Doceń swoje życie

 

Mowa Roshiego Jakusho Kwonga

Sonoma Mountain Zen Center, 5 marca 2011 roku

 

Właśnie zakończyliśmy odosobnienie, w czasie którego przez trzydzieści dni obowiązywał nas dokładny plan zajęć. Nie musisz się zastanawiać, gdzie będziesz się znajdował, co będziesz robił, kiedy będziesz spał, ponieważ rozkład zajęć był bardzo rygorystyczny. Utrzymywanie takiej dyscypliny wymaga wiele siły.

Mniej rozproszenia: żadnych rozmów telefonicznych, żadnych e-maili, żadnej inwazji z zewnątrz. Zen jest w dużej mierze niewerbalny. Cisza. Nie tylko b y c i e cichym. Cisza jest tym, co dotyka naprawdę głęboko… (uderza kyosaku w platformę) …czegoś w tobie. Czegoś, co już masz, bez względu na to, kim wydaje ci się, że jesteś. Bez względu na to, kim myślisz, że jesteś, czasem zachodzą okoliczności, które zmuszają cię, byś wystąpił ze wspaniałym i opanowanym umysłem. To może się zdarzyć bez przygotowania, ale my to ćwiczymy.

Zen jest rodzajem ćwiczenia. Nie lubiłem słowa „ćwiczenie”, kiedy zetknąłem się z nim po raz pierwszy. Nie chciałem być ćwiczony. Nie chcę wstawać rano, nie chcę tego, nie chcę tamtego, nie chcę…, nie chcę…, nie chcę… Ale to właśnie jest najważniejsze: opór wobec tego, czego się boisz; niezależnie od tego, czy praktykujesz, czy nie. „Praktyka” to nieco śliskie słowo. Praktykując, przygotowujesz się na spotkanie się z każdą sytuacją. Podzieliliśmy nasz świat na zło i dobro; na lubię – nie lubię. Cierpimy z tego powodu.

„Bodhi” znaczy oświecenie, a „satwa” to stworzenie – Bodhisatwa to oświecona istota. Bodhisatwy odzwierciedlają nasze cierpienie, a także cierpienie innych. Więc za każdym razem, kiedy odwracamy się od tego, co nas spotyka, kiedy wyobrażamy sobie, że mogło by być inaczej, cierpimy. To jest to, co się z nami dzieje.

W zen słowo „praktyka” jest całkiem zwyczajne. Kiedy chodzisz do szkoły, lub kiedy zaczynasz coś studiować, mówisz sobie: „JA będę uczył się TEGO”. Ideogram oznaczający praktykę wygląda jak skrzyżowanie. Na skrzyżowaniu coś cię spotyka i to jest właśnie znaczenie praktyki. Ale, kiedy praktykujesz to nie jest tak, że TY praktykujesz ZEN. To najgorszy przypadek, gdy uczeń zen mówi, że zamierza praktykować zazen czy zen. Ponieważ praktyka to nie jest „ty” ani „to”. A tak właśnie zwykle myślimy. Wszystko uprzedmiatawiamy.

Tak naprawdę, kiedy praktykujesz, istniejesz - jeszcze zanim wyłonią się nazwa i kształt; zanim pojawi się myśl; zanim możesz to zobaczyć; jest to stan sprzed jakiejkolwiek konceptualizacji. I kiedy tak praktykujesz, robisz coś, od czego zależy twoje istnienie, twoja natura. Twoja prawdziwa natura – można powiedzieć. To porusza góry i morza, bo harmonizuje cię z całym wszechświatem. Gdy to się wydarza, nie robisz niczego. Nicnierobienie. A my zawsze coś robimy. Jak możemy się od tego uwolnić? Nawet ceremonie, które tu odprawiam: ślub, pogrzeb, urodziny Buddy… O rany, jest tyle do zrobienia! Jednak, gdy się przyjrzeć bliżej, nie ma wiele do zrobienia. Jest wiele do zrobienia, bo wkładasz się w to. I to twoje „się” jest bardzo ograniczone, bo opiera się na rozróżnianiu: lubię – nie lubię, małe – duże, wysokie – niskie. Jesteśmy w to schwytani i tym związani. Więc praktyka zazen, to po prostu siedzenie tutaj. Po prostu tu siedzisz. Ale na tym właśnie polega trudność. Ponieważ, kiedy siadasz, spotykasz się ze swoim ciałem i jego bólem.

