Całkowite Spalanie

 

Mowa Roshiego Jakusho Kwonga wygłoszona 12 maja 2007 roku w Genjo-ji na Górze Sonoma.

 

Jestem zaszczycony, że mogę przedstawić wam Uji (Bycie Czasu). To jedna z wielkich prac Dogena. Abym mógł ją zaprezentować, wy musicie być tu i słuchać, a ja postaram się być tutaj i ją przedstawić. Bycie czasu. Bycie jest inne niż w zachodniej filozofii. Nie dotyczy jedynie istnienia. Tradycyjna zachodnia filozofia pomija naturę rzeczy. Skąd ona pochodzi? Natura rzeczy już jest w nas, a także wszędzie indziej. Zatem, Bycie Czasu to bardzo ważna praca.
Czytałem Tybetańską Księgę Życia i Umierania napisaną przez Sogyala Rinpoche. To jest klasyka. Mówi on o czterech błędach. Nasze cztery błędy dotyczą tego, dlaczego nie realizujemy naszej prawdziwej natury. Sam Sogyal Rinpoche jest bardzo wesołym człowiekiem. Miałem wspaniałą możliwość poznać go na pewnym tybetańskim zgromadzeniu. Poinstruowano nas, aby wszyscy nauczyciele przeszli do innego pokoju, ale on pozostał w tyle. Powiedział „Nie mogę przejść przez te drzwi, ponieważ nie jestem jednym z nich”. On ma wspaniałe poczucie humoru i jest bardzo otwarty.
Te cztery błędy są interesujące i powinniśmy się nad nimi zastanowić. Powinniśmy głęboko się nad nimi zastanowić. Mówiąc w skrócie są to: zbyt łatwe, zbyt bliskie, zbyt głębokie, zbyt cudowne. Zbyt łatwe oznacza, że wszystko, co musimy zrobić w całej praktyce medytacji (w całej praktyce Budda dharmy) to pozostawać w czystej świadomości, którą już mamy. To jest prawda, ponieważ dharma umarłaby już dawno temu, gdyby choć jedna osoba nie miała tej czystej świadomości. To wszystko, co musimy robić i to jest zawsze z nami. Drugi błąd to zbyt bliskie – jesteśmy nauczeni, aby patrzeć na zewnątrz nas, nie do wewnątrz. Jesteśmy uwarunkowani wiekami warunkowania, aby nie zagłębiać się w nasze prawdziwe self. To jest tak, jak z okiem, które nie może siebie zobaczyć. Nie patrzymy do wewnątrz, widzimy to, co na zewnątrz. To jest zbyt blisko nas, abyśmy to urzeczywistnili. To chce być urzeczywistnione. Następny błąd - zbyt głębokie - oznacza, że nie mamy żadnego pojęcia jak wielkie to jest. Nie mamy najmniejszego pojęcia. Jest tak z powodu naszej ograniczonej perspektywy. Gdybyśmy wiedzieli jak wielkie to jest, podążalibyśmy za tym, szukalibyśmy tego. Nawet, jeśli poznamy jedynie małą cząstkę tej wielkości, to dobrze, ponieważ w miarę jak podążasz za tą wielkością, szukasz jej i praktykujesz ją, ona wzrasta, inspiruje i wzmacnia cię. Praktyka, przebudzenie, praktyka, przebudzenie, praktyka, przebudzenie – jak noc i dzień. Noc inspiruje dzień. Dzień inspiruje noc. To jest wszech obejmująca pracująca dynamika, która powoduje, że żyjemy pośrodku i nie zdajemy sobie sprawy, jak głębokie jest urzeczywistnienie naszej prawdziwej natury. I ostatnie: zbyt cudowne. To ma związek z nieskończonością tego. To nie jest tylko słowem, To nie ma początku. Jest wielkie (Roshi uderza w podłogę), ten brak początku i brak końca, To, nazywają immo - bezmiar, jest zbyt wielkie, abyśmy potrafili je objąć myślą. „Mówisz, że mogę to zrobić?” Myślenie jest bardzo krótkowzroczne. Zamiast podążać za naszymi ciasnymi poglądami, musimy urzeczywistnić prawdziwą wielkość tego. Obrót o 360 stopni. Po prostu w to nie wierzymy i dlatego mówimy „Może ktoś inny, ale nie ja.”
