Jesienna zadumka

 
Jest tradycyjnie: mrzawka, chłód, wiatr, opadające liście, krótkie dni, długaśne noce, zbliżające się "święto zmarłych".  No i ta forma zwana "ja", której coraz mniej się chce. Coś, może instynkt, każe jednak wykonywać pewne ruchy. Zwierzaki nakarmić, w piecu napalić, dechę przybić, przerabiać stosy jabłek i śliwek na sok. Po co? Żeby "przetrwać"? Przecież i tak wszyscy umieramy, a wszędzie i zawsze wciąż pełno tych samych "grzechów głównych", cymbały wrzeszczą, armie się zbroją i człek zdaje się niczego nie uczyć.

Przypomniał mi się pewien wiersz, zapragnąłem przytoczyć i sięgnąłem na półkę po maluśki, czarny tomik. "Japońskie wiersze śmierci". Nie pamiętam już, o jaki wiersz chodziło, zapomniałem. A wszystko przez to, że wlepił mi klapsa, pogilał i utulił niejaki Kinei, autor pierwszego "haiku" we wspomnianym zbiorku. Panie i Panowie. Oto Kinei, głos sprzed ponad dwustu lat:
 
Jesienne kwiaty mej modlitwy
kryją w sobie
nasionka raju
 
Ps. Już wiem o jaki wierszyk chodziło mi wcześniej. Równie genialny. Ale pochodzi z innego zbiorku i z jeszcze dalszych czasów. "Szukajcie, a znajdziecie", na pewno leży gdzieś zakurzony na półce.
 
Serdeczności. Howgh!