Świętość świata zjawisk

 

Mowa Dharmy Jakusho Kwong Roshiego wygłoszona na Górze Sonoma 11 kwietnia 2009 roku z okazji Urodzin Buddy.


(mowa po Ceremonii Urodzin, kiedy ustrajamy kapliczkę kwiatami i oblewamy słodką herbatą figurkę Małego Buddy wskazującego dłońmi niebo i ziemię.*1)

 

Gdy wchodzę do zendo i widzę kapliczkę Małego Buddy, zawsze doznaję wzruszenia. Myślę, że to jest jedno z najważniejszych buddyjskich świąt w ciągu całego roku. Mały Budda oświadcza: „Ja jestem tym, którego czci  cały świat.” „Ja” to nie ty ani ja, „ja” zawiera wszystko. W tym sensie „ja” nie jest małym ja, lecz znacznie większym, które znajduje się za małym ja. I am the world-honored one. Głosi Mały Budda wskazując jednym palcem w stronę nieba, drugim w stronę ziemi. Jego proklamacja jest rykiem lwa.
„Czczony przez cały świat” oznacza również tobie z urodzenia przysługujące prawo. Mimo że urodziłeś się z matki i ojca, masz również inne, większe dziedzictwo i inne pochodzenie. Mały Budda oznajmia, że właśnie ty jesteś czczony przez świat. Ponad królami i królowymi, prezydentami, niebiańskimi istotami, dewami, demonami, tytanami – czczony przez świat. Dobrze jest to wiedzieć. Jednak największym i najbardziej twórczym, co możesz zrobić w ciągu całego życia jest prawdziwe poznanie i urzeczywistnienie tego. To nie jest tylko historyjka o kimś innym niż ty sam. Dogen napisał poemat o tych narodzinach. To bardzo ciekawe. W Dziełach Zebranych, Eihei Koroku, Tom Pierwszy, Przypadek 75:
„Niebo rozjaśnia się przez długi okres czasu. Dzisiejszego dnia, w niebiosach i na ziemi, blask jest przejrzysty, głęboki i piękny. Zatoczywszy koło i wykonawszy siedem kroków, Mały Budda zmęczył się bardzo. I Zgromadzeni nie mogli powstrzymać się od uśmiechu i od śmiechu”.
Naprawdę miło, że Dogen to napisał. Miał poczucie humoru – żartował z Małego Buddy. Wskazuje również na szczególną perspektywę Zen. Zrobiwszy siedem kroków i wygłosiwszy oświadczenie, wydawszy ryk lwa, Mały Budda był po prostu bardzo zmęczony.
Z powodu uszkodzenia mojego dobrego stawu skokowego, tego, który pięćdziesiąt dwa lata temu ocalił mi życie, gdy miałem wypadek samochodowy, robię swego rodzaju odosobnienie. Pozostali utrzymują stały rozkład dnia, co bardzo doceniam. Czasami słyszę dzwony, bęben, Kon-Ro-Mon (*2) wczorajszej nocy... Opowiem trochę o tym, co robię. Napisałem wiersz o słońcu: „Wschodzące wschodnie słońce dotyka szczytów gór i sosen. Zachodzące zachodnie słońce powraca do szczytów gór i sosen”. Właśnie to widzę z okna mojej sypialni. Nigdy wcześniej nie myślałem o tym w ten sposób. Patrzyłem na ścianę sypialni, na której wisi obraz Bodhidharmy Beum-yu, zdjęcia nowego Karmapy, zdjęcie Roshiego Maezumiego, Dae Soen Sa Nima i moje w Korei oraz zdjęcie Jego Świątobliwości Dalajlamy zwiedzającego Warszawskie Getto. Wiele zdjęć. Intensywność tej całej ściany nagle wzrosła, jakbym siedział naprzeciw Kanzeon. Nigdy wcześniej nie widziałem tego w ten sposób, w końcu to tylko moja sypialnia.
