligencja istnieje wszędzie, przenika wszystkich, zwykłych i świętych bez rozróżnienia. W niej iluzoryczne kwiaty przestrzeni istnieją przez jakiś czas, ale gdy chwilowy wgląd się pojawia, a rzeczy znikają i okoliczności znikają, wówczas duchowa inteligencja, jej oryginalna istota sama w sobie jest łatwo rozpoznawalna, spokojna i wieczna. Nawet, jeśli kształt ciała zostaje zniszczony, to duchowa inteligencja pozostaje nienaruszona. Mówimy, że ciało niszczeje, jednak duchowa inteligencja pozostaje niezniszczona. Ta doskonale czysta i prawdziwie duchowa obecność nazywana jest istotą percepcji i inteligencji. Opisuje się ją także jako Buddę i jest nazywana Oświeceniem.”

 

To są poglądy Seniki.

 

„Obejmuje zarówno podmiot, jak i przedmiot. Przenika zarówno złudzenie, jak i oświecenie. Pozwólmy więc, by niezliczone rzeczy i wszelkie okoliczności pozostały takie jakie są. Duchowa inteligencja nie współistnieje z okolicznościami i nie jest taka sama jak rzeczy.”

 

Tu już jest rozdzielenie.

 

„Pozostaje stale poprzez przemijające kalpy. Możemy także nazywać okoliczności, które istnieją w teraźniejszości realnymi, w takim sensie, w jakim pojawiają się one w oparciu o istnienie duchowej inteligencji. Ponieważ są warunkami wyrastającymi z tej pierwotnej przyczyny, to są prawdziwymi rzeczami. Chociaż tak właśnie jest, to nie są one wieczne tak jak duchowa inteligencja, ponieważ istnieją, a potem znikają. Duchowa inteligencja nie jest związana z jasnością i ciemnością, gdyż poznaje w sposób duchowy. Nazywamy ją duchową inteligencją, a także prawdziwym self. Nazywamy ją podstawą przebudzenia, nazywamy ją pierwotną przyczyną i także pierwotną substancją. Ktoś, kto urzeczywistni tę pierwotną naturę wraca do wieczności i nazywany jest wielkim człowiekiem, który powraca do prawdy. Po tym nie błąka się już poprzez cykl narodzin i śmierci. Doświadcza i wkracza do pierwotnego oceanu, gdzie nie ma już przychodzenia i odchodzenia. Nie ma żadnej rzeczywistości innej niż ta, ale dopóki ta istota się nie wyłoni, trzy światy i sześć stanów pojawiają się i rywalizują ze sobą.” (Roshi wyjaśnia: Trzy światy to: wola, forma i brak formy. Sześć stanów, sześć nieszczęść to: piekło, głodne duchy, zwierzęta, gniewne demony, istoty ludzkie i dewy, czyli bogowie.)

 

To są poglądy nie-buddysty Seniki.

 

Wróćmy do Bendowa, części Shobogenzo Dogena. Dogen po swoim powrocie do Japonii odbywał spotkania. To było w czasach, gdy zen w Japonii nie był jeszcze dobrze ustanowiony, czas reformacji religijnych, bardzo niespokojny, ale także bardzo twórczy. Dogen miał mowę, pytał ludzi i stawiał im wyzwania. Zapisane jest to w tekście Bendowa.

Pytanie dziesiąte, to jest pytanie Seniki: „Ktoś powiedział: nie zajmuj się narodzinami i śmiercią. Jest sposób, żeby się pozbyć narodzin i śmierci.”

To w ogóle nie może być dharmą, kiedy starasz się czegoś pozbyć, to brzmi tak, jakby można było się czegoś pozbyć. Próbujesz się czegoś pozbyć, a zwłaszcza narodzin i śmierci, a przecież narodziny i śmierć to życie Buddy samo w sobie. Więc nie staramy się pozbyć narodzin i śmierci. Narodziny i śmierć są same w sobie nirwaną. To prawdziwy praktykujący ujawniający swoje myśli. Tak dzieje się, gdy trzymamy się koncepcji duchowej inteligencji. To bardzo trudno zrozumieć. Czujcie się właśnie tak, że to trudno zrozumieć. Tak samo jest ze mną. Można to czytać i czytać bez końca. Słyszeliście, że są cztery rodzaje koni? Pierwszy – wystarczy, że jeździec podniesie bat, bez uderzenia koń rusza. Drugi – jeździec musi podnieść bat i trącić konia. Trzeci – trzeba konia dwa razy uderzyć, bum, bum. Czwarty – bum, bum, bum, bum… I ja jestem tym czwartym. Czwarty jest najlepszy. Dlaczego? Bo chcecie być pierwszym. Ale w zen każdy koń jest dobry, każdy jest jedyny w sobie. Konie są nieporównywalne. Nie można porównywać dharmy, jest ona nieporównywalna. Jeśli studiujemy dharmę, także musimy być nieporównywalni, wyrafinowani, subtelni, bezpośredni, piękni, brzydcy, prości. To my. To naprawdę my.

