Tak! Możemy!

 

Mowa Roshiego Jakusho Kwonga w czerwcu 2009 roku w zendo na Tureckiej w Warszawie.

 

To zaszczyt być tutaj. Widzę, że w zendo jest teraz jakiś inny klimat, inny nastrój. Jest tu kaligrafia Roshiego Hoitsu Suzukiego. Nie zdawałem sobie sprawy, że ta mowa będzie taka formalna i nie przygotowałem się. Mogę powiedzieć, że cały świat znajduje się na progu czegoś nowego. To jest trudny czas. Trudny czas jest jednocześnie dobrym czasem. Mimo że jest ciężko, to jest dobry czas. Ludzie mówią, że coś złego dzieje się z gospodarką. A ja myślę, że jest to raczej załamanie moralne, kryzys w większym stopniu etyczny, niż ekonomiczny. Musimy pamiętać, jak do tego doszło. Mimo wszystko jest to pozytywne. I w jakimś momencie musiało się wydarzyć. Jak bardzo możemy być chciwi i skoncentrowani na sobie? Kiedy poprzednio byłem w Polsce, mówiono mi, że Kalifornia zbankrutuje. Ludzie z reguły ograniczają się do sfery politycznej. Musimy za to płacić - wyższe podatki, akcyza na benzynę, na alkohol, papierosy. Ale to zmusza ludzi, by – poza aspektem finansowym – zajrzeli do wewnątrz, do środka. Ponieważ obietnice pozostają niespełnione, na przykład „budżet da ci to i to, jeśli będziesz dobrym obywatelem”. Takie rzeczy się nie wydarzają. Nie możemy już polegać na bankach, ani na rządzie. Musimy zajrzeć do wewnątrz siebie. Dobry system, który nam obiecano, nie działa. I, jak powtarzałem wielokrotnie, technologia nie ma w sobie ani mądrości, ani współczucia. Ludzie uzależniają się od internetu. Technologia rozwija się tak szybko, że nie potrafimy za nią nadążyć. Stopniowo zaczyna nas więzić.

Wczoraj pojechaliśmy wraz z niektórymi tu obecnymi osobami zobaczyć ziemię, którą Tomek i Dorota nam ofiarują. To była prawdziwa przygoda. Powiedziałem to Jurkowi, a Jurek na to: Tak powinno być. Jeden z samochodów złapał gumę, inny utknął w błocie.

Przypomina mi to czas, gdy zaczynaliśmy szukać ziemi z Roshim Suzukim. Pewnego razu Roshi zabrał nas do Mendocino, na wybrzeżu. Byliśmy bardzo podekscytowani. Teraz my tutaj mamy 21 lat, wtedy mieliśmy tylko 6 lat. Roshi Suzuki nigdy nie mówił „tak” ani „nie”. Znalazł jakieś grzyby i upiekł je w żarze. Co ciekawe, wracając przejechaliśmy przez Petalumę, bardzo blisko Sonomy, to było około 1964 roku. Okazało się, że to było bardzo blisko Sonomy.

Myślę, że energia i ekscytacja związana z szukaniem ziemi jest odbiciem czegoś, co dzieje się w sandze. Oznacza to, że jesteśmy gotowi i jest to dla nas wielkie zobowiązanie. Myślę, że ludzie w sandze już są bardzo twórczy, wiedzą jak to zobowiązanie zrealizować. Nie jest tak, że jedna osoba może sama to zrobić, nikt nie może sam tego zrobić, potrzebna jest do tego cała sangha. Ludzie powinni wkładać w to tyle, ile mogą. Niektórzy mogą być bardziej zaangażowani, inni mniej. Może niektórzy dopiero za dwa lata będą mogli się zaangażować. W ten sposób trzeba o tym myśleć. Powinniśmy sobie nawzajem komuni-kować nasze intencje, nasze zamierzenia, żeby kierunek naszego zaangażowania był jasny.

Kiedy się tam jedzie jest bardzo pięknie, miejsce otoczone lasem, dziką przyrodą. Zapytałem Tomka, ile tej ziemi nam podaruje, a on odparł: Sto metrów na sto. A ja na to: Tylko tyle? To był żart. Ofiarowanie ziemi to jest cud. A dodatkowo jeszcze Jarek Chybicki ofiarował pewną sumę pieniędzy. Tak właśnie rzeczy się wydarzają, właśnie w taki sposób. Jako ludzie możemy myśleć bardzo indywidualistycznie, ale to jest także dla przyszłych pokoleń, dla kraju i całego świata, to łączy się jak promienie. To nie jest mała rzecz. To jest najwspanialsza rzecz, jaką możecie zrobić dla swojego kraju i dla waszych rodzin, dla słońca, księżyca i dla gwiazd.

 

Fot. Ceremonia poświęcenia ziemi pod ośrodek sangowy w lipcu 2009 roku.