To samo na zewnątrz - wiosenna jaskrawość pełna kolorów, błyszcząca zieleń trawy, młody dąb z delikatnymi, jasnozielono żółtawymi listkami, leniwie budzące się sarny i jelonki, wychodzące z lasu na chyboczących się nóżkach i skubiące młodziutkie liście. Są tam sekwoje i sosny. Mówi się, że jedno drzewo o wysokości 50 - 60 stóp produkuje tlen w dla 10 ludzi. A przecież tutaj w górach jesteśmy otoczeni przez cały las. Są madrony (*3), wawrzyny i wiele innych gatunków drzew. Nie wspominając o owadach. Z mojego okna mogę naliczyć osiemdziesiąt pszczół na minutę przelatujących w prawą stronę. A każdy ul ma sto tysięcy pszczół. Wyobraźcie sobie – „pracowity jak pszczoła”. I one wiedzą, kiedy wyfrunąć, kiedy powrócić. Nietoperze wieczorem robią to samo. Jakże piękne jest to miejsce, w którym żyjemy. Niesamowite. Jestem tak wdzięczny.
Wnętrze sypialni i świat zewnętrzny to niemal ta sama rzeczywistość. Zdumiewające jest, że króliki, ptaki, indyki i pszczoły współżyją w jednym środowisku. Mój najstarszy wnuk mówi: zobacz, sarna! A ja: wiesz, one tu mieszkają. Cała orkiestra zdarzeń. Goniące się króliki, większe niż zwykłe. Któregoś dnia pomyślałem: teraz wiem, dlaczego królik ma długie uszy a indyk długą szyję, dlatego że trawa jest wysoka. Później, gdy trawa urosła, okazało się, że to nieprawda. Indyki pojawiają się wiosną i są po prostu zdumiewające. Ogniście czerwone podgardla, niebieska twarz pokryta jakby białym pudrem, trochę jak w teatrze Kabuki. Pióra nastroszone, chodzą w koło jak w teatrze No. Bardzo powoli, krok po kroku, kinhin, robią swoje. Wewnątrz i na zewnątrz wibruje to samo życie.
Może znacie filmy Edwarda Nortona? To jeden z moich ulubionych aktorów. Zainteresował się ekologią. Próbuje pomóc planecie. Nam chodzi o coś więcej niż pomaganie planecie – ty jesteś planetą. Pomagamy planecie i wszystko jest teraz „zielone”. Ale rzecz „tam” jest rzeczą „tutaj”. To ta sama rzecz. Zasługuje na taki sam szacunek. To jesteś ty. To nie ja i ty, lecz to wszystko ty. Właśnie takie oświadczenie wygłasza Budda. To wszystko „Ja jestem tym, którego czci cały świat”. Utraciliśmy ducha życia w takim sensie, że próbujemy coś zrobić dla rzeczy poza nami, co jest dobrym początkiem, przynajmniej jest jakiś początek. Jednak rzeczy poza nami istnieją bardzo intymnie wewnątrz nas samych. Wyłączamy światło nie po to, by zaoszczędzić na rachunkach. Nie mówimy o pieniądzach, lecz o szacunku dla życia światła. Szacunek dla światła naszego życia – jak długo będzie świeciło? Gdy schylasz się, by podnieść drobinkę kurzu, podnosisz cały wszechświat. To nie jest drobinka kurzu, to nie jest tylko nazwa.
Nasze wnuki w pewnej chwili zaczynają identyfikować obiekty. Krok po kroku identyfikując, pozbawiają je świętości, którą miały wcześniej. Mój wnuk Ejo, choć nikt go nie uczył, umie powiedzieć: to jest nos. Czasem więc pytamy: Ejo, gdzie jest twój nos? A on... Już nie chce więcej tego robić.
Czytałem ostatnią publikację Mistrza Sheng Yena z tradycji Chan, który zmarł w lutym, kiedy my praktykowaliśmy ango (*4). Dotyczyła transmisji. Japonia leży na wyspie, a Korea i Chiny są krajami lądowymi, co jest źródłem wielu różnic. My tutaj również musimy znaleźć własną drogę. Sheng Yen mówił o przekazie w otwarty sposób i pomyślałem, że może to bardzo postępowe, ale teraz sądzę inaczej. On pochodzi z wnętrza lądu. Japończycy – wyspiarze - mają skłonność do sekretów, zasłaniają usta. W tym czasopiśmie Sheng Yen wypowiada się  bardzo otwarcie. Twierdzi, że osoba otrzymująca przekaz musi mieć trzy jakości. Nie ma znaczenia, czy ta osoba jest oświecona. To bardzo ważne.
