31 f 2016
 
 

Wspomnienia po Ango w Kącikach

 
 

ANGO - KĄCIKI – 2016

Przyjechałam do Kącików z półtoratygodniowym, ba, może nawet - dwutygodniowym opóźnieniem. Pracowałam najpierw, potem zmagałam się z „oporem materii” – co wziąć, jak się spakować oraz pytaniem, jak sobie poradzę w tamtejszych warunkach, w końcu się rozchorowałam…

Żałowałam „trupów wyrzucanych na brzeg” i Mów Dharmy; i tego, że Was nie zobaczę… Rozważałam nawet, czy nie dojeżdżać na same Mowy pociągiem z Wwy, ale uznałam ten pomysł za niedorzeczny…

Jedną nogą tu, drugą tam, nie mogłam się nigdzie zakorzenić…

Zobaczywszy zdjęcie Sieciecha na fb, pomiędzy rodzicami w zendo, w kołysce, ozdrowiałam! Pomyślałam sobie, że nie ma w ogóle o czym mówić! Jak Agnieszka sobie z nim radzi…

Pomna na wszystkie zasady, że trzeba kąpać dziecko codziennie, w wanience, w ciepłej, czystej i nieprzymuszonej wodzie… poszłam za głosem serca…

I … nie dostałam „żółtej kartki” czy „czerwonej”…

Ktoś był, ktoś czekał, ktoś przyjął… Z otwartymi ramionami…

Bardzo się ucieszyłam widząc stare i nowe twarze, Ośrodek, las, ogród, zendo…

„Nic się nie zmieniło”, pomyślałam, choć niezupełnie…

 

Mały Budda „siedział z nami przy stole”, patrząc z góry, a właściwie błagając i modląc się:

Już dość! Nie mam siły.

Jedliśmy orioki bez orioki, za to bez ograniczeń, paplając zawzięcie…

108 królowała bezwiednie, choć pokłonów nie było…

Shiuso - niewidoczny, mowy się skończyły, ale oczami świecił…

Mieszkał z Uji, więc napromieniowany przez bliskość zapewne…

 

„Nie bądź trupem” -

słyszałam ze wszystkich stron.

Aż zadałam pytanie w duchu:

Kto zacz?

 

Sieciech praktykował, nie zważając na warunki,

słychać go było czasem

w zendo…

 

Nauczyłam się biegać z garnuszkiem ciepłej wody pod prysznic,

podpatrując metodę,

gdy aury nie było…

lub kąpać się w pokoju,

z bijącym sercem,

czy mnie kto nie widzi…

 

Uji „widział” oczywiście

I wiedział, co czuję,

zabijając chwilę przez pośpiech i lęk…

 

Usmażył placek z Kołem Dharmy na czele

I podzielił się z nami jak z członkami partii!

To trzeba było widzieć!

 

Wybierałam popiół z kadzielnicy, jak Kopciuszek,

i nawet przez chwilę zamigotał mi

mój zgubiony bucik!

 

Ktoś mnie utulił w żalu

nad tym, co minęło…

Nie wróci przecież…

 

Odnalazłam jeden dzień,

ten ostatni,

kiedy to wszyscy chodzili, jak w dobrze nakręconym zegarku,

właściciela nie było…

Nie było n i c …

w głowie ani w piętach…

Synchronizacja zupełna…

 

Świeciło Słońce

I „Miłość,

co wprawia w ruch Słońce i Gwiazdy” (Dante)

 

A miało być poważnie…

 

Jacob powiedział na koniec:

Jesteś wolna,

i, cokolwiek to miało znaczyć,

zaśpiewał na pożegnanie:

Jest nowy dzień!

grając na bębnie.

 

Ktoś bliski kiedyś

umarł

dosłownie i w przenośni,

choć Jarek mówi, że Wieczność jest,

Nic nie umiera…

 

Trzeba spytać Uji…

On tak dobrze tłumaczy…

 

Cóż jeszcze?

 

„Nie ma mnie

I nie ma Ciebie,

I nie ma Zen”

 

Ocean Mądrości

I Współczucia,

Morze Istnienia…

 

…..

 

Ty i ja

Imiona dwa

Lecz jedno serce

Które bije w nas

Wszystkich

 

…..

 

Stanęłam w kieracie swoich dążeń

Przed chwilą

Zmieniłam bieg historii

 

…..

 

Nauczyłam się myć

W kropli wody i Nieba,

W kropli wody i Nieba

Zamieszkałam…

 

…..

 

Skażona

Jak błękit Twoich oczu

Niebieski

 

…………………………………..

 

Kąciki

To jeden kącik

W moich oczach

Żywy i prawdziwy

 

…………………………………….

 

To moje serce

Sięgnęło

Bruku…

 

…..

 

Moje serce

Sięgnęło

Zenitu

 

……………………………..

 

Medytacja

Przy kieliszku wódki

Zakończona

 

Gassio

Ewa Cz

„Z błota wyrasta Lotos”

Roshi Kwong

 

na fotce rzeczony Sieciech oraz pozostali oświeceni :)