 

„Chociaż ciało się rodzi, to postępuje w nieunikniony sposób do śmierci, ale duchowa inteligencja nie umiera.”

 

Czy tak właśnie myślicie? Dlatego, że ta duchowa inteligencja nie została stworzona, nie może być zniszczona? Więc jak ona umiera? To jest pytanie. Buddadharma mówi, że gdy ciało umiera, to umysł, który jest w tej określonej formie, także umiera. To ważne, ponieważ większość ludzi myśli, że dusza uchodzi z ciała i żyje dalej.

 

„Kiedy uświadomimy sobie, że duchowa inteligencja nie przemieszcza się w cyklu narodzin i śmierci, że istnieje w ciele, wówczas uczynimy to naszą podstawową naturą. Ponieważ ciało jest tylko przejściowe, umiera tu i jest odradzane tam, bez końca, jednak umysł jest niezmienny przez przeszłość, teraźniejszość i przyszłość.”

 

To jest tak jak powtarzanie się karmy. Może to być karma rodzinna, osobista, karma twojego kraju czy Europy. Karma została odkryta, czy raczej zaobserwowana przez Buddę. A piękno tego polega, że nie jesteśmy tylko ofiarami karmy. Nawet karma musi powrócić do Wielkiej Rzeczywistości. Wiedza ta oznacza uwolnienie od narodzin i śmierci.

 

„Urzeczywistniając tę prawdę kończysz ostatecznie cykl przemieszczania, w którym się obracałeś do tej pory. Kiedy twoje ciało umiera, ty wkraczasz do oceanu pierwotnej natury. To jest uniwersalne, wszechogarniające. Kiedy powracasz do źródeł tego oceanu, zostajesz obdarzony wspaniałą cechą Buddów i Patriarchów. Ale nawet jeśli jesteś w stanie to pojąć w swoim obecnym życiu, to ponieważ twoje obecne fizyczne istnienie zawiera w sobie błędną karmę z wcześniejszych żywotów, nie jesteś taki sam jak mędrcy. Ci, którym nie uda się pojąć tej prawdy, skazani są na wieczne obracanie się w cyklu narodzin i śmierci.”

 

To jest różne od grzechu. Możemy to przepracować.

 

Ten tekst to jest cały czas pytanie kogoś takiego jak Senika, skierowane do Dogena. Brzmi znajomo, prawie jak Dogen. Ale nie to nie jest to, wcale nie to.

 

„To, co jest konieczne, to poznanie natychmiast i bez zawahania znaczenia duchowej inteligencji. Dogen – pytam Cię – co spodziewasz się osiągnąć, spędzając całe życie na poświęceniu się temu bezcelowemu siedzeniu. Co myślisz o tym stwierdzeniu? Czy jest ono zasadniczo w zgodzie z drogą Buddów i Patriarchów?”

 

A teraz odpowiedź Dogena.

„Właśnie przedstawiłeś poglądy herezji Seniki. To na pewno nie jest Buddadharma. Zgodnie z tą herezją w ciele znajduje się duchowa inteligencja. Gdy pojawiają się okoliczności, ta inteligencja bez trudności rozróżnia: lubię i nie lubię, za i przeciw, ból i podrażnienie, przyjemność i nieprzyjemność. Wszystko to dzięki duchowej inteligencji. Gdy ciało umiera, to duchowa inteligencja oddziela się od ciała i na nowo się odradza w innym miejscu. Pozornie ginie tutaj, ale żyje gdzie indziej, a więc jest niezmienna i niezniszczalna. To są poglądy Seniki. Ale uczenie się tego poglądu i przekazywanie go jako Buddadharmy jest większą głupotą niż pocieranie kawałka złamanej dachówki i przekonanie, że powstanie z niego złoty klejnot. Nic nie może równać się z tym głupim, godnym pożałowania złudzeniem. Hiu Zhong (?) z dynastii Tang przestrzegał przed takimi poglądami. Nie jestże bez sensu podejmować ten fałszywy pogląd, który zakłada, że umysł trwa, a ciało znika, i zrównywać to ze wspaniałą dharmą Buddów? Takie myślenie jest główną przyczyną istnienia cyklu narodzin i śmierci, właśnie dlatego, że myślisz, że jesteś wolny od cyklu narodzin i śmierci”.

