|
Kupa rupieci, rozmaite przedmioty wyrywane ze swych miejsc, pakowane do worków, pudeł i waliz. Jutro w południe kumpel zajedzie samochodem i zabierze mnie z tym wszystkim na wiochę. Do tej samej Trzebiatkowej, hacjendy Galów, w której pół roku pomieszkał inny kumpel, Andrzej. Kierowcą jest Krawiec, towarzysz jeszcze z opozycji.
Dziewięć lat temu pomagał przetargać me dziwaczne manele z Czarnego w Beskidzie do Sopot. Właściwie nie jest do do końca potrzebne. Od miesiąca mieszkam z Ciapkiem i dwoma końmi na owym hojnym i przeuroczym zadupiu. U Bozi za piecem, niczego nie brak. Z chałupy wyłania się bursztynowa komnata, po astmatycznych dolegliwościach mustangów nie ma śladu. Łapska i stopy zrogowaciały, Indianie not dead!

Komputer. Zabiorę. Kupa muzyki, filmy, maszyna do pisania. Do netu póki co się nie podłączę, zatem wybaczcie, czytelnicy długie, może być, milczenie. Chociaż kto wie?
Książki Vincenz, Jasienica, Muminki, westerny, buddyzmy i wiele innych. Posążki. Dzwonki. Zdjęcia. Grafiki, dary od Mistrzów zen: "Nóż przecina jedno" od Kwonga, "Cicha, spokojna dolina" od Hoitsu.
Kupa wzruszeń, staram się nie poruszyć świata córki, która od dwóch tygodni w Irlandii. Na dłużej, może "na zawsze", zupełnie, jak ja. Na wsi, w lesie, w "cichej, spokojnej dolinie".
Na dnie walizy pożółkłe wierszydło, ongiś z niewątpliwym przejęciem
spłodzone:
czekając na apokalipsę
żyjmy ciepło i radośnie
nie martwmy się tym co nieuniknione
tańczmy i śpiewajmy na cześć natury
która kazała odejść dinozaurom
i zmusza do wędrówek lemingi
tańczmy i śpiewajmy na cześć natury
która napełnia ludzi przemocą
i każe wybuchać wojnom
tańczmy i śpiewajmy na cześć natury
która uratuje organizm ziemi
przed wirusem homo sapiens
nie martwmy się tym co nieuniknione
żyjmy ciepło i radośnie
czekając na apokalipsę
Uf, ciężki kaliber, dziwnie się przepisywało. Olewam apokalipsę. "Wszystko jest jednym. Możesz w to nie wierzyć, ale jak pieprznie bomba atomowa, to i tak staniesz się z nią jednym, nieprawdaż?" - coś takiego, jak zwykle półżartem, powiedział Chogyam Trungpa. Żywiej to do mnie przemawia, niż własny wierszyk sprzed ćwierćwiecza.
Miłość, k..., po prostu. Reszta to złudzenie.
Do usłyszenia, poczytania, zobaczenia, pomyślenia, poczucia, pomilczenia i pohałasowania.
Guzik, wielka magia cięgiem, tu i teraz.
Właśnie Andrzej Miszk zadzwonił. Prawko zrobił, zdał za pierwszym podejściem, nie wierzyłem w to, przyznam, bo księżowskie maniery irytują bezbożnika mężczyźnika. Zadzwonił Miszku i zapowiedział swój przyjazd do Trzebiatkowej za dni parę, własnym autkiem, po zalegające tu manele. Mobilne łącze chce mi kopsnąć w prezencie, bym z "Tezeusza" nie zniknął.
Szczęść Boże, chłopczyku, rzekłem na dowidzenia i, o dziwo, szczerze.
Kurde, Ty istniejesz ? Ale jaja.
:-)
Reszta, to złudzenie
|