Kosmiczny żart

 

rozdział z książki Mit wolności a droga medytacji.

Wydawnictwo Jacek Santorski & Co

 

Aby wyplenić ambicje ego, musimy zrozumieć, jak to się w ogóle dzieje, że konstruujemy "siebie" i "swoje" terytorium, jak używamy własnych projekcji w charakterze dowodów, uwierzytelniających nasze istnienie. Próbujemy potwierdzać własną realność, bo nie mamy pewności, czy w ogóle istniejemy. Staramy się więc udowodnić, że owszem, jesteśmy. Znajdujemy w tym celu zewnętrzny punkt odniesienia - coś, z czym możemy nawiązać relację; jakiś konkret, od którego możemy czuć się odrębni. Proceder ten wyda się jednak mocno wątpliwy, jeśli prześledzimy go aż do samych korzeni. Czyżbyśmy uknuli jeden wielki szwindel? Szwindlem jest wrażenie konkretności podmiotu i przedmiotu. Ta dualistyczna fiksacja powstaje z nicości. Na początku jest tylko otwarta przestrzeń, zero - samoistne, bez punktów odniesienia. Aby jednak potwierdzić jego istnienie, trzeba stworzyć jedynkę, bo dopiero ona dowiedzie, że zero rzeczywiście istnieje. Lecz nawet i to nie wystarczy: dysponując wyłącznie zerem i jedynką, moglibyśmy utknąć w miejscu. Robimy więc postępy, wypuszczamy się na coraz dalsze eskapady. Stwarzamy dwójkę, żeby potwierdzić istnienie jedynki, po czym na dowód istnienia dwójki przywołujemy trójkę, którą z kolei podpieramy czwórką, i tak dalej. Konstruujemy tło - fundament, który możemy obrać za punkt wyjścia dla podróży w nieskończoność. To właśnie jest samsara - nieprzerwany cykl, błędne koło potwierdzania bytów. Każde kolejne potwierdzenie wymaga następnego, a znów ono...
Usiłowanie potwierdzania własnej realności jest bardzo bolesne. Nieustannie łapiemy się na tym, że nagle zsuwamy się ze skraju podłogi, która chwilę temu zdawała się nie mieć końca. Musimy wtedy szukać ratunku przed śmiercią, natychmiast dostawiając przybudówkę, żeby podłoga znów zaczęła sprawiać wrażenie nieskończonej. Czujemy się bezpieczni na tej pozornie twardej posadzce, lecz zaraz znowu wpadamy w poślizg i musimy dobudować jeszcze kawałek parkietu. Nie zdajemy sobie sprawy, że to zupełnie zbędne: doskonale możemy się obejść bez podłogi pod stopami, a wszystkie prace budowlane prowadzimy na poziomie parteru. Ani przez moment nie groził nam upadek, niepotrzebne były żadne podpory. To zaabsorbowanie przedłużaniem podłogi w celu zapewnienia sobie solidnego gruntu jest w istocie jednym wielkim żartem, największą drwiną, kosmicznym figlem. Nas jednak wcale nie musi to śmieszyć: możemy wietrzyć tu jakieś ciężkie szalbierstwo.
Aby dokładniej zrozumieć, jak stopniowo utwierdzamy się w przekonaniu o realności podmiotu i przedmiotu - czyli jak powstaje nasze małe "ja" - warto zapoznać się z buddyjską koncepcją pięciu skand, która opisuje ego jako proces, dzieląc go na pięć etapów.
Pierwsza skanda - etap narodzin ego - zwana jest "formą", czyli elementarną niewiedzą. W stanie tym ignorujemy przestrzeń w jej otwartym, płynnym, inteligentnym aspekcie. Ilekroć w naszym postrzeganiu umysłu pojawia się luka, a więc właśnie przestrzeń, ilekroć zdarza nam się raptowny przebłysk świadomości, otwartości, nieobecności "ja", nasuwa się podejrzenie: "A jeśli stwierdzę, że moje "ja" nie istnieje w żaden uchwytny sposób? To doprawdy przerażająca hipoteza. Nie wchodzę w to". Ta abstrakcyjna paranoja, nieprzyjemne wrażenie, że coś jest wyraźnie nie tak, stanowi źródło karmicznej reakcji łańcuchowej. Jest nim strach przed totalnym zamętem i rozpaczą. Lęk przed nieobecnością ego, przed brakiem "ja", wisi nad nami nieustanną groźbą. "Gdyby rzeczywiście tak było, to co wtedy? Boję się temu przyjrzeć". Pragniemy zachować poczucie pewnej trwałości, ale jedynym dostępnym budulcem jest przestrzeń, nieobecność ego, usiłujemy zatem skonsolidować, zamrozić swoje doświadczanie przestrzeni. Niewiedza nie jest w tym wypadku głupotą, lecz rodzajem uporu. Odkrycie braku "ja" nagle nas oszałamia i nie chcemy go przyjąć do wiadomości; wolimy czegoś się uczepić.