 

Nie można być uwolnionym od narodzin i śmierci, a takie myślenie tworzy jeszcze więcej narodzin i śmierci.

 

Dogen mówi: „Jakie to żałosne. Powinniście wiedzieć, że to jest fałszywe, nie-buddyjskie podejście, i nie powinniście polegać na tym. Chcę przekazać wam prawdziwą naturę rzeczy i współczucie skłania mnie do tego, by starać się was odwieść od tych fałszywych poglądów. Musicie wiedzieć, że Buddadharma podkreśla jako istotę nauczania, że umysł i ciało są jednym i tym samym, że esencja i forma są zawsze jednym, a nie dwoma. Co dzieje się z ciałem, dzieje się też z umysłem. Co dzieje się z umysłem, dzieje się też z ciałem. Jest to rozumiane zarówno w Indiach, jak i Chinach, więc nie może być wątpliwości w tej sprawie. Czy muszę dodawać, że doktryna buddyjska o niezmienności uczy, że wszystkie rzeczy są niezmienne bez rozróżniania między ciałem i umysłem.”

 

To jest naprawdę trudno zrozumieć. A kolejne zdanie to druga strona tego nauczania.

 

„Doktryna buddyjska o zmienności uczy, że wszystkie rzeczy się zmieniają bez rozróżniania między ciałem i umysłem. Mówimy tu o narodzinach i śmierci, i że narodziny i śmierć nie są oddzielone od naszej Prawdziwej Natury. Nie tylko naszej Prawdziwej Natury, ale Prawdziwej Natury Wszystkiego. Gdy patrzymy z punktu widzenia niezmienności, wszystko jest niezmienne. Gdy patrzymy z perspektywy przemijania, wszystko przemija. Nie ma w tej kwestii różnicy między umysłem i ciałem, istotą i formą.”

 

To jest trudno zrozumieć. Najpierw mówię „żadnych zmian”, a teraz, że wszystko się zmienia.

 

„Gdy patrzymy z perspektywy niezmienności to wszystko jest niezmienne. Gdy patrzymy z perspektywy niszczenia, to wszystko niszczeje.”

 

To bardzo trudno zrozumieć…

 

Czy to was zaciekawia? Mam nadzieję, że to rodzaj takiego haka, który chwyta wasz umysł. Jeśli uda się przygwoździć umysł, złapać na takiego haka, to zrozumiecie to pewnego dnia.

 

Pytanie z sali: Jeżeli wszystko znika, to co zostaje?
Roshi: Nie wiem… To dobre pytanie. Pytanie, co pozostaje? Jeśli wszystko znika, wszystko umiera, co pozostaje? Nie potrafię powiedzieć. Ale nie powinniśmy mieć w tej sprawie wątpliwości. Moja odpowiedź to pytanie do wszystkich. Co znika tak naprawdę? O czym my mówimy? O całym wszechświecie, o szklance, o self? Co znika? Jeżeli wszystko znika, co pozostaje? A jeśli wszystko nie ginie, co zostaje? To jest ta ostateczna logika. To bardzo piękne. To obejmuje wszystko. Ale my wątpimy, albo nie możemy tego zrozumieć. Albo próbujemy to lekceważyć. Ale to zawiera wszystko. To bardzo miłe. Nic i wszystko. Jeśli patrzysz na świat z perspektywy nic, to wszystko jest nic. Jeśli patrzymy z perspektywy wielu, to każdy z nas jest obecny.
Pytanie z sali: Być wolnym z perspektywy jednego?
Roshi: …widzimy wszystko jako jedno, a jak patrzymy z perspektywy wielu, to wszystko jako liczne. Forma jest pustką, pustka jest formą. Forma jest formą, pustka jest pustką. To jednoczy się w tej niesekwencji, jest razem, łączy się ze sobą. Nie możesz wziąć kawałka nieba. Niebo nawet nie jest tam. Niebo jest tu. Myślimy, że tam. Nie możesz tego kawałka wziąć, ponieważ to zawiera wszystko.