Są dwa rodzaje bólu. Pierwszy ostrzega, że możesz skrzywdzić swoje ciało. Drugi natomiast dotyczy tego, że jakiejkolwiek pozycji byś nie przyjął, zawsze będzie boleć. To trochę jak metafora życia, nieprawdaż? Więc po prostu siadasz – mówimy o tym drażniącym rodzaju bólu, z którym można pracować. Jeżeli to jest tamten ból, proszę, zmień pozycję; nie należy się krzywdzić. A w tym bólu oddychasz. To jest uniwersalne, czy jesteś w tym wprawny, czy nie; kiedy trwasz w bólu, uczysz się oddychać. Nie chodzi o oddech płuc, ale o dolny oddech przeponą. Jest to coś, co nazywam oddechem zazen lub „unshu”. Każdy wydech pod koniec staje się coraz delikatniejszy. Wiedzcie, że ból nie napiera jednostajnie. Na początku tak ci się może wydawać, ale w rzeczywistości natężenie bólu przychodzi jak fala. Oddychasz z nim. To samo jest w innych sytuacjach, wśród ludzi, których nie lubisz… Po prostu oddychasz tym, bo jeżeli odwrócisz się, czujesz obecność tego samego bólu, wtedy on cię ponownie chwyta. Zwłaszcza, gdy powiesz sobie, że nie będziesz czegoś już więcej robił. Więc nie róbcie sobie żadnych postanowień noworocznych (śmiech). Bądź łagodny ze sobą.

Myślałem o tym, jak uczniowie recytują Sutrę Serca… O czym myślicie, kiedy recytujecie tę sutrę? W niej jest sporo przeczeń, nieprawdaż? Nie ma tego, nie ma tamtego. Całkowite n i e. Siariputra był jednym z uczniów Buddy, a Avalokiteśvara to oświecona istota łaski i współczucia. W sutrze toczy się między nimi dialog. Ona mówi do Siariputry: „O Siariputro, kształt jest niczym innym jak pustką; pustka niczym innym jak kształtem. Wszystkie dharmy – znaczy to wszystkie rzeczy – są kształtami pustki.” Wszystkie rzeczy, włącznie z tobą i mną. Włącznie z tą szklanką wody i moim kijem. Wszystkie rzeczy są ciałem pustki. Dlatego - nigdy nie narodziliśmy się. Twoja matka jest twoją matką, ale jest też matką w ogóle. Nie może ulec zniszczeniu. Kolejny fragment sutry nie mówi tego dokładnie, ale takie jest jego znaczenie: „nie posiada skazy; nie jest też czysta; bez zysku ni straty”. Więc w pustce nie ma kształtu, odczucia, wrażenia, rozróżniania, ani świadomości, które są pięcioma elementami naszego istnienia i tego, jak postrzegamy świat. Pierwszy jest kształt, czyli to co dotyczy materii, a następne cztery odnoszą się do umysłu. Zatem mowa jest o ciele i umyśle. Praźródło, które jest pustką – pustką wypełnioną świadomością, jest pełnią świadomości. Więc tekst mówi, że w tej pustce nie ma kształtu, odczucia, wrażenia, rozróżniania, ani świadomości. Ale jeden z patriarchów, Tozan Ryokai, kiedy był dzieckiem, powiedział: „przecież ja mam nos i oczy”. I poszedł za tym pytaniem aż do samego końca. Ostatecznie stał się jednym z założycieli naszej szkoły i wielkim mistrzem zen. Podążył za swoim pytaniem do końca! Może nawet nie tyle podążył za nim do końca, ile pytanie zabrało jego na sam koniec! To najlepsze co możesz uczynić w swoim życiu – iść do samego końca.

Nie baw się swoim życiem. Jest mnóstwo rozproszenia i rozrywki. Uczymy tego nasze dzieci. Kiedy siedzą z tyłu w samochodzie, mają teraz dwa telewizory. Dwa! Ameryka jest chora. Ale ta choroba jest zajmująca. Niestety jesteśmy przez nią uwięzieni. Nie chodzi o to, że nie wolno nam posiadać atrakcyjnych rzeczy. Pamiętam, że zawsze chciałem mieć nowy samochód. Mój przyjaciel miał Volvo. To było dawno temu, na początku Tassajary. Wówczas uczniowie zen nosili połatane spodnie. Taki styl i wybór. Mieszkali bez mebli. To było „w dechę”. Ja jednak postanowiłem kupić ten samochód, pomimo tamtej mody. Kupiliśmy Volvo kombi dla całej rodziny. Różne osoby patrzyły na nasz samochód i mówiły: „O kurczę, ale jesteście materialistami” (śmiech). Ale ja byłem naprawdę zadowolony. Ten samochód dawał mi wiele radości. Pamiętaj jednak, że jeśli posiadasz te rzeczy, nie daj się im uwięzić. Wciąż mnie zaskakuje, że na przykład w sklepie spożywczym wydaje mi się, że ktoś do mnie mówi, ale kiedy się odwracam, okazuje się, że ten człowiek rozmawia przez telefon. To do prawdy nachalne. I o czymże oni tak naprawdę rozmawiają? O czym rozmawiają ludzie? O niczym istotnym, obawiam się. Wypełniają czas, tęsknotę; zapełniają poczucie niepewności, plotkują. To zasmucające, kiedy pomyślisz o tych wszystkich ludziach w mieście: napady, kradzieże, bieda, wypadki, szpitale, ludzie umierający, ludzie przychodzący na świat… O co w naszym życiu chodzi? Czy wiesz, jak długo będziesz żył? Nikt tego nie wie. Jak cenna jest każda chwila?