Kiedy Roshi Suzuki ustanawiał mnie mnichem, powiedziałem „Nie jestem na to gotowy.” To odwiedziny ego. Mówimy sobie wiele razy: „To nie dla mnie. Nie jestem tego wart. To dla kogoś innego”. Ale ty jesteś tą osobą. Ty jesteś tą jedyną osobą i to jest bycie czasu.
W Tybecie wszystko jest inaczej. Oni mają piosenki o urzeczywistnieniu. Opowiadają historie o oświeceniu. A na Zachodzie w telewizji nic nie ma na ten temat. (śmiech) W radiu też nie słyszymy opowieści o Dogenie, Milarepie, ani o Shantidevie. Nie słyszysz nic na ten temat. Żyjemy w wielkiej iluzji. Żyjemy na targowisku wielkiej iluzji, ponieważ ludzie nie wiedzą o tym. Myślę, że to, co przytrafia się nam z powodu uwarunkowań, tradycji i historii, i z powodu tego wielkiego sprzysiężenia przeciw duchowi, jest prawdą. Ale czasami będziesz miał olśnienie o zachodzie słońca.
Ktoś powiedział mi, że kiedy słońce zachodzi możesz zobaczyć zieloną linię. Ta zieleń jest tą samą zielenią, której architekt użył w oknie w DeYoung Museum – ta sama zieleń – i wtedy – „błysk” – znikła. Czy to prawda? Ktoś mi to powiedział. Prawda? Czy to prawda? Widzieliście to?
W każdym razie, ponieważ jesteśmy ludźmi, mamy tego rodzaju przebłyski. Gdyby nikt ich nie miał, wtedy prawdą by było, że tego nie mamy. Widzisz kwiat albo czujesz zapach, lub wchodzisz do pokoju i jest tam atmosfera. To rozpoznaje, ponieważ to jest tym, tak rozpoznajesz to – piękno. Wywiera to bardzo głębokie wrażenie na nas, ale potem przychodzi rozproszenie. Tak się nazywa ta gra – rozproszenie – i wtedy to tracimy. Ale tęsknimy za tym i pragniemy tego. Prawdopodobnie najciemniejszym aspektem współczesnej cywilizacji, w której technologia rozwija się tak szybko, jest fakt, że tłumi ona to, kim naprawdę jesteśmy. Nasza nieznajomość nowoczesnego społeczeństwa zagłusza to, kim naprawdę jesteśmy. To jest w pewnym sensie spisek – może spisek niewiedzy. Oni nie wiedzą, kim my naprawdę jesteśmy. Mogliby sprzedawać na targu bransoletki z napisem „Jestem Buddą”, ale i tak, prędzej czy później, targ wchłonie cię i staniemy się częścią tej masy.
My wszyscy jednak jesteśmy jednostkami. To jest bycie czasu – bycie jednego czasu.
To jest Shobogenzo – dzieło Dogena. (Roshi pokazuje książkę) A to jest jego kaligrafia. Piękna książka przetłumaczona na francuski i angielski przez Roshiego Eido Shimano i Charlesa Vachera.
Przeczytam parę fragmentów, a następnie je skomentuję.
Dogen, który jest naszym duchowym przodkiem, kwestionuje nasze zwykłe myślenie o czasie, a nawet to, jak go doświadczamy.
„Czas, który znamy płynie linearnie znaczony przez godziny dnia. Czas posuwa się do przodu niezależnie od naszego istnienia, w oddzieleniu od naszych trosk, płynie od nieodwracalnej przeszłości przez chwilową teraźniejszość do nieznanej przyszłości.” Nie wiemy.
„Myślenie o czasie tylko jako o przepływającym, to widzenie siebie w oddzieleniu od czasu, w oddzieleniu od dharmy, w oddzieleniu od przeszłości, teraźniejszości i przyszłości.”