 

Wracamy do książki. Czy macie jeszcze cierpliwość? Dla mnie to było bardzo trudne. Przez dwadzieścia, trzydzieści lat się z tym zmagałem. Nie czuj się pokonany, ale poczuj, że to początek czegoś wielkiego. Większość ludzi umrze w inny sposób i to będzie mała śmierć, bez połączenia ze wszechświatem. To będzie śmierć w strachu. To bardzo smutne. Zmarnowane życie. To jak umierasz ma wpływ na innych ludzi. Czy jesteś tam, czy nie. Ludzie właśnie w tej chwili umierają, gwałtownie, spokojnie, w różny sposób. Ważne, aby to zrozumieć.

Dogen kontynuuje: „Ponad tym musimy w pełni zrozumieć, że narodziny i śmierć są same w sobie nirwaną.”

Narodziny i śmierć. Nie trzeba tego rozumieć dosłownie. Narodziny to może być coś, co się dzieje w tej chwili, jakiś rodzaj zaciekawienia, coś nowego się rodzi, nowy pomysł, inspiracja, duch, energia. Aby to mogło się wydarzyć potrzebna jest śmierć. Coś musi umrzeć. Jesteśmy wypełnieni, pełni po brzegi. Coś musi umrzeć, aby pojawiła się przestrzeń, żeby coś mogło się wyłonić. To tak, jak opróżnianie kubka. Stara przypowieść zen mówi, żeby coś wlać do kubka, to musimy go opróżnić. My tak samo, musimy być opróżnieni, żebyśmy mogli być napełnieni z powrotem życiem. A więc śmierć jest częścią życia.

 

„Buddyzm nigdy nie mówi o nirwanie w oderwaniu od narodzin i śmierci. W rzeczywistości, jeśli ktoś myśli, że umysł w oderwaniu od ciała jest niezmienny, to nie tylko myli to z mądrością Buddy, która jest wolna od narodzin i śmierci, ale sam ten umysł, który dokonuje takich rozróżnień, nie jest niezmienny. Tak naprawdę tworzy wtedy narodziny i śmierć.”

 

Beznadziejna sytuacja. Czyż nie?

 

„Powinniście się głęboko nad tym zastanowić, głęboko to zbadać. Skoro Buddadharma zawsze utrzymywała tezę o jedności ciała i umysłu, dlaczego więc jeśli ciało rodzi się i umiera, dlaczego też umysł oddzielony od ciała i duszy nie miałby się rodzić i umierać. Jeżeli w jakimś momencie ciało i umysł byłyby jednym, a w innym momencie nie byłyby jednym, to wówczas nauki Buddy byłyby puste i nieprawdziwe”.

 

Jak można więc mówić, że były jednym, a teraz są dwoma? To jest Senika.

 

„Poza tym, gdy myślimy, że narodziny i śmierć to jest coś, od czego powinniśmy się odwracać, popełniasz wielki błąd, polegający na odrzuceniu samej Buddadharmy. Więc powinniśmy się strzec takiego myślenia. Zrozumcie, że to, co buddyści nazywają buddyjską doktryną natury i umysłu, wielki i uniwersalny aspekt obejmujący wszystkie zjawiska, obejmuje cały wszechświat, bez rozróżniania między istotą i formą, bez skupiania się na narodzinach i śmierci. Nie ma niczego włączając w to oświecenie i nirwanę, co nie byłoby istotą umysłu. Wszystkie dharmy, niezliczone formy, zagęszczone i bliskie są jednym umysłem. Wszystko jest włączone bez wyjątku.”

 

To dosyć uspakajające. Nic nie zostaje na zewnątrz. Wszystko jest włączone. Na zewnątrz nie zostaje nawet włos ani odrobina kurzu.

 

„Wszystkie dharmy, które służą jako bramy wejścia na drogę są tym samym jednym umysłem. Więc buddysta, który uczy, że nie ma żadnej różnicy między bramami dharmy, rozumie naturę umysłu. Jeżeli jest jedna dharma, jeden umysł, jak może być jakiekolwiek rozróżnienie narodzin, śmierci i nirwany? Wszyscy jesteśmy pierwotnie dziećmi Buddy. Nie powinniśmy słuchać szaleńców, którzy propagują nie-buddyjskie poglądy.” (śmiech) Dobry Dogen.

