Drukpa Kunley - Szalony Smok

 

W 1987 roku, w „Bibliotece Pisma Literacko – Artystycznego”, ukazał się tom „Buddyzm”. Ot, antologia tekstów. Rewelka.

1988 – były strajki, uczestniczyłem, bezpieka zapragnęła mnie zamknąć.
Tuż przed Wigilią 88 zrobili nalot na samotną chatę w Beskidzie, gdziem przemieszkiwał. Ale akurat zastępowałem kierownika w odległym o parę kilometrów schronisku, nie trafili. Sadystyczną radochę miałem, że dupki z miasta w gajerach przemarzły ciutkę w śniegach.

Sylwester - super, acz uwierał siedzący w pudle kumpel, którego ścigali za to samo, a nie miał akurat szczęścia.

Pojechałem. To był czas kształtowania się „okrągłego stołu”. W Warszawie odwiedziłem kolegów z Ruchu „Wolność i Pokój”, umówiliśmy zadymę. Potem wpadłem do Jacka Kuronia. Opowiedziałem, co i jak. - Jutro w Gdańsku mnie aresztują. Od razu złapał za telefon. - Spoko!, zostaw, jutro. - Dobra, powiedział.

 

 

W Gdańsku ubrałem tekturowe plansze z napisami „Uwolnić Gala” i „Precz z kolegiami ds. wykroczeń” - i usiadłem pod gmachem bezpieki. Serce kołatało? Może trochę, bylem weteranem happeningów. Pierwszy ubek – ominął zdziwiony. Drugi – był wkurzony. Potem wyleciała ekipa – i wniosła mnie do środka. Byli tam starzy znajomi, nie chciało im się wszczynać nowej sprawy, zamknęli za starą. „Próba sporządzenia kukły generała Wojciecha Jaruzelskiego”. Kłamstwo i głupota, rzecz jasna, ale to wątek innej opowieści.

Przygotowany – miałem za sobą szczoteczkę do zębów i wspomnianą na wstępie „Antologię”.
Trafiłem do celi. - Dzień dobry. - Dobry.
Tylko dwóch współtowarzyszy, złodziej i biedak za straży przemysłowej. Afera . Nie potrafił odmówić kolegom.

Co tam czytasz – pewnego razu zapytał złodziej. - Buddyzm – odparłem. I dałem mu księgę otwartą na Drukpa Kunleyu. A są tam sformułowania, przy których nawet grypsera wymięka.
O, ...., ale ..... religia! - zachwycił się złodziej. Odtąd, grając w karty, miast oszukańczego szturchania, mówiliśmy - buddyzm.

Drukpa Kunley, kolejne spotkanie.

W przecenie księgarskiej, na Koszykowej w Warszawie, kupiłem sztapelkę czerwonych książeczek „Życie i nauki szalonego jogina tybetańskiego Lamy Drukpy Kunleya”, jakieś grosze.
Rozdawałem. I zapomniałem o sobie, rozeszło się wszystko. Pół roku barmanowałem w wiejskiej knajpie. W pewnym momencie, tańce, swawola, ktoś wrzucił mi w kieszeń Czerwoną Książeczkę. Jest ze mną do dziś.

Ale, jeszcze jedna przygoda do opisania. Praga, 1991-2.
Trafiliśmy do stolicy Czech z kumplem Jaremą, autostopem, ideą była Hiszpania.
Cienko z kasą, tamtejsi buddyści dali nam stoisko na „Vaclawksim Namesti”. Mieliśmy nie tylko ciskać gumowymi pająkami, ale i je sprzedawać. Szło nieźle. Nagle – trafiłem na total balangę do klubu „Bunker”. Joint, snif, AC/DC , Nirvana, Red Chot,.
Dym z walczącymi na noże Latynosami, ja rozjemca, gliny. Spokój. Za ratunek Latynosi postawili tekilę. Pieprznąłem pawia na szynkwans, a barman, nie mrugnąwszy okiem, sprzątnął to czymś w rodzaju myjki do szyb. Szatniarz nie chciał wydać naszych rzeczy, które wskazałem i ... wywalczyłem – i rozsądnie znieruchomiałem. Otoczyli nas konkretni bramkarze. - To nasze, mówię. - Co tam je. - Kapota, - Drukpa Kunley na dnie.
I, gdy faktycznie, wydobyłem Kunleya, bramkarz się ino uśmiechnął, ręką machnął, i poszlim, gdzie chcielim..

Drukpa Kunley. Jego błogosławieństwo jest zawsze z nami. Czujesz?


Ps. O drodze Drukpy Kunleya, nareszcie.

"Taką drogą kroczył ongiś tybetański "szalony jogin" Drukpa Kunley. Pewnego razu spotkał dziadka, niosącego obraz do poświęcenia. Kunley poprosił o pokazanie obrazu. Tak w ogóle, to nie jest zły - powiedział - mogę go jednak w pewien sposób wzbogacić. Następnie wyjął swój członek i nasikał na obraz. Stary człowiek, zaszokowany nie potrafił wymówić słowa, w końcu zdołał wybąkać: - Co zrobiłeś, ty wariacie - i zaczął płakać. Lama Kunley zrolował mokre płótno i spokojnie zwrócił je staremu człowiekowi: - Teraz weź je sobie i zanieś do błogosławieństwa - powiedział. Starzec poszedł do klasztoru, i uzyskał widzenie z tamtejszym lamą - opatem. - Namalowałem tę tangkę linii Kagyu, aby zdobyć zasługę - powiedział opatowi - i niosłem ją do ciebie, aby otrzymać błogosławieństwo. Ale po drodze spotkałem wariata, który naszczał na nią, niszcząc ją w ten sposób. Proszę, sam zobacz. Lama rozwinął obraz i ujrzał, że w miejscu, gdzie rozpryskano mocz, obecnie lśniło złoto. - Nie ma potrzeby, abym go błogosławił - powiedział staremu człowiekowi. - Już został pobłogosławiony w najlepszy z możliwych sposób.
W starym człowieku pojawiła się niemożliwa do wyrażenia ufność."

Ufność. Właśnie. Do widzenia. U Bozi za piecem.

"Życie i nauki szalonego jogina tybetańskiego Lamy Drukpy Kunleya" - pełny tekst:

http://www.pbi.edu.pl/site.php?s=NjYyZjRiYWYwOTY4&tyt=kunley&aut=&x=0&y=0


Ps. W wyniku działań Ruchu "Wolność i Pokój" kolegia d/s wykroczeń zostały w Polsce zniesione.