Przez pierwsze dziesięć lat praktyki Zen czułem, że nic nie mogę zrobić, bo nie jestem oświecony. Mogłem robić zwykłe rzeczy, ale nie umiałem podejmować decyzji w sprawach grupy Zen, bo nie byłem oświecony. Utrzymywałem to przekonanie bardzo długo.
Sheng Yen pisze, że najczęściej zadawanym mu pytaniem jest: czy jesteś oświecony? Bardzo ciekawe pytanie. On odpowiada: tak naprawdę nie ma znaczenia, czy jestem oświecony, mogę jednakże poprowadzić cię do twojego oświecenia. Nie mówimy o nim, lecz cały czas mówimy o nas samych, to jest ważne. Palec zawsze wskazuje na ciebie, nie na kogoś innego. Pomyślałem, że to dobrze. Odwrócił pytanie. A potem dał przykłady.
Spotkał Jet Lee. Jet Lee, zanim został hollywoodzkim aktorem, był mistrzem sztuk walki. I to nie tylko przez jeden sezon. Był pięć razy mistrzem całych Chin. To naprawdę coś. Sheng Yen zapytał: kto był twoim nauczycielem? Czy twój nauczyciel również był mistrzem? Nie. Więc to jeden przykład. Sympatyczny, prawda? Jak w NBA. Czy Phil Jackson i trenerzy potrafią grać? Nie. Sheng Yen chyba miał kontakt z Daidoo Loori.  Maezumi Roshi polecił Daido, by założył ośrodek Zen. Daidoo Loori odparł, że nie jest oświecony. Po prostu załóż ośrodek – powiedział Roshi. Po prostu zrób to. To ciekawe. Po prostu kontynuuj. Bo nie utkwiłeś na słowie, nie jesteś przywiązany do słowa oświecenie. To przeceniane słowo. Wszyscy na nim utknęli. Prawdziwe zdanie brzmi: Mogę cię pokierować, byś sam osiągnął oświecenie. Oto parę ciekawych przykładów.
Na ostatnią mowę Mistrza Sheng Yena przybyło 30 uczniów z całego świata. A on dał przekaz bezpośrednio tam w pokoju. Trzy jakości. Po pierwsze, musisz mieć chociaż trochę zrozumienia Buddadharmy. Nie tylko trochę, to musi być dobre zrozumienie. Po drugie, musisz być społecznie, to znaczy psychologicznie i mentalnie stabilny. Twój styl życia, tutaj i na Górze Sonoma, i poza nią pozostaje bez zmian. Jest stabilny w swojej prawdzie, że pierwotnie jesteś Buddą. Niezależnie od tego, co myślisz. Po trzecie, współczucie – by dzielić się tą mądrością i wiedzą z innymi ludźmi. Bo pragniesz się dzielić. Masz coś dobrego do jedzenia, codziennie gotujesz i jesz, wspaniale, nie mogę się doczekać kolacji, bo już nie pijesz i nie palisz, więc jesz, ale później chcesz, by ktoś jadł razem z tobą, żebyś mógł się podzielić. Z tym jest tak samo. Trzy jakości, trzy wymagania.
Jest jeszcze trochę cytatów potwierdzających to, na co wskazuję. Ta część o tym, że Mały Budda był „po prostu tak zmęczony”. To koreańskie powiedzenie. Just so. Po prostu tak. To może być zwykłe powiedzenie, lecz jest to również powiedzenie Zen. Po prostu tak. Tak jak jest. Bez projekcji. Japończycy z reguły nic nie wyjaśniają. Ale nawet wyjaśnione, to wciąż jest tylko wyjaśnienie. Nadal musisz to urzeczywistnić. Mimo że to już jest wyjaśnione, wciąż musisz to urzeczywistnić. Myślę, że mogę coś o tym stwierdzeniu powiedzieć. Czy to nie jest intrygujące? Czy Dogen tylko żartuje z Małego Buddy? Mówi coś bardzo ważnego.