Słyszycie ludzi mówiących „Czas nie czeka na nikogo” albo „On był w niewłaściwym miejscu i w niewłaściwym czasie.” To jest oddzielone, oddzielone od twojego istnienia.
Nie uchwycimy Uji poprzez studiowanie, czytanie czy rozmyślanie. Najpierw musimy zrobić to, co zrobił Dogen. Uji to nie jest spekulacja na temat tego, czym czas, czy bycie mogłyby być. To jego relacja na temat tego, czym jest czas. Pisze swoje wyjaśnienie, czym jest czas – według Dogena – według Buddhadharmy. To nie jest spekulacja. To jego doświadczenie. „Tak więc proszę czytajcie z otwartym umysłem. Słuchajcie otwartymi uszami. Uji to zaproszenie, aby praktykować zazen.”
Wszystkie te mowy, śpiewy, wszystko tutaj zaprasza was do praktykowania i angażowania się w praktykę zazen. Całkowite spalanie. Co myślicie o tym słowie? „Spalanie” „Całkowite spalanie” Czy to was niepokoi? Nie?
Uczeń: „O, tak”.
Ok, możemy też powiedzieć zaangażowanie. W dawnych czasach, zanim poślubiłeś kogoś, zaręczałeś się. (śmiech) To oznacza, że coś się wydarzy. Prawda? Nie możesz umawiać się z nikim innym, nie możesz patrzeć na inne ładne dziewczyny. (śmiech) Myślę też o urządzeniach mechanicznych, takich jak biegi w samochodzie, kiedy je włączasz . Jedziesz dokądś. Bez zaangażowania nie możesz nic zrobić.
Zatem „spalanie”, „zaangażowane zapalanie”. Zapalanie – jak wtedy, gdy zapalasz świeczkę, a knot rozświetla się. Właśnie to robimy podczas zazen. Nasze zazen to nie jest miękkie zazen. Medytacja nie jest dla mięczaków. (śmiech) Tak, wchodzisz do tego ciemnego pokoju i siedzisz w ciszy. Ale tam dokonuje się spalanie!
Nazywa się to cichą iluminacją. To jest nie tylko dla ciebie, ale dla całego wszechświata.
Uczeń: „Możemy powiedzieć wewnętrzne spalanie?”
Uczeń: „Albo spontaniczne spalanie?”.
Cokolwiek odpowiada twojemu menu. (śmiech) Ale rób to. Używaj tego. To spalanie wchłania lub gasi płomień iluzji. Iluzja to zasadniczo chciwość, gniew i niewiedza. Poprzez powierzanie siebie byciu-czasem, poprzez postawę i oddech, nie poprzez myślący umysł, tworzysz spalanie poprzez oddychanie.
Przez lata, kiedy praktykuję chodzoną medytację, kinhin, kiedy robimy tylko pół kroku, liczę. Powiedziałem komuś, że to jest wolne chodzenie, ale to zawiera też spalanie, które już nie jest tobą. Liczymy. Budda liczy – od jednego do dziesięciu. Wydech – prawa stopa. Liczę jeden bosatsu, dwa bosatsu, trzy bosatsu. To jest dziesięć sekund, a potem lewa stopa – osiem. Prawa stopa – dziesięć. Budda liczy. To nie jest skomplikowane. Wciąż i wciąż i wciąż to samo, dopóki nie staniesz się mistrzem w liczeniu. Dopóki nie staniesz się w tym mistrzem, kontynuuj liczenie, ponieważ nie liczysz. To jest wewnętrzne spalanie. To jest spontaniczne. To zenki, totalna pracująca dynamika. Jesteś całkowicie żywy – bez myśli. Dlatego mówi się, że dobre kinhin to takie, które się nie porusza. Nie ma ruchu wewnątrz. Nigdzie nie idziesz. Jesteś całkowicie tu. To jest kinhin – chodzona medytacja.
W tej praktyce jest duch, który znasz jako „duch Zen”. (Roshi uderza w podłogę trzy razy)

