Czym jest wdzięczność

 

Wywiad z Jakusho Kwong Roshim

 

Kochani, pewnego dnia redakcja magazynu „Charaktery” napisała do Roshiego z prośbą o krótki artykuł na temat wdzięczności. Roshi poprosił, żebym przeprowadziła z nim wywiad na ten temat i przesłała materiał do redakcji. Tak też zrobiłam. Redakcja skróciła tekst do strony. Ja ten tekst potem jeszcze opracowałam i tak oto w styczniowych Charakterach możemy „poczytać” Roshiego. To, co poniżej to cały wywiad. Szkoda mi było trzymać go tylko dla siebie, więc się z Wami dzielę. Miłej lektury!
Małgosia Sieradzka

 

Czym jest wdzięczność?
„Dana” – szczodrość, jest formą wdzięczności. Słowo „dana” to stare palijskie słowo i oznacza dawanie. To jest jedna z sześciu paramit  w buddyzmie (paramita – doskonałość, cnota. Sześć paramit to: szczodrość, dyscyplina, cierpliwość, wysiłek, koncentracja, mądrość – przyp. tłum.). Paramity zabierają cię na drugi brzeg morza cierpienia. Wszystko, co się przed nami pojawia jest aktem dawania, na przykład drzewa. Bez tego wszystkiego, nie byłoby nas. Nawet ten dym unoszący się z kadzidła oddaje się powietrzu swobodnie. To bardzo ważne, abyśmy uznali ten fakt, abyśmy byli świadomi, że bez aktu dawania – nie byłoby nas tutaj. I jest to bardzo piękne. To nie jest tylko rzeczywistość materialna... Uczestniczyłem kiedyś w ceremonii herbaty, którą odprawiała Mitsu Suzuki – żona Roshiego Shunryu Suzukiego. Podczas takich ceremonii całkiem naturalnie kwiaty na ołtarzu się otwierają, ponieważ w pomieszczeniu jest tyle energii. Po ceremonii pani Mitsu Suzuki miała krótką mowę. Myślałem, że to będzie mowa, dotycząca herbaty, ale ona mówiła o życiu i śmierci. Bo właśnie tego dotyczy ceremonia herbaty i tego dotyczy zazen. Mówiła, że oddałaby swoje życie komuś, kto potrzebowałby jej życia, kto choruje na AIDS, młodej osobie chorującej na raka. I to jest właśnie dawanie, wdzięczność. W zasadzie słowo „wdzięczność” czy „szczodrość” to są tylko słowa, ale za nimi kryje się siła życiowa. Tak jak z moim dwuletnim wnuczkiem. Czasem próbuję go zaskoczyć, ale on się odwraca i śmieje się. To jest wezwanie i odpowiedź. To naturalna odpowiedź. Jesteśmy jednak tak uwarunkowani, że nie słyszymy siebie nawzajem, nie odpowiadamy sobie nawzajem, nawet mówiąc „dzień dobry” czy „proszę”, A to chodzi o proste, podstawowe gesty.
Dawanie czy szczodrość pokazują także dojrzałość ucznia – w jakim stopniu potrafi siebie dać. Nie chodzi o pieniądze, ale na ile potrafi oddać siebie życiu. Kiedy dajesz, to wraca do ciebie. Ale nie możesz myśleć o tym, że jeśli dasz tyle, to tyle do ciebie wróci. To naturalny proces. To ludzka natura. Nasze uwarunkowanie powstrzymuje nas przed dawaniem. „Nikt nie daje, więc czemu ja mam dać?”. To sprawia, że przestajemy być ludźmi.
Co masz na myśli mówiąc o dojrzałości ucznia? Że dojrzałość ucznia to oddawanie siebie życiu?
To, w jaki sposób uczeń się kłania mówi o jego dojrzałości. Kłanianie się sobie nawzajem to akt dawania, przekraczania swojego uwarunkowania. Ja rozpoznaję ciebie, ty rozpoznajesz mnie. Gdy się kłaniasz jest taki moment, gdy następuje pauza. Czas i przestrzeń zatrzymują się. To jest gest wdzięczności.
Prawdopodobnie, gdy popełnisz wiele błędów, wtedy naprawdę potrafisz docenić to, co już masz. Musisz dotknąć dna kilka razy, aby być naprawdę wdzięcznym za swoje życie...
Musisz dotknąć dna wiele razy (śmiech). Ale to część życia, część życia wszystkich ludzi. Im bardziej nie chcesz tego zaakceptować, tym trudniejsze się ono staje. To prawda dla tych, którzy praktykują Dharmę i tych, którzy nie praktykują. My mamy szczęście, że mamy Dharmę, jakiś grunt dla tego wszystkiego, co spotyka nas w życiu.