Na drugim etapie próbujemy czymś się zająć, żeby zapomnieć o samotności. I tu zaczyna się karmiczna reakcja łańcuchowa. Podstawę karmy stanowi względność, relacja między podmiotem a przedmiotem - "moim" istnieniem a "moimi" projekcjami - i gdy nieustannie wynajdujemy sobie zajęcia, karma równie nieustannie się odradza. Innymi słowy, niepokoimy się, czy aby nasze projekcje zdołają nas utwierdzić w przekonaniu, że istniejemy. Mamy ciągłą potrzebę udowadniania własnej realności i dlatego staramy się odnosić do swoich projekcji jak do konkretów. Kiedy jakiś pozornie zewnętrzny obiekt wydaje nam się konkretny, uspokaja nas to, że my także stanowimy namacalny byt. Jest to druga skanda: "czucie". Na trzecim etapie ego wypracowuje trzy strategie czy też impulsy, określające jego stosunek do własnych projekcji: obojętność, namiętność i agresję. Kieruje nimi postrzeganie. W tym wypadku opiera się ono na nieufnym dystansie wobec samego siebie, z którego wypływa przekonanie, że o wszystkim, co w danej chwili się dzieje, trzeba oficjalnie meldować kwaterze głównej. Można wtedy manipulować każdą sytuacją, konstruując kolejną strategię.
Strategia obojętności skłania nas do znieczulania wszelkich drażliwych obszarów, których wolimy unikać ze strachu przed bólem. Przywdziewamy więc pancerz. Strategia druga - namiętność - każe nam wszystko chwytać i łapczywie pożerać. Jest to proces magnetycznego przyciągania. Gdy czujemy się wystarczająco bogaci, zazwyczaj nie miewamy tego odruchu zaborczości. Ilekroć jednak pojawia się poczucie ubóstwa, głodu, niemocy, wyciągamy ręce, wysuwamy macki i próbujemy czegoś się uczepić. Agresja - trzecia strategia - także wypływa z poczucia ubóstwa, z obawy, że nie uda nam się przetrwać, musimy więc odegnać wszystko, co zagraża naszemu majątkowi lub pożywieniu. Im zaś wyraźniej dostrzegamy cień zagrożenia, tym rozpaczliwiej na nie reagujemy. Usiłujemy przyśpieszyć biegu, żeby znaleźć sposób, który pozwoli nam się wyżywić czy też obronić. Ta gonitwa jest rodzajem agresji. Agresja, namiętność i obojętność przynależą do trzeciej skandy - "postrzegania/impulsu".
Niewiedza, czucie, impuls i postrzeganie są to procesy instynktowne. Obserwujemy swoje terytorium za pomocą systemu radarów. Nie możemy jednak należycie ukonstytuować ego bez udziału intelektu, bez zdolności tworzenia pojęć i nazywania. Mamy już przebogaty zbiór rozmaitych spraw, które w nas się dzieją. A ponieważ tyle się dzieje, zaczynamy te wydarzenia klasyfikować, szufladkować, nazywać. Rzec by można, nadajemy całej aferze rangę oficjalną. Intelekt czy też koncepcja stanowi więc kolejny etap rozwoju ego, czwartą skandę, ale to wciąż jeszcze za mało. Potrzebny jest bardzo aktywny, sprawny mechanizm, który koordynowałby instynktowne i intelektualne procesy, toczące się w ramach ego. Będzie to ostatnie stadium rozwoju "ja", skanda piąta: "świadomość".
Składa się ona z emocji i nieregularnych wzorców myślowych, tworzących w sumie rozmaite światy fantazji, które nas zaprzątają. Owym fantastycznym światom nadaje się w księgach miano "sześciu światów". Emocje to szczyty rozkwitu ego, generałowie jego wojsk: podświadome myśli, marzenia na jawie i inne procesy myślowe łączą szczyt ze szczytem. Myśli tworzą więc armię ego i są stale w ruchu, nieustannie czymś zaprzątnięte. Mają charakter neurotyczny w tym sensie, że są nieregularne, co chwila zmieniają kierunek i nawzajem się na siebie nakładają. Bez przerwy skaczemy od myśli do myśli, od uduchowionych rozmyślań poprzez fantazje seksualne i kwestie finansowe aż do domowych trosk i tak dalej. Cały proces powstawania pięciu skand - niewiedzy/formy, czucia, impulsu/postrzegania, intelektu i świadomości - to tylko tarcza, którą próbujemy osłonić się przed tą prawdą, że w istocie jesteśmy beztreściwi.
Medytacja polega na dostrzeganiu przezroczystości tarczy. Nie możemy jednak od razu przystąpić do rozprawy z elementarną niewiedzą; byłoby to jak próba natychmiastowego obalenia muru. Jeśli chcemy, żeby znikł, musimy go rozebrać cegła po cegle; zaczynamy od najbardziej dostępnego materiału, najłatwiejszego punktu wyjścia. Praktykę medytacji zaczyna się zatem od emocji i myśli - zwłaszcza od tych drugich.

 

Tłumaczenie: Michał Kłobukowski
Źródło: www.jsantorski.pl