Teoria Einsteina jest dokładnie taka jak teoria Sutry Serca. Prawda absolutna. Einstein powiedział, że gdyby miał wybrać religię, wybrałby Dharmę Buddy, ponieważ jest szeroko otwarta. Buddadharma krytykuje Buddadharmę. Nie bądź zbyt przywiązany, nie myśl, że jesteś nieskazitelny. To jest dobre: Dharma naśmiewa się ze swojej własnej religii! To bardzo dobrze. Czyż to nie jest naturalne?

Mam tutaj fragment z książki „Realizing Genjokoan” Okumury. Daowu udał się do świątyni, gdzie spotkał Ji Shan. Pewien mnich spytał Ji Shana – Czym jest Dharmakaja? „Dharma” można przetłumaczyć jako „prawo” lub „wszechświat” lub „prawdę”. Nie względną prawdę, ale prawdę absolutną. „Kaja” to ciało. Nie można wiele na ten temat powiedzieć, bo cokolwiek powiesz nie będzie t y m . Dharmakaja to nie jest coś, co znajduje się osobno, daleko od ciebie. Właściwie jest niezwykle blisko, jest w tobie. Dharmakaja. To jest pustka. Więc zapytany Ji Shan odpowiedział, że Dharmakaja nie ma kształtu. Na co mnich zapytał, czym jest oko Dharmy. Ji Shan odparł, że oko Dharmy nie ma uszkodzeń. Daowu usłyszawszy to, roześmiał się, ponieważ to była odpowiedź konceptualna. Ponieważ jesteśmy przyzwyczajeni do przeprowadzania umysłowych operacji i pracy intelektualnej, dla nas, ludzi współczesnych, jest ważne, by zrozumieć filozofię Dogena Zenji. Kiedy już posiądziemy to filozoficzne zrozumienie, możemy je odpuścić. Kiedy już zrozumiemy, puszczamy to. Nie trzymamy się tego. Zrozumienie wsącza się w twoje ciało. Z umysłu do ciała. Penetruje twoje ciało. To nie jest sprawdzian, ani egzamin. To jest na całe twoje życie! Jak również na czas twojej śmierci. Ona jest częścią życia. Po prostu odpuść. Masz swobodę, by odpuścić zrozumienie.

Napotykamy „chuu”, prostokąt przecięty linią (中). Kiedy nadawałem nazwę ośrodkowi, właśnie to „chuu” miałem na myśli – środek (center, zencenter). Prostokąt również oznacza „twarz”. Kiedy napotykamy chuu w pismach Dogena, ważne jest by traktować je zgodnie z filozofią Mahajany. Jednocześnie nie powinniśmy opierać się na żadnych logicznych, ani filozoficznych koncepcjach, kiedy studiujemy Dogena. Jego nauki mają nam odsłonić rzeczywistość bezpośrednio w (中) naszego codziennego życia. Więc urzeczywistnienie będzie miało miejsce w waszym zwykłym życiu.

To, co daje ci wolność, to srogie ograniczenie. Czyli jest dokładnie odwrotnie niż zwykle myślimy. Możesz robić, co tylko ci się podoba; jeść, co ci się podoba; spać, kiedy chcesz, ale to w końcu staje się męczące. Ile możesz spać? 12, 14 godzin? I ile razy możesz to powtórzyć? Twoje kości się zmęczą. Musisz wstać. A więc ograniczony matą na 3 stopy długą, na 3 stopy szeroką, skoro jesteś w stanie na niej pozostać - możesz być wolny. Nasze miejsce praktykowania ma tego rodzaju ograniczenie. Nie po to, by cię kontrolować, ale żebyś mógł stać się sobą, prawdziwym sobą. Więc jeszcze raz: „jego [Dogena] nauki mają odsłonić rzeczywistość bezpośrednio wśród (chuu) codziennego życia.”