Kiedy po pobycie w Tasaharze wprowadziłem się na Górę Sonoma, w trakcie trzy-miesięcznego Ango zdałem sobie sprawę, że jest to wspaniały sposób życia. Wtedy ktoś zapytał: Czy chciałbyś pojechać do Mendocino, tam jest ziemia. To mnie śmiertelnie przestraszyło. Jestem osobą, która nie lubi żadnego rozkładu dnia. Teraz mam rozkład na cały rok. To w pewnym sensie jest dobre, bo mnie chroni. Mogę powiedzieć, że moje 36 lat na Górze Sonoma to było najtrudniejsze w całym moim życiu, ale też najbardziej radosne. Nie miałem pojęcia, że to będzie takie trudne. Dla kogoś, kto nie jest zbyt towarzyski, mówić, rozmawiać, przemawiać, wchodzić w relację z ludźmi, mieć raka, prawie być wyrzuconym z sanghi, zdradzonym, bo i to się zdarza… Takie rzeczy dzieją się często w samym środku religii. Czysta idea też ulega zabrudzeniu i to się nakłada na doświadczenie, na to jak praktykujesz.

Odwiedziła nas w Sonomie Jetsunma Tenzin Palmo. Jest Angielką, zaczęła siedzieć, gdy miała 21 lat. Została zachęcona przez wielkich lamów, w tym Karmapę, by przesiedzieć w samotnym odosobnieniu przez sześć lat. Potem poprosiła, i jednocześnie została poproszona, by spędzić kolejne sześć lat w odosobnieniu. Tenzin Palmo jest przedstawicielką zachodniego świata, która prawdopodobnie zrobiła naj-dłuższe odosobnienie w samotności. Jaskinia jest jak piekarnik, zaglądasz tam: nie, chleb się jeszcze nie upiekł. Obecnie niewielu ludzi siedzi w jaskiniach. Ludzie z miast wiedzą, że ktoś tam siedzi i to wpływa na ich życie. Jak w przypadku Siostry Miriam w Szczecinie. Tenzin Palmo była pierwszą kobietą z tradycji tybetańskiej, w południowo-wschodniej Azji, która zyskała tytuł Jetsunma. Teraz może siedzieć z przodu z nauczycielami, razem z lamami. Zwyczaj każe by wyświęcony mnich siedział z przodu, a kobiety z tyłu. Jest to więc naprawdę coś ważnego, gdyż jest to rozpoznanie i uznanie żeńskiego ducha. Nie docenianie kobiecego ducha przez mężczyzn, to nie tylko poniżenie ducha kobiecego, lecz także męskiego. Naprawdę coś w tym jest, widzę te wszystkie nowe rzeczy, które się wydarzają.

Powinniśmy podziękować prezydentowi Busho-wi, że był tak złym prezydentem, bo dzięki niemu mamy Obamę. Gdyby nie był taki zły, być może nie moglibyśmy mieć Obamy. I Hillary Clinton może dlatego musiała się wycofać, bo teraz jest czas Obamy. Czasy się zmieniają, także w tym wielkim świecie i musimy na te zmiany być przygotowani.

Niektórzy twierdzą, że dużo mówię o koszy-kówce, że jestem trochę takim trenerem zen drużyny Lakersów, mistrzów. Byłem taki szczęśliwy, tak bardzo chciałem, żeby oni wygrali. I wygrali! W tym roku również. Phil Jackson wygrał i ma jedenasty tytuł mistrzo-wski! Ma najwięcej mistrzostw w historii koszykówki. Teraz grali mecz „Zachód przeciw Wschodowi”. Czasami wysyłamy sobie maile, szczególnie w tym roku. Kiedy przegrali mecz z Utah Jazz, Phil napisał, że medytowali, ale byli ospali i zmęczeni, nie mieli energii. Nazwali jedną salę - War Game – salą gier wojennych, studiują tam strategię gry drugiej drużyny, przyglądają się, konspirują – podoba mi sie to słowo – konspirują, czyli razem oddychają, i tworzą tam jakby jedno ciało. Mimo to prze-grali. Zapytałem Phila, jak medytują. Wyobraź-cie sobie ludzi o wzroście dwóch metrów siedzących na krzesłach. Powiedziałem, że to straszne. Była już przecież połowa sezonu. Krok po kroku opisałem jak należy siedzieć na krześle. Phil jest bardzo bystry i załapał natychmiast. Odpisał: „To jest wspaniałe, to jest właśnie to.” Poprosiłem, żeby powiedział swojej drużynie, że muszą medytować dwa razy dziennie nawet, gdy mają wolne, bo to jest równie ważne jak siedzenie w zendo.

Przenoszę grę – koszykówkę do naszej praktyki. Chodzi o to, żeby patrzeć na ludzi w świecie, na to, co oni robią. To nie jest tylko kwestia tego, co dzieje się w zendo. Twoim zadaniem jest badać i przyglądać się. Niektórzy mówią, że mogą siedzieć w zendo tylko trochę. Znam ludzi, którzy mają trudny okres, więc praktykują mniej i mniej. Wtedy jest tak jakbyś, chcąc lepiej widzieć, zdejmował okulary.