Widziałem pewnego ucznia idącego podczas praktyki pracy. Ponad 30 lat obserwowania – a oni chodzą z rękami w kieszeniach. Powiedziałem „To nie jest dobre”. (śmiech) Ten nawyk, to uwarunkowanie sprowadza myślący umysł. Sprowadza twoją przeszłość, wygodę, tego loda na patyku. Zatem musisz odnaleźć ducha Zen w praktyce, a praktyka jest tobą i to jest bycie czasu. Tak więc to jest duch, siła i energia.
Musicie studiować. Musicie praktykować. Inaczej nic z tego nie będzie. Ponieważ jedno wznieca drugie. To noc i dzień, dzień i noc. Noc przechodzi w dzień, dzień w noc. Energia, to jest spalanie. Totalna pracująca dynamika. Śpiewamy „Poranny umysł jest Kanzeon, Wieczorny umysł jest Kanzeon”. To jest całkowite spalanie. Nie chodzi nam o Kanzeon. Ale o aspekt, który jest głęboko wewnątrz nas. Rozpoznanie czy bycie świadomym Kanzeon zajęło mi wiele lat.
Przyjeżdżał tu pewien japoński mnich o imieniu Takunen. Nie pamiętam z jakiej był tradycji – Soto czy Rinzai, ale to nie ma znaczenia. To dosyć niezwykłe, aby starszy człowiek podróżował samotnie. Przyjeżdżał tu czasami – po prostu zjawiał się. Pomagał w czasie praktyki samu. Myślałem, że on wie, co robić. Miał sekator. Wyciął całą młodą rozsadę otaczającą sekwoję. (śmiech). Powiedziałem, że nie powinienem niczego zakładać z góry. Szczególnie, jeśli ktoś ma sekator (śmiech). Kiedy indziej przyszedł z pewnym młodym mnichem. Trochę mi przykro, bo nie bardzo go lubiłem. To było dawno temu – dwadzieścia lat, on już prawdopodobnie nie żyje. Spojrzał na tego młodego mnicha, potem spojrzał na mnie i powiedział mu, żeby zdjął kimono. Kazał mu zdjąć je natychmiast. To jest ich kultura, ich tradycja. Zrób to. (śmiech). Ostatni kontakt, jaki z nim miałem, to była kartka, którą mi przysłał. Była na niej postać Kanzeon, czyli Avalokitesvary, czy jakkolwiek chcecie ją nazwać. Napisał: „To jest twój najbliższy przyjaciel.” Kiedy ją otrzymałem pomyślałem: „To nie jest mój przyjaciel”. (śmiech). Ale jest. Pewnego dnia poczujecie to samo. Poczujecie to w ten sam sposób, jeśli będziecie praktykować.
W domu sanghowym jest zdjęcie Thich Nhat Hanha i Thich Man Giaca. Thich Man Giac zmarł w zeszłym roku. Był wielkim przyjacielem, nauczycielem i inspiracją dla mnie. Był kimś w rodzaju najwyższego patriarchy wietnamskiej społeczności w Ameryce Północnej. Na zdjęciu widać Thich Nhat Hanha, który zazwyczaj tak się nie uśmiecha, a także uśmiechającego się Thich Man Giaca. Obydwaj mają czerwony kwiat.
To historia przy okazji ceremonii w Shambala Mountain Center w 1968 roku, gdy powiedzieli nam: „Jeśli wasza matka żyje, weźcie czerwony kwiat i wepnijcie go w klapę, a jeśli nie żyje, weźcie biały kwiat.”
Obserwowałem Thich Man Giaca, który wziął czerwony kwiat. Pomyślałem „O rany! Jego matka musi być naprawdę stara”. (śmiech) Kiedy była moja kolej, wziąłem biały kwiat.
Jakiś czas potem nie mogłem się powstrzymać i zapytałem Thich Man Giaca „Ile lat ma twoja matka?” A on powiedział: „Moją prawdziwą matką jest Kanzeon.”
Jutro jest Dzień Matki . Prawdziwy Dzień Matki. Waszą prawdziwą matką jest Kanzeon. To nie jest na zewnątrz. To nie jest ten posąg. Posąg ma nam tylko przypominać, co mamy wewnątrz.
Poranny umysł jest Kanzeon.
Wieczorny umysł jest Kanzeon.

To jest spalanie, kiedy włączasz zapłon, kiedy wybuchasz, znika egocentryzm. Jesteś tam, prawdziwy ty jesteś tam. O to chodzi w zazen. Spalanie, wzniecanie, zaangażowanie, tu jest bycie czasu.

 

Tłumaczenie: Małgorzata Sieradzka
Korekta tłumaczenia: Ewa Kochanowska, Jurek Kuun