Teraz cytaty z Chinula. Chinul mówi o samadhi i prajni. Mówi, że te dwa elementy we wszystkich tysiącach różnych praktyk medytacyjnych są nie do uniknięcia, muszą się pojawić. Samadhi to twój pierwotny spokój. Czy zdajesz sobie z tego sprawę czy nie, on zawsze jest. By go zrównoważyć, musi pojawić się prajna. Ona jest funkcją samadhi, aktywnością samadhi, jasnością, przejrzystością umysłu. Przejawia się  w sposobie, w jaki pracujesz z ludźmi, w jaki przebywasz z nimi w codziennym życiu.
„Podstawa umysłu to Natura Buddy”. Inaczej, twoja pierwotna natura – to tylko różne słowa opisujące jeden fakt, jeden stary fakt – że jesteś Buddą. „Podstawa umysłu, która jest bez rozproszenia, to samadhi. Podstawa umysłu, która jest bez iluzji, to prajna.” Twoja mądrość, twoja funkcja. Chinul pisze dalej –(kiedyś zmieniałem słowa sugerujące rodzaj męski na żeńskie, a potem na „osoba”, teraz po prostu przeczytam tekst, który mówi „mężczyzna”, ale nie przywiązujcie się do słów) - „Dla urzeczywistnionego mężczyzny utrzymywanie samadhi i prajni w tym samym natężeniu nie wymaga wysiłku. Ponieważ on nigdy nie troszczy się o czas ani miejsce. Podczas widzenia form i słyszenia dźwięków, on jest po prostu tak. Podczas noszenia ubrań i spożywania jedzenia, on jest po prostu tak. Podczas oddawania kału i moczu, on jest po prostu tak. Podczas mówienia z ludźmi, on jest po prostu tak. W każdym czasie, czy mówiąc czy milcząc, czy radosny czy zagniewany, on jest po prostu tak. Jak pusta łódź płynąca na falach podąża za wzniesieniami i zboczami. Lub jak potok przecinający góry podąża za szczytami i równinami. W jego umyśle nie pojawia się intelektualizacja. Dzisiaj, spoczywa w spokoju, naturalnie w każdych warunkach, bez rozproszeń i przeszkód. Jutro, w każdej sytuacji, spoczywa naturalnie w spokoju. Podąża za wszelkimi uwarunkowaniami bez rozproszenia i bez przeszkód. Ani nie eliminuje niechwalebnych czynów, ani nie kultywuje chwalebnych.”
To cudowne. Postępować dobrze, nie postępować źle – nie chodzi nawet o to. To jest uwalniające. Stan umysłu, wyłaniający się z pierwotnego dziedzictwa, stanowi ostateczne współczucie. Nie musimy być dobrzy, bo już jesteśmy dobrzy. Ale odkrycie, czym jest pierwotne dziedzictwo, wymaga wiele praktyki.
„Jego charakter cechuje bezpośredniość, bez krętactwa. Jego widzenie i słyszenie powracają do normalności i nie ma już obiektów zmysłów, z którymi można wejść w kontakt, co spowodowałoby więcej splamień. Dlaczego miałby on się trudzić próbami unikania, skoro nie ma ani jednej myśli stwarzającej iluzje. Nie musi robić wysiłku, by porzucić wszelkie uwarunkowania.” To jest po prostu tak. Mały Budda był po prostu tak zmęczony. To oznacza, że wszystko, co robicie, jest wzniosłym funkcjonowaniem esencji umysłu. Jednakże nie odkrywamy, że tak jest, nie urzeczywistniamy. Nie chodzi nawet o stanie prosto. Chodzi o bycie przekrzywionym. Wędrujący umysł pełen rozpraszających myśli. To jest funkcja wzniosłej esencji umysłu.
