Lenistwo i pokłony

 

 

Jako, iż od kilkudziesięciu dni ulegam niemocy i  lenistwu - siadam i niniejszym zaczynam stukać w klawiaturę. Córka w szkole, Baba w pracy, przedpołudnie mam dziś wolne. Kocik gdzieś znikł, Ciapek łypie ze swego legowiska.  Z posrebrzanego dzbanka, pływającego ongiś na „Stefanie Batorym”, popijam kawę z mlekiem. Wsio w pariadkie, niczego nie brak. A jednak...

 

Od dawna podejrzewam, że tak naprawdę jedynym przeciwnikiem , jedynym szkopułem, problemem, zagwozdką w tym wszystkim jestem ja sam, me nawyki, lenistwo.

 

 

Tymczasem lata lecą, to już tzw. dwa krzesełka, czterdzieści i cztery. Nie da się już beztrosko szamać, spać, pić, palić, hałasować, gadać krzywdzących głupot - i nie zauważać konsekwencji. Odkłada się sadełko, kac trwa dwie doby, moralniaki jeszcze dłużej, boli porzucany pet i mina koleżanki po raz nie wiadomo który nazwanej „tłuścioszkiem”. Od nadmiaru snu człek gnuśnieje, dzieciaki i praca robią się coraz cięższe.  Polityczne, towarzyskie, społeczne czy religijne dylematy jawią się już jako nie tylko głupie, ale i kompletnie jałowe, puste, beznadziejne. Ludziska przekrzykują się, pięciu facetów w telewizji gada jednocześnie, ani w Kościele, ani w Kosowie, Ameryce czy Polsce nikt niczego się nie uczy.  Od lat, od stuleci, tysiącleci - wiecznie te same zacietrzewione, uparte idiotyzmy. Samobójcze paranoje.

 

 

Stop, Gruby Wojciechu.  A Ty się uczysz? Jak tam Twoje nawyki, przegięcia, nałogi? Praktyka? Wszystko Ci sprzyja. Zendo masz pod mieszkaniem, piętro niżej, a brniesz tam, jak pod stromą górę. Dobra, niby przednówek, masz prawo być zmęczony. Ale odczepże się od tych facetów w gajerach, czapeczkach , sukienkach czy mundurkach. Mają swą drogę do przejścia i nic na to nie poradzisz.

 

 

Możesz za to przestać się wylegiwać. Możesz zacząć dzień od pokłonów. Wiesz przecież, że nawet dwadzieścia siedem porządnych pokłonów to tęgi energetyczny kop. Potem i w pracy  wszystko lepiej idzie, nawet samemu na konia chce się wskoczyć. Żyć się chce, zrobić coś, zwierza przytulić, ludzików w hospicjum nawiedzić, dobre słowo rzec.

 

 

 

Jeśli z samego rana pokonasz w sobie lenia - wszystko dookoła lepiej się układa. Świat sprzyja. A może tylko przestajesz truć i zaczynasz dostrzegać, że wszystko jest ułożone. Że wszystko gra i jest w jak najlepszym bosko-kosmicznym porządku.

 

Dziś rano, w środę, leń dostał klapsika na odmulenie. Zrobiłem dwadzieścia siedem pokłonów, „minimalną porcję” w naszej praktyce zen. Pobawiłem się z Ciapkiem, nie dokuczyłem babie ani córce, trochę posprzątałem. No i spłodziłem ten tekst.  Za godzinę do pracy, śmieszne dzieciaki i zwierzaki.

 

 

 I długi dzień przed snem.

 

BANKYO