Hui-neng nie był ćwiczony, ale wasze uwarunkowania są takie same. On nie potrafił czytać ani pisać. Jego sytuacja była bardzo trudna. Był biedakiem. Utrzymywał siebie i swoją matkę sprzedając drewno na opał. Pewnego razu jakiś mnich przechodził obok niego recytując Sutrę Diamentową, fragment o tym, że umysł nie ma miejsca pobytu. Kiedy Hui-neng usłyszał to, jego umysł się otworzył. I stał się szóstym patriarchą. A na cóż otworzył się jego umysł? Otworzył się na samego siebie. Na swoje prawdziwe ja, a zarazem na prawdziwe ja wszystkiego innego. Stał się wolny, całkowicie wyzwolony. Hui-neng nie wiedział, co ma z tym zrobić, ale powiedział swojej matce, że musi odejść. Zostawił jej trochę pieniędzy i udał się na spotkanie z piątym patriarchą, który powiedział: „czemu przybywasz? Wszak nie ma Buddów z południa.” (on właśnie pochodził z południa). Na co Hui-neng odparł: „Buddowie nie są określani przez północ, ani przez południe.” Piąty Patriarcha poznał, że ten człowiek może być naczyniem dla Dharmy.

W naszym codziennym życiu jest niezbędne, by mieć miejsce praktyki. To jest najważniejsze, by mieć miejsce do praktykowania z innymi ludźmi – nie samemu, i by mieć nauczyciela, i by mieć dharmicznych przyjaciół. Miejsca praktyki są rzadkie. Na przykład to miejsce jest wyjątkowe, nie ma drugiego takiego na świecie. To jest jedyne. Więc te trzy rzeczy: nauczyciel, przyjaciele o tej samej mentalności, z tym samym kierunkiem. Wtedy możecie zachęcać się nawzajem. Praktykowanie samemu nie wystarczy, bo nie możesz się sam zobaczyć.

To jest mój kij i na nim jest napisane: „sei sei jaku”. „Jaku” to okrzyk, „sei sei” oznacza „przebudzenie”. Był sobie mistrz zen Zuigan. Powtarzał wciąż do siebie: „jesteś tam?” „Obudź się! Obudź się!” To dobra praktyka, bo my często uciekamy, nawet z powodu najbardziej błahej rzeczy, drobnej irytacji. Ale on w takich sytuacjach pytał siebie: „Gdzie jesteś? Jesteś tam?” Zuigan był mistrzem zen. To znaczy, że mistrzowie zen też nie są idealni. To niedoskonałość czyni nas doskonałymi. Wiem, że kiedy jest się młodym, to jest się też bardziej idealistycznym. Ja na przykład nie chciałem mieć żadnych zaciemnień. Starałem się trzymać z dala od zaciemnienia i ignorancji. Nie chciałem być ignorantem. Tak jest, gdy jest się młodym; ale życie was zdradzi. Życie was okradnie. Życie oszuka was. Wszystko, co napotykamy, jest naszym życiem. I wszyscy się z tym spotkamy zgodnie z naszymi karmicznymi warunkami. I to jest cudowne. Ponieważ wszystko, co napotykasz - to ty sam. To natura twojej jaźni. Kiedy zachorowałem na półpasiec, powiedziałem sobie, że to był dar. Nieźle, co? Kiedy miałem raka, to był dar. Ponieważ praktykuję, więc mam pewien fundament. Ktoś mi powiedział, że gdybym nie był taki gniewny, nie doświadczałbym tyle bólu. Więc zacząłem się zastanawiać, czemu jestem taki rozgniewany, gdzie jest mój gniew? Jednak nie mogłem znaleźć mojego gniewu.

Nie mogłem nic zwalić na mojego ojca, który już nie żyje. Kogo w ogóle możesz winić, kiedy coś ci się przydarza? Przecież to się przydarza TOBIE. Jest jakiś powód, dla którego spotykasz siebie w tych niezliczonych formach. Spóźniając się na autobus, oblewając egzamin… Przykładów mamy bez liku.

Moim głównym celem dziś jest zachęcić was, byście traktowali swoje życie poważnie. Nie mamy czasu na rozrywkę. Rozrywka trwa i trwa, i utrzymuje cię z dala od siebie samego, od twojego prawdziwego ja. Twoje życie jest cenne. Bardziej cenne niż ci się wydaje.

Dogen mówi, że forma jest pustką, pustka jest formą. To jednak tylko intelektualny koncept: to jest tamtym, tamto jest tym. Lecz ponieważ to jest tamtym, to zawiera tamto, więc możemy po prostu powiedzieć, że forma jest formą, pustka jest pustką. To jest coś więcej. To już nie jakaś tam teoria, ale to prawda o twojej jaźni, o twojej wrodzonej naturze Buddy. Możesz w to wierzyć lub nie, ale taka jest nauka Buddadharmy. A więc ceńcie wasze życie i życie innych, bo to jest wszystko, co mamy.


Tłumaczenie: Kuba Gołębiewski

Redakcja: Wiesia Grochola

Fotografia: Krzysiek Porzeżyński

Mowa Roshiego audio dostępna jest w wersji angielskiej