Uczeń: Codziennie czytamy „żaden lęk nie istnieje, całkowicie poza złudnymi myślami, to jest nirwana.” Nie może być rozróżnienia.
Roshi: Co to znaczy, że codziennie czytamy? Czy to rozumiesz?
Uczeń: „Całkowicie poza złudnymi myślami, to jest nirwana.” Nie ma narodzin i śmierci.
Roshi: Nieprawda. Nirwana jest w narodzinach i śmierci. Nie można mówić, że nie ma narodzin i śmierci. Ludzie rodzą się i umierają codziennie. Nasza droga polega na znalezieniu wolności w tych okolicznościach, w tych warunkach, żeby znaleźć nieuwarunkowane w uwarunkowanym. Kiedy skręciłem sobie stopę, przewracałem się, po prostu się przewracałem. Jak starasz się nie upaść, to jeszcze bardziej możesz się uszkodzić. Po prostu trzeba upadać. Kiedy Ryokan, wielki mistrz zen i wielki poeta, przypadkiem na polu warzywnym poszedł za potrzebą, przyszedł wieśniak, który go za to pobił. Ryokan powiedział: Zostałem pobity. I to wszystko. Nic więcej. To jest podejście zen. Ale to nie znaczy, że jakby ktoś chciał zabić, to nie należy nic robić. Myślę, że starałbym się go powstrzymać. Myślę, że bym próbował. Próbujesz?
Uczeń: Ja nie skończyłem.
Roshi: Ty nie skończyłeś? Jesteś na początku…
Uczeń: Jeżeli dobrze zrozumiem odpowiedź Dogena, to tak w ogóle nie ma wielu buddystów, ale gdyby to dobrze zrozumieli, to byłoby ich jeszcze mniej.
Roshi: (śmiech) To prawda.
Uczeń: To wygląda beznadziejnie.
Roshi: Można tak na to spojrzeć, że wygląda beznadziejnie. Kiedy produkujemy masowo rzeczy i je „marketingujemy”, to zabija ducha ludzkiego. Jest takie złudzenie z telefonem komórkowym, że możemy z każdym rozmawiać o każdej porze. Są jednak dobre rzeczy z tym związane i ludzie mogą używać telefonu w dobry sposób. Ale myślę, że każdy wynalazek coś zabiera i jakiegoś gwałtu dokonuje na naszej godności. Tak jak fotografia cyfrowa. Dziś każdy robi zdjęcia, bo jest to łatwe. Ale brakuje określonych umiejętności. Byłem grafikiem użytkowym. Kaligrafowałem i robiłem napisy np. „hamburger”. Do tego trzeba było używać pędzla, wiedzieć, jak zrobić prostą linię, jak obrócić pędzel przy pisaniu „o”, aby wciąż była zachowana ta sama grubość. Teraz już nikt tego nie robi, bo przyklejają gotowe litery. A co się stało z tymi wszystkimi ludźmi, którzy to robili? Nie mają pracy. Tak jest z masową produkcją. Ma uczynić nasze życie łatwiejszym, wygodniejszym. Mamy dzięki niej czuć się bardziej szczęśliwi. Ale to nieprawda. Wystarczy rozejrzeć się po świecie. Mamy wszystko, aby uczynić ludzi szczęśliwymi, ale nie używamy tego. W ogóle tego nie używamy. Bo jesteśmy chciwi. Są trzy zła: jesteśmy chciwi, zachłanni, jesteśmy ignorantami i gniewnymi ludźmi. Seung Sahn, gdy zobaczył zdjęcie prezydenta Busha powiedział: Ten człowiek jest pełen gniewu.
Na pogrzebie Jacka Kuronia widziałem prezydenta (A. Kwaśniewskiego) i przyglądałem się jemu. To było interesujące. Można wiele powiedzieć o ludziach na podstawie tego, jak siedzą, jak krzyżują nogi, jak wstają, jak kierują ludźmi dookoła. To bardzo smutne. To są nasi liderzy. W dawnych czasach chińscy wojownicy byli bardzo uprzejmi, łagodni. To była oznaka wojownika – łagodny i uprzejmy. Nie silny, nie złośliwy. To był prawdziwy wojownik…

 

Tłumaczenie: Danuta Golec
Spisała: Ania Lichota
Opracowanie red. Ewa Kochanowska