O przebaczaniu

 

Wywiad z Roshim Jakusho Kwongiem w 2010 roku na Górze Sonoma.

 

Życie pozbawione jest głębi i sensu, kiedy nie ma w nim przebaczenia. Przebaczając uwalniamy przeszłość i pozwalamy jej odejść. W akt ten zaangażowane są dwie osoby: ta, która zraniła i ta, która była otwarta na zranienie. Gdy wybaczamy, podmiot i przedmiot się jednoczą. Wybaczając drugiej osobie, wybaczamy również sobie. Niechęć do przebaczenia kryje złość i zranienie. Kiedy nie wybaczamy, przeszłość nas więzi, pozbawia życiowej energii i powoduje, że nigdy nie jesteśmy naprawdę obecni. Wybaczając odzyskujemy siłę życiową. Nie chcemy przebaczać, ponieważ nie chcemy dopuścić do siebie zranienia i bólu. Chronimy się agresją i obwinianiem innych. Te sposoby są jednak skuteczne tylko do czasu. W istocie nie rozwiązują niczego. Jeśli chcemy, aby nasze życie miało głębię i sens, musimy zajrzeć do wnętrza siebie, musimy stanąć w obliczu bólu i przebaczyć, pozwolić przeminąć przeszłości. Jest to niezbędne dla duchowego rozwoju.

Nie chcemy przebaczać także dlatego, że boimy się, że coś stracimy. I rzeczywiście, tracimy – nasz egocentryzm! Jednak nie takiej straty się obawialiśmy. W rzeczywistości akt przebaczenia niesie w sobie wielki skarb.

Można zacząć od wybaczenia samemu sobie, ponieważ to my pielęgnujemy urazę. Jeśli z różnych powodów nie możemy porozmawiać z osobą, która nas zraniła, możemy przeprowadzić rozmowę w wyobraźni. Możemy rzeczywiście przebaczyć. Ta wspaniała możliwość otwiera nowe perspektywy. Przebaczenie jest ponad religią. Jeśli chcemy, aby nasze życie miało sens, musimy przejść przez ten bolesny proces i uwolnić się od przeszłości. Musimy wybaczyć, aby iść naprzód.

W buddyzmie mówimy o trzech truciznach umysłu: chciwości, gniewie i ignorancji. Podtrzymujemy ich istnienie, sądząc, że jesteśmy oddzieleni od innych ludzi, rzeczy i zjawisk. Społeczeństwo zachęca do rozwijania trzech trucizn. Pozostawia nas tym samym bez nadziei. Kryzys ekonomiczny jest kryzysem duchowym, wynika z chciwości. Dzięki takim aktom jak przebaczenie stajemy się świadomi własnej chciwości, gniewu i ignorancji. Świadomość odmienia życie. W buddyzmie przyjmujemy schronienie w Buddzie – naszym przebudzonym umyśle, Dharmie – prawie uniwersalnym oraz Sandze – zgromadzeniu ludzi, praktykujących to prawo. Przyjęcie schronienia w Trzech Klejnotach, to próba nie przyjmowania schronienia w trzech truciznach umysłu.

W buddyzmie mówi się także o karmie. Karma to prawo przyczyny i skutku, powodujące cierpienie w naszym życiu. Możemy się z niego wyzwolić dzięki aktowi pojednania (skruchy). Kiedy przyjmujemy wskazania buddyjskie i stajemy się formalnie buddystami, ślubujemy pojednanie z całą karmą, zrodzoną z ciała, mowy i myśli. Mówimy: „Teraz jednoczę się z całą karmą (wyrażam skruchę)” i uwalniamy ją, pozwalamy, by odeszła.

Musimy stać się jednym ze złością i pracować z nią. Im bardziej będziemy ją odrzucać, tym większych nabierze rozmiarów, ograbiając nas z życia. Praca ze złością może polegać na szukaniu jej przyczyn albo po prostu na doświadczaniu jej ze świadomością, że nie ma nic złego w odczuwaniu złości, ponieważ kryje się za nią jedynie myśl. Mamy praktykę, która nazywa się “kierowanie światła do wewnątrz” i polega na szukaniu źródła, z którego pochodzi myśl. Ciągle na nowo, kierując uwagę poza myśl, do źródła, z którego pochodzi, jesteśmy w stanie dotrzeć do Umysłu Buddy. Czasem jednak pracując na poziomie absolutnym, tam gdzie jest źródło wszystkiego, możemy pominąć bezpośrednią przyczynę naszej złości. A czasem musimy po prostu coś komuś powiedzieć, wyrazić złość, sprzeciwić się, obronić siebie lub kogoś, a to bywa przestraszające...

Nie wybaczając, pielęgnujemy własną złość i obwiniamy innych. Złość zabija nasze komórki życiowe. To wspaniałe, że zamiast stawać się jej ofiarą, możemy z nią pracować. Mamy możliwość pozwolić odejść temu, co trzymamy, aby nie kontrolowało już więcej naszego życia. Przebaczenie stanowi witalną część życia a wywodzi się ze współczucia. Przebaczamy, dlatego że współczujemy. Jednakże w zen nie chodzi o to, żeby być dobrym człowiekiem. Współczujące działanie to działanie poza dobrem i złem, w zgodzie z tym, jak wszystko być powinno. Jeśli utkniemy w dobru i złu, wciąż pozostajemy w dualizmie. Zen to działanie z głębi twojego serca, czyli z głębi serca wszechświata.

 

Wysłuchała i przetłumaczyła: Małgorzata Sieradzka

Redakcja: Jurek Kuun