Ponad 2000 lat temu...

 

Wczoraj, w wigilię Święta Zmarłych, na wiochę przyjechał Gal. Pogoda była piękna, powietrze rześkie, osiodłaliśmy zatem rumaki i wyruszyliśmy na wycieczkę. Celem było odkryte w ostatnich latach starodawne cmentarzysko.

 

 

Pola, łąki, lasy, wzgórza, doliny, mokradła, nakręcony Ciapek szczekający i biegający w kółko. Kumpel jest dość ciężki, jego koń też, dreptaliśmy zatem głównie stępa. Trafiliśmy na gospodarstwo, o które chodziło.  – Jo, to u mnie – potwierdził krępy gospodarz.  - Zaprowadzę was. Małoletni synek przyniósł muzealny prospekt z informacjami i fotkami niektórych znalezisk. Urny, przede wszystkim, w tym kilka tzw. twarzowych.  Wizerunki: jeździec na koniu, luźne wierzchowce, woźnica, wóz, trochę biżuterii żelazno-kościano-ołowiano-brązowej.

 

- Siedem lat temu, wiosną, pole orałem – opowiadał gospodarz. – Jak po bruku szło, cięgiem kamienne płyty. Nagle patrzę – garnki jakieś, obejrzałem – urny! I zawiadomiłem... Przyjechali, kilka lat wykopaliska trwały, gmina nic mi za to nie dała. Archeolodzy wywieźli do Lęborka prawie dwieście popielnic. Mogło tu być muzeum, atrakcja, a tak...

 

 

A tak oglądaliśmy z siodeł sterty płaskich kamlotów z rozebranych grobowców. Stromą skarpę i dolinę, którą wtedy pewnie, 200-300 lat pne., wypełniało jezioro. Kilka podejrzanie równomiernych ziemnych kopców, kurhanów, jak na me wyczucie. Dalej, w pobliżu torfowych stawów, mnogość drzew skasowanych przez bobry.

 

Dwóch jeźdźców i pies, ponad dwa tysiące lat później, podreptało do poniemieckiej chałupy. Wóz też mamy, czterokołowy, jak się patrzy. Całkiem możliwe, że nas tam, gdzieś kiedyś, na urnach wyrzeźbiono.

 

Na ołtarzu płonie świeca. Dłużej, niż zwykle. Jest Święto Zmarłych.

 

BANKYO