Roshi, mógłbyś powiedzieć, że ten Wielki Umysł, o którym nauczasz, to umysł wdzięczności wobec wszystkiego, co spotykamy?
Tak. Jesteś wdzięczny nawet za to, czego nie lubisz. Dzięki tej wdzięczności całe nasze życie staje się inne. Rozumiesz, że twoje życie to prezent dla ciebie, że te rzeczy, które nie są miłe to mały dar Dharmy. Kiedy zaczynasz badać skąd to pochodzi, odkrywasz, że jest to poza dobrem i złem. Ludzkie istoty są uwarunkowane, by dzielić na „dobro” i „zło”. Jednak nie zawsze to, co wydaje nam się dobre, jest dobre. I nie zawsze to, co wydaje się złe, jest złe.
Zdaje się, że dzięki praktyce medytacji, potrafimy być wdzięczni nawet za błędy, które popełniliśmy, za przykre sytuacje i zdarzenia, bo widzimy, że stają się naszymi nauczycielami.
Tak. To fantastyczne. To najlepsza rzecz, jaką możesz zrobić, ponieważ zabierasz swój umysł wszędzie, dokąd idziesz. Praktyka pozwala ci odkryć, że posiadasz wewnętrzną zdolność doceniania rzeczy, jakbyś widział je zawsze po raz pierwszy, bez oczekiwań. Ale to wymaga treningu.
A co z ludźmi, którzy mają naprawdę ciężkie życie, cierpią dużo i w ich odczuciu nie mają być za co wdzięczni? Czy dar życia jest czymś, za co mogą, powinni być wdzięczni?
Jeśli osoba cierpi tak bardzo, to nienawidzi każdej chwili swojego życia. To jest życie w piekielnej rzeczywistości. Jak taka osoba może być wdzięczna, jeśli wszystko wydaje się być tak trudne? Może, jeśli jesteś bezdomny i ktoś ofiaruje ci coś do jedzenia, jakieś ciepłe ubranie, wtedy jesteś szczęśliwy, wtedy jesteś wdzięczny. Czasem ci ludzie nie mogą się z tego wydostać.
Myślisz, że to dobry pomysł, żeby praktykować wdzięczność? Budzisz się rano i próbujesz znaleźć coś, za co jesteś wdzięczny?
O tak. Fakt, że otworzyłaś oczy, to już jest coś, za co możesz być wdzięczna.
Ale ja pamiętam te momenty, kiedy otworzyłam oczy i czułam ciężar depresji i nie bardzo byłam wdzięczna, że je otworzyłam. (śmiech) Ale wtedy przypominałam sobie o Tobie i Dharmie i czułam, że to jest coś, za co jestem wdzięczna, coś, co uratowało i wciąż ratuje moje życie...
Dziękuję. Ale wiesz w takich momentach, kiedy nie możesz wstać, dobrze jest myśleć o takich ludziach jak siostra karmelitanka Miriam, która jest pustelnicą. Pozostanie w odosobnieniu aż do 2011 roku i nie będzie rozmawiać z nikim do tego czasu. Jacek Kuroń zachęcił mnie kiedyś, abym ją poznał. Jeśli są ludzie, którzy robią takie rzeczy jak ona, to jest to inspirujące. Więc kiedy budzisz się i nie czujesz się zbyt dobrze, myślisz o kimś innym i to pomaga ci wstać.
Możesz coś powiedzieć o Tobie i Roshim Suzukim – twoim nauczycielu? Relacja ucznia i nauczyciela w Zen jest bardzo ważna. Więc za co jesteś mu wdzięczny?
Gdyby nie on nie miałbym tak dobrego życia. Niedawno byłem na wycieczce z moją rodziną i powiedziałem do mojego syna, że to są moje „złote dni”. Ja i moja żona mamy już ponad siedemdziesiąt lat i jesteśmy niezmiernie wdzięczni za nasze życie. Nasze lata są złote. Nigdy nie myślałem, że będziemy mieli pieniądze czy takie miejsce, jak ten ośrodek na Górze Sonoma. Jesteśmy bardzo wdzięczny za swoje życie, i to dzięki naukom Buddy. Nie kłócimy się, bo nie ma o co się kłócić. Myślimy w ten sam sposób, choć jesteśmy różni. Nigdy nawet nie wyobrażałem sobie, że moje życie będzie tak wyglądało.
Więc mógłbyś powiedzieć, że Twoje życie zaczęło się w momencie, gdy poznałeś Roshiego Suzukiego?