Przeczytam coś jeszcze. Te notatki zachowałem z Polski, dostałem je od shuso może 20 lat temu, raczej 15. Zaintrygowały mnie, więc poprosiłem o kopię. To jest o twoim umyśle. Słowa Bodhidharmy, który siedział 9 lat przed ścianą. Żelazny człowiek triatlonu to przy nim nic, bo większość ludzi siedząc tak prawdopodobnie by zwariowała. On siedział w jaskini w Chinach. Wybraliśmy się do tej jaskini w 1988 roku. Nie jest zbyt duża i znajduje się na górze. W tamtych czasach ludzie mieszkali w jaskiniach. Jego najważniejszą nauką było, że Zen wskazuje wprost na umysł i przez to odkrywasz swoje wyzwolenie. Za wami znajduje się obraz Bodhidharmy Beum-Yu, przed nim piękna gałąź sosny. Znacie historię o tym, dlaczego oczy Bodhidharmy wyglądają tak śmiesznie? Ponieważ w przeciągu tych dziewięciu lat czasami zapadał w sen, odciął sobie powieki. Opowieść głosi, że gdy jego powieki upadły na ziemię, wyrosły z nich liście herbaty. Dlatego tak wygląda. Cisza jest jak grzmot. Bycie cicho, nawet nie chodzi o to, że ty jesteś cicho. To coś więcej, coś więcej niż grzmot, to źródło grzmotu, znacznie więcej niż grzmot, czy światło czy cokolwiek, co możemy o tym powiedzieć. Obraz Beum-Yu.
Pamiętacie, Eko, który był jego pierwszym sukcesorem., Ogromnie wzburzył się. Nie wiadomo skąd, ale przewędrował w Chinach tyle mil. W tamtych czasach to nie było zwykłe podjechanie pod górę samochodem, ale piesza wędrówka, spotkania z tygrysami, bandytami, złodziejami. Ryzykując życie wyruszasz w podróż w górę, by spotkać Bodhidharmę. Eko wyznał, że był bardzo wzburzony, ponieważ jego umysł był zmącony. Odbył tak długą podróż i chciał zaprezentować się w dobry sposób, ale jego umysł był pełen myśli i konfliktów. Bodhidharma powiedział: „Proszę, daj mi swój zmącony umysł.” I to był koniec ich rozmowy. Eko odszedł i próbował znaleźć swój umysł, a gdy wrócił powiedział: „Nie mogę znaleźć mojego zmąconego umysłu”. „Zatem uspokoiłem twój umysł” – odrzekł Bodhidharma. Piękny dialog, dopiero zaczynam go rozumieć.
Te dwa akapity traktują o umyśle. „Prawdziwe ciało to twój umysł.” Nie chodzi tu o fizyczne ciało. „Ten umysł nigdy nie zmienił się poprzez kalpy i eony, bez końca i początku. Nigdy nie żył ani nie umarł. Nigdy nie pojawił się ani nie zniknął. Nigdy nie wzrósł ani nie zmalał. Nie jest ani czysty ani splamiony, dobry ani zły, przyszły ani przeszły. Nie jest prawdziwy, nie jest fałszywy. Nie jest męski, nie jest żeński. Nie pojawia się ani jako mnich ani jako osoba świecka. Ani jako zaawansowany ani jako początkujący. Ani mędrzec ani głupiec, Budda ani śmiertelnik. Nie szuka oświecenia ani nie doświadcza karmy. Nie ma mocy ani formy. Jest jak przestrzeń. Nie możesz go posiąść ani stracić. Jego ruchy nie mogą być powstrzymane przez żadną górę, rzekę, skałę, ściany. Jego niedosiężna siła przenika na wskroś pięć skandh (elementów świadomości). Przekracza góry i rzeki samsary. To ciało nie może być ograniczone przez naszą karmę. Jest to subtelny umysł. Codziennie wszyscy chcieliby go widzieć, a ci, których dłonie i stopy są przez niego poruszane, są niezliczeni jak piaski Gangesu. Lecz gdy ich zapytasz, oni nie wiedzą, nie umieją dać odpowiedzi, kto porusza tymi dłońmi i stopami. Budda powiedział, że ludzie żyją w iluzji. Dlatego wpadają do rzeki samsary. A gdy starają się z niej wydostać, ta rzeka wciąga ich głębiej i głębiej. Dzieje się tak, ponieważ nie widzą swojej natury. Gdyby nie byli tak pogrążeni w iluzji, czy pytaliby o to, co jest tuż na wprost nich? Nikt nie rozumie ruchów własnych dłoni i stóp. Budda się nie mylił, ludzie pogrążeni w iluzji nie wiedzą, kim są. Tak trudna do przejrzenia rzecz, może zostać rozpoznana tylko przez Buddę. Tylko mędrzec zna umysł. Umysł zwany naturą ja, podstawą umysłu, nie może być ograniczony ani przez życie ani śmierć ani przez nic. Jest zwany również Tathagatą, niedoścignionym. Nazwy, imiona mogą się różnić, lecz esencja jest zawsze ta sama. Podobnie odmiany buddyzmu są różne, ale żadna nie pomija umysłu.”