Poznałem nowe słowo – atak. Wojownicy wiedzieli, co mam na myśli. Kobe Bryant, zawodnik Lakersów, gdy rzuca, rzuca w stu procentach. To jest jak balet, jest tak zaangażowany. Zauważyłem, że inne drużyny też mają takie gwiazdy jak Kobe Bryant. Starają się, jednak nie mogą wygrać, bo mając jednego zawodnika nie można wygrać. Kiedy Phil Jackson był trenerem Michaela Jordana powiedział mu: „Jeśli chcesz dołączyć, możesz zdobyć najwyżej 30 punktów.” Na początku nie rozumiałem, o czym on mówi. Ograniczał jedną osobę po to, by inne mogły się zaangażować i być aktywne. Tak samo jest ze śpiewami. Jeśli jedna osoba śpiewa z całego serca, całego gardła, mocno, inni nie muszą, zaczynają na niej polegać, na tej jednej osobie. Ale gdy ta jedna osoba śpiewa z całego serca, czy to was nie inspiruje? Tak właśnie powinno to działać. Jeśli śpiewasz z całego serca, pozwalasz by odeszły twoje problemy. Wychodzisz poza samego siebie. O to chodzi w praktyce.

W zeszłym roku Lakersi dotarli do finałów, grali z Boston Celitcs i w ostatniej finałowej rozgrywce mistrzostw NBA przegrali o trzy-dzieści, czy nawet czterdzieści punktów. Byli kompletnie załamani, upokorzeni. Ciekawe, prawda? Nas w naszym życiu też to czasem spotyka i czujemy się wtedy poniżeni, pomniejszeni, zdradzeni. Tak się czasem zdarza. Takie jest życie. A jednak musimy wstać z łóżka, iść do pracy. Gdy byłem młody, próbowałem zostać w łóżku, byłem w stanie spać 24 godziny, całe ciało mnie bolało. Ale gdy nie możesz wstać z łóżka dla siebie, możesz pomyśleć o kimś innym, na przykład o swojej siostrze, która ma raka.

Stajemy się całkowicie zaabsorbowani sami sobą, nie możemy wyjść poza siebie. To jest nasze nawykowe uwarunkowanie. Właśnie po to jest praktyka zazen. Samo siedzenie na poduszce nie wystarcza. To jest rodzaj badania, pracy. Uważam, że jeżeli cokolwiek w zazen działa, używaj tego. Tak jak w sztuce, czasem czujesz, że musisz trzymać się pewnej techniki, ale to też jest uwarunkowanie. Jesteś z tym zaznajomiony, ale nie powinieneś na tym polegać, uzależniać się od tego. Może dlatego artyści sięgają do różnych środków wyrazu, by być przytomnymi. Na przykład w zazen polegasz na czymś. Myślę o mistrzu Sheng Yenie, który zmarł w tym roku. To Mistrz Chan, on korzystał z otoczenia. Z jego nauczania znam taką metodę pracy z oddechem: „łapanie piórka wachlarzem”. Metody są ważne, bo jak tylko siadamy, to czasami natychmiast zasypiamy. Przede wszystkim musisz wiedzieć, czy jesteś zmęczony. A po drugie, powinieneś być przytomny i obudzony w zazen, postawa, oczy… Możesz też użyć metody „roztapiającego się masła”. Gdy czujesz się spięty, po prostu się roztapiasz, rozluźniasz się, ciało staje się miękkie. Wszystko to jednak wymaga praktyki i determinacji i rezygnacji ze swoich starych sposobów.

Gdy człowiek jest pusty, może zostać napełniony. Jest taka metafora zen, jeśli twoja filiżanka jest pełna, nie możesz nic otrzymać. Więc zazen polega na puszczaniu, oczy-szczaniu. Nawet Obama mówi: „Tak, możemy!” Musimy to sobie wizualizować, musimy w to uwierzyć. Ten konwencjonalny świat tak wygląda. „Tak, możemy!” Możemy uczyć się od tego świata, ze wszystkich stron. Jednocześnie musimy być uważni, nie możemy poruszać się za szybko. W przeciwnym razie nie będziemy mogli dostrzec małego kwiatka zanim go nie nadepniemy. Dziękuję trawie za to, że chroni nas przed błotem. Mamy na Sonomie kamień wielkości mokugyo, tuż przy wjeździe, żeby ludzie nie zabijali trawy. Nikt nie zwraca uwagi na to, że trawa jest częścią wszechświata, chociaż jest taka mała. Ostatnio ktoś przejechał samochodem po tym kamieniu.


Tłumaczyła na żywo: Danuta Golec

Spisała z nagrania: Agata Sobiecka

Opracowanie redakcyjne: Agata Sobiecka i Ewa Kochanowska

Korekta: Wiesia Grochola i Jurek Kuun