Tak. Bo był kimś, komu mogłem zaufać. Nie oceniał mnie. To ja oceniałem siebie. Gdy go widziałem, zawsze chciałem się właściwie zachować. Bałem się popełnić błąd, ale on i tak zawsze widział moje błędy. Na samym początku, mieliśmy z nim tylko jedno spotkanie w roku. Bałem się odzywać, gdy go widziałem. I pewnego razu, gdy tak siedziałem i nic nie mówiłem, podał mi kartkę papieru i powiedział „Czy mógłbyś napisać jak masz na imię?” (śmiech). On ofiarował mi moje życie. Pokazał mi jakie ono może być...
Jest wiele ludzi, którzy są wdzięczni Tobie. Jak to jest otrzymywać tyle gestów wdzięczności?
Po prostu oddajesz to, co otrzymałaś. Nie trzymasz tego. Jeśli trzymasz, to masz problem. Nie myślę o tym za dużo. To jak wezwanie i odpowiedź. Wezwanie to czyjaś wdzięczność dla ciebie, a następnie ty odpowiadasz, dając coś tej osobie, uznając tę osobę, widząc ją! W tym samym czasie nic nie dodajesz do tego. Nie mierzysz, ile otrzymałeś.
Ale jak nie mierzyć? Czasem ludzie robią to naturalnie.
No więc są w kłopocie. (śmiech).
Ale czy nie jest tak, że to, co nie mierzy, to otwarte serce? Uda ci się nie mierzyć tylko wtedy, gdy jesteś otwarty i gdy otrzymując, po prostu przyjmujesz i oddajesz. To taki naturalny przepływ pomiędzy ludźmi. Lecz kiedy ktoś jest spięty, wtedy trzyma to, co otrzymał...
I wtedy umiera. Jego siła życiowa umiera. Mówisz o otwartym sercu, więc muszę wspomnieć, że w Azji serce to także umysł, a umysł to wszechświat. Więc to serce, które ty masz na myśli, to serce emocjonalne. Myślę, że lepiej jest użyć wyrażenia „nieporuszone otwarte serce”. Kiedy młodzi ludzie myślą o otwieraniu serc wobec siebie, to nie wystarczy. Możemy w ten sposób zostać zatruci. Kiedy praktykujesz medytację, twoje serce-umysł się otwiera. Możesz nawet płakać, ale nie przyjmujesz toksyn. Przyjmujesz cokolwiek się zdarza, ale nic nie gromadzisz, nie przywiązujesz się. Nie przywiązujesz się do dobra, do zła.
Dobrze, że rozszerzamy znaczenie słowa „wdzięczność”. Wdzięczność to nie jest emocja czy uczucie. Dzięki medytacji odkrywamy, że wdzięczność to jest coś znaczenie większego i głębszego. To jest cudowny stan umysłu, który jest życiem w teraźniejszym momencie. To po prostu sprzątanie, mycie naczyń, jedzenie, chodzenie. Zdajesz sobie sprawę, że żyjesz dzięki wszystkiemu, co napotykasz na swojej drodze.
Żeby to zrozumieć, trzeba spotkać Dharmę i nauczyciela?
Nauczycielem niektórych ludzi jest po prostu ich życie. Trud ich życia. Na przykład biedni ludzie jak Tybetańczycy, są szczęśliwi, chociaż nic nie mają. Bieda jest ich nauczycielem. I kiedy otrzymują posiłek, wtedy naprawdę go doceniają i są szczęśliwi. Im więcej dajesz, tym więcej możesz otrzymać. Jeśli coś komuś dajesz, robisz to na wydechu. Kiedy przyjmujesz, wdychasz. Niektórzy ludzie, kiedy coś ci dają, wstrzymują oddech, wciąż coś trzymają i wtedy przepływ siły życiowej między tym, kto daje i tym, kto przyjmuje jest wstrzymany.
Jak to jest z wdzięcznością wobec rodziców? Niektórzy ludzie prawdopodobnie nie mają za dużo powodów do wdzięczności...
Niektórzy rodzice byli dziećmi dla swoich dzieci. Niektórzy ludzie nie lubią swoich rodziców, bo oni po prostu nie zasługują na to, aby ich lubić. To bardzo proste. (śmiech). W buddyzmie staramy się wybaczyć rodzicom, zaakceptować, kim byli i kim są. I może pewnego dnia odkryjemy wdzięczność za dar życia, który nam ofiarowali... W buddyzmie jest takie powiedzenie „zdzieranie skóry zrodzonej z matki”, które oznacza, że twoją prawdziwą matką jest Bodhisattwa Współczucia i ja jestem za to bardzo wdzięczny... (śmiech).
Dziękuję za rozmowę.

Opracowanie tekstu oraz tłumaczenie: Małgosia Sieradzka
Korekta: Jurek Kuun