To są różnice między czującymi istotami a Buddą i bodhisattwami. Buddowie wiedzą, jak chronić umysł.
Jeszcze dwa cytaty. „Od rana do wieczora, przez dwanaście godzin dnia, w trakcie wszystkich swoich działań, widzenia, słyszenia, śmiechu, rozmawiania, bycia zagniewanym lub szczęśliwym, czynienia dobra lub zła, ostatecznie, kto to jest, kto jest w stanie wykonywać wszystkie te czynności? Przemów. Jeśli powiesz, że działa fizyczne ciało, jak to możliwe, że w momencie śmierci człowieka, mimo iż ciało nie uległo jeszcze rozpadowi, oczy nie widzą, uszy nie słyszą, nos nie czuje zapachów, język nie mówi, ciało się nie rusza, ręce nie chwytają, nogi nie biegną. Jak to możliwe? Powinieneś wiedzieć, że to, co jest w stanie wykonywać wszystkie te czynności, to pierwotny umysł. To nie jest mózg. To esencja umysłu wykonuje wszystkie te rzeczy. „To nie fizyczne ciało. Co więcej, cztery elementy, z których składa się fizyczne ciało, są ze swojej natury puste. Są jak obrazy w lustrze lub odbicia księżyca w wodzie. Jak mogłyby one być przejrzyste i nieustannie świadome, zawsze jasne i nigdy nie przesłonięte i jak mogłyby wprawiać w ruch wzniosłe funkcje niezliczone jak piaski Gangesu. Z tego powodu jest powiedziane: Czerpanie wody i rąbanie drewna to duchowe moce i wzniosłe funkcje.”
W czasach bitników zdanie - „noszenie wody i rąbanie drewna na opał” przykuwało moją uwagę , nie wiedziałem dlaczego. To są wzniosłe funkcje. Nie tylko czerpanie wody i rąbanie drewna, lecz wszystkie funkcje przynależne rodzajowi ludzkiemu są funkcjami najwznioślejszej esencji umysłu. Wszystkie cytaty są po to, by potwierdzić, co już zostało potwierdzone.
Mnich zapytał Chinula: „Jeśli mówisz, że Natura Buddy istnieje teraz, dlaczego nie mogę jej zobaczyć?” Chinul: „Jest w twoim ciele, ale oczywiście, że jej nie widzisz. Ostatecznie, czym jest ta rzecz, która w przeciągu dwunastu okresów dnia zna głód i pragnienie, zimno i gorąco, gniew i radość? To fizyczne ciało stanowi syntezę czterech warunków: ziemi, wody, ognia, wiatru. Ponieważ materia jest pasywna i nie czuje, jak mogłaby widzieć, słyszeć, czuć i wiedzieć? To, co jest w stanie widzieć, słyszeć, czuć i wiedzieć, to siłą rzeczy twoja Natura Buddy. Twoja podstawa umysłu, pierwotna natura, natura ja. Z tego powodu Rinzai powiedział: „Cztery wielkie elementy nie wiedzą jak wykładać Dharmę lub słuchać Dharmy. Pusta przestrzeń nie wie, jak wykładać Dharmę lub słuchać tego ja, które wie, jak wykładać Dharmę lub słuchać Dharmy. Ta bezforemna rzecz jest Pieczęcią Dharmy wszystkich Buddów, twoim pierwotnym umysłem. Ponieważ natura Buddy istnieje w twoim ciele właśnie teraz, dlaczego szukasz jej na zewnątrz? Dlaczego szukasz jej gdzie indziej? Jeżeli nie umiesz tego przyjąć, przypomnę parę przykładów ze starożytnych czasów. Miał wtedy miejsce dialog między Czcigodnym Marati  i królem. Król zapytał: ‘Czym jest Budda?’. Czcigodny: ‘Widzenie natury to Budda’. ‘Czy Mistrz widział już tę naturę Buddy?’ ‘Tak, widziałem naturę Buddy.’ ‘Zatem gdzie jest natura Buddy?’ ‘Natura Buddy jest obecna w wykonywanych czynnościach.’ ‘W trakcie wykonywania czynności, nie jestem w stanie jej zobaczyć.’ ‘Przejawia się w bieżących czynnościach, Wasza Wysokość po prostu jej nie widzi.” To było dość odważne stwierdzenie z jego strony, bo król mógł go skrócić o głowę. W tamtych czasach nie mówiło się tak do króla. „’Ale czy ja również ją mam czy nie?’ ‘Jeśli Wasza Wysokość wykonuje czynności, nie ma żadnej, w której byłaby ona nieobecna. Gdyby Wasza Wysokość nie działał, jej esencję trudno byłoby dostrzec.’ ‘Ale gdy człowiek działa, w ilu miejscach ona się pojawia?’ ‘Pojawia się w ośmiu różnych miejscach.’ ‘Czy mógłbyś opisać te osiem miejsc?’” - niesamowite, prawda? – „’W łonie, nazywamy ją płodem. Narodzona, zwana jest dzieckiem. W oczach nazywamy ją widzeniem. W uszach nazywamy ją słyszeniem. W nosie czuje zapachy. W języku mówi. W dłoniach chwyta. W stopach biegnie. Rozwinięta, zawiera całe światy niezliczone jak piaski Gangesu. Zwinięta, istnieje w najmniejszej drobinie kurzu. Ci, którzy ją rozpoznali, wiedzą, że jest to natura Buddy. Ci, którzy nie rozpoznali, nazywają ją duszą albo duchem.’” Ciekawe, prawda? Kiedy król słuchał, jego umysł otworzył się ku przebudzeniu.
Jeszcze jeden krótki cytat. „Mnich zapytał innego nauczyciela, Hui-Tsanga: ‘Czym jest Budda?’ Nauczyciel odrzekł: ‘Odpowiem ci, ale obawiam się, że mi nie uwierzysz.’ ‘Jakże bym ośmielił się nie wierzyć w szczere słowa wielkiego mistrza?’ Mistrz odpowiedział: ‘To ty.’ ‘Jak możesz tego dowieść?’ ‘Jeśli choć jedna rzęsa pojawi się w twoim oku, z całego nieba zaczną spadać kwiaty.’” Jeśli masz choć jedną rzęsę w oku, wystarczy jedna mała rzecz, żeby całkowicie wpłynąć na twoje postrzeganie. Kwiaty spadną z nieba. Jest taka historia o kwiatach na niebie, które oznaczają iluzję. Ich spadanie to podtrzymywanie tej iluzji. Innymi słowy, jeśli istnieje chociaż jedna zakłócająca myśl lub iluzja w umyśle, nie będziesz w stanie tego zobaczyć. Mnich usłyszał i zrozumiał.

 

Tłumaczenie z nagrania: Agata Sobiecka
Współpraca: Jurek Kuun

 

*1 wyjaśnienie od tłumacza
*2 przyp. tłumacza: ceremonia dla głodnych duchów
*3 przyp. red. w Europie nazywane drzewami poziomkowymi
*4 przyp. red. Mistrz buddyzmu czan Shifu Sheng Yen zmarł 3 lutego 2009 w swoim klasztorze Dharma Drum Mountain na Tajwanie